Serbia nigdy nie stanie się członkiem NATO

Nie jest tajemnicą, że Serbia rozważa przystąpienie do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), zwanym potocznie rosyjskim NATO. Debata na ten temat rozgorzała po wizycie Władimira Putina w tym kraju w pierwszej połowie 2011 roku.

W lutym br. Wicepremier i minister spraw wewnętrznych Republiki Serbskiej Ivica Daczić stwierdził na łamach gazety „Novosti”: „Żeby nikomu nie przyszło do głowy zaproponowanie Rosjanom wybudowania tutaj [w Serbii] baz wojskowych, UE i Ameryka muszą prowadzić wobec nas politykę wolną od uprzedzeń”.

Nie były to jak widać słowa bez pokrycia.

Świeżo zaprzysiężony lider Federacji Rosyjskiej z żelazną konsekwencją finalizuje swoje wcześniejsze zamierzenia. 28 maja agencja Interfax poinformowała, że serbski prezydent-elekt Tomislav Nikolić (notabene nacjonalista, pod koniec lat 90tych wicepremier w rządzie koalicyjnym wspierającym Milosevicia) powiedział, że jego kraj w bardziej kompleksowy sposób podejdzie do relacji z Rosją oraz złożył deklarację, że Serbia nigdy nie stanie się członkiem NATO.

Taki ruch zgodnie z niedawnymi zmianami w statucie tej organizacji oznaczałby de facto zakaz dzierżawienia baz wojskowych w Serbii przez NATO, ponieważ musieliby się na to zgodzić pozostali sygnatariusze sojuszu wojskowego, w którym hegemoniczną rolę pełni Rosja. Mimo tak ścisłego związania losów państwa z sukcesorką Związku Sowieckiego, gra wydaje się warta świeczki dla Nikolicia. Zbliżenie z Rosją ma historyczne -ważne dla prawicowego elektoratu- tradycje, może także przynieść korzyści w kwestii Kosowa. Tamtejsi Serbowie starali się swego czasu o obywatelstwo federalne i „wzięcie ich pod opiekę” przez Moskwę.

Istotne w wypadku takiej decyzji politycznej Belgradu wydają się kwestie finansowe, ze względu na trudną sytuację ekonomiczną kraju. Choć mówi się o tym, że w zamian za 800 milionów dolarów pożyczki rosyjskiej dla Serbii, Kreml żąda uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, to jednak nie można wykluczyć także “sugestii” związanych z przystąpieniem do OUBZ.

Serbia pełni swoją drogą niebagatelną rolę w rosyjskim projekcie South Stream, który będzie przebiegał przez jej terytorium. W przeciwieństwie do Nabucco, rozpatrywanego już jedynie w wariancie West, projekt rosyjski wkracza w fazę finalizacji. Z pewnością opłaty tranzytowe podreperują dziurawy belgradzki budżet.

Jak widać nie brakuje profitów, które w zamian za spełnienie rosyjskich próśb uzyskałby dla swojego kraju Tomislav Nikolić. Także Rosjanie oprócz militarnych -a tym samym i propagandowych korzyści na użytek wewnętrzny- uzyskują energetyczne status quo (wybory zawsze grożą wstrzymaniem planowanych zimą prac nad serbskim odcinkiem South Stream). To wszystko wzmacnia prawdopodobieństwo trwałego związania się Belgradu z Moskwą, niewykluczone, że także w ramach OUBZ.

Piotr A. Maciążek, politykawschodnia.pl