B jak burka w Belgii

Belgijska policja, rząd oraz lokalne władze od ponad tygodnia zmagają się z nowym wybuchem aktywizmu islamskich ekstremistów. Zaczęło się od szarpaniny o burkę, a ciągiem dalszym było zranienie nożem dwóch policjantów na jednej z centralnych stacji metra przez napastnika przybyłego z sąsiedniej Francji. W Belgii najwyższy alarm antyterrorystyczny wciąż trwa.

Kobieta w nikabie (Flickr:Flооd/CC)
Kobieta w nikabie (Flickr:Flооd/CC)

Intelektualnym sprawcą okazuje się Sharia4Belgium, która za wszelką cenę próbuje skupić wokół siebie uwagę mediów i poparcie sfrustrowanych imigrantów lub obywateli wyznania muzułmańskiego.

Prowokacja?

W czwartek 31 maja doszło do incydentu na tle religijnym w jednej z najbardziej zaludnionych przez ludność pochodzenia arabskiego dzielnicy Brukseli: Molenbeek. Kobieta, Stephanie Djato, rodowita Belgijka okryta nikabem, czyli okryciem przykrywającym całe ciało, została wezwana przez policjantów do okazania dowodu osobistego i odkrycia twarzy. W rezultacie oporu i poszturchiwań z policjantkami (według belgijskiego prawa tylko kobiety mogą dokonywać rewizji osobistej na kobiecie), jedna z funkcjonariuszek ma złamany nos i straciła kilka zębów od uderzenia z główki przez zatrzymaną.

Atak na policjantki wcale nie przeszkodził pani Djato poskarżyć się na ból głowy, udać się do szpitala, i w konsekwencji grozić złożeniem zażalenia na policjantów biorących udział w incydencie.

Małe Maroko

Molenbeek jest gminą, w której mieszka ponad 92 tyś. osób, z czego prawie jedna trzecia do niepełnoletni. Jej burmistrz, Philippe Moureaux, choć wygląda jak spokojny emeryt po siedemdziesiątce, jest jednak bardzo aktywny międzykulturowo i ożeniony z młodszą o 35 lat Latifą Benaicha, muzułmanką pracującą w środowisku wyższej brukselskiej administracji. W swej ojczyźnie jest najbardziej znany  z ustawy z 1981 r. przeciwko rasizmowi i ksenofobii, zwanej też ustawą Moureaux.

Teraz ma niezły orzech do zgryzienia na swym terenie: w rezultacie wysłanych przez panią Djato smsów, jej mąż zorganizował protesty pod komisariatem, w reakcji na co sam burmistrz Brukseli nazajutrz zakazał jakichkolwiek zgromadzeń publicznych w mieście.

„Niech ich Allah zabije”

Shariah4Belgium, która organizacyjnie i medialnie stoi za panią Djato, to stowarzyszenie ekstremistów, próbujących zakrzewić w Belgach myśl, iż szariat to najlepszy z możliwych systemów organizacji społeczeństwa. Na dowód wyższości szariatu nad demokracją dowiadujemy się, że Hiszpania, Francja i Szwajcaria swój największy rozkwit przeżywały podczas rządów islamu, a kobiety mają tak wysoki status w społeczeństwie islamskim, że jedynie poligamia może je uchronić od bycia wykorzystaną przez konsumpcyjną, rozpasaną demokrację.

Na stronie francuskich ekstremistów www.imranhoseinfr.wordpress.com – pełne poparcie dla “braci” w Belgii. Znajduje się tam modlitwa do Allaha o ukaranie jego wrogów, którzy napadli “siostrę”. W niej belgijskie policjantki stały się już nawet nie innowiercami, ale kimś gorszym: tymi, które postępują śladami diabła. W tłumaczeniu z arabskiego na francuski clue modlitwy brzmi tak: zabij ich aż do ostatniego.

Fouad Belkacem, aka Abou Imran, rzecznik prasowy Sharia4Belgium, do którego to stowarzyszenia należy “siostra” napadniętą przez “sługi Diabła”, czyli tych, którzy “są posłuszni demokracji”, zwołał dziennikarzy na prawie godzinną konferencję prasową i pokazywał poszarpany nikab pani Djato. Nie omieszkał zacytować Amnesty International jako źródło analiz na temat dyskryminacji w kraju. Mimo to, znajdujący się obecnie w areszcie Belkacem, prosty mechanik z Antwerpii, broniony jest przez jednego z najdroższych adwokatów w Belgii.

Krwawo rzecz biorąc

Kontynuacja wypadków miała miejsce w piątek 8 czerwca. Na stacji metra Molenbeek została zaatakowana para policjantów wykonujących rutynową kontrolę . Napastnik poranił ich w szyję i plecy, krzycząc podobno “Święta Wojna”. Przy zatrzymanym znaleziono bilet kolejowy z Paryża, fragment Koranu i wycinki artykułów na temat wydarzeń w Molenbeek.

Napiętą sytuację dodatkowo podsycają wiadomości podrzucane do wozów policyjnych lub przychodzące pocztą z Anglii, Niemiec i Holandii, których autorzy zapowiadają jeszcze więcej ataków na terenie Belgii. Nie tylko Bruksela jest w tym momencie pod wzmożoną policyjną kontrolą. Tak samo jest w Antwerpii, gdzie miesza Belkacem, i gdzie w związku z tym znajduje się wielu członków Sharia4Belgium. Budynki administracji publicznej oraz komisariaty w obu miastach chronią specjalne oddziały policji wykorzystywane w tłumieniu zamieszek.

A państwo…

Zarówno Minister Spraw Wewnętrznych z partii chrześcijańskich demokratów, Joëlle Milquet, jak i socjalistyczny premier Elio di Rupo,  są zaniepokojeni zaognioną sytuacją wokół Shariah4Belgium. Według nich jest to przykład organizacji, która powinna być zakazana z powodu nawoływania do nienawiści. Źródło problemu widzą oni jednak przede wszystkim w braku miejsc pracy dla imigrantów. Sam di Rupo wspomina, jak jego rodzice, włoscy imigranci, potrafili współpracować i żyć w sąsiedztwie Polaków i Marokańczyków, bo istniało wystarczająco dużo pracy dla zapewnienia dochodu rodzinom. Rzeczywiście, dyskurs na temat kontrowersyjnych wspólnot religijnych, gdy sprowadzony na poziom ekonomiczny, lepiej pasuje do treści programów wyborczych pisanych na wybory samorządowe, które w Belgii odbędą się pod koniec tego roku.

Biorąc pod uwagę, że socjaliści wpisują w swój plan ekonomiczny działania mające na celu zwiększenie motywacji do szukania pracy, nierozstrzygnięte pozostaje pytanie co zrobią oni z hojnym systemem socjalnym, dzięki któremu dziesiątki tysięcy bezrobotnych imigrantów lub ich dzieci urodzonych w Belgii czuje, że w ogóle nie opłaca im się pracować, bo wszystko dostają od państwa? W dzielnicy Laaken byli chyba ostatnio tylko podczas wizyty u króla pod koniec 2011 roku, i najwidoczniej nie wybrali się na spacer wokół parku, gdzie dziesiątki młodocianych Belgów pochodzenia północnoafrykańskiego szarżuje motocyklami i najnowszymi samochodami modnych marek. Jakoś trudno uwierzyć, że brak tym młodym ludziom przedsiębiorczości, jeśli czegoś naprawdę pragną…

Magdalena Pacholska