Polska, Hollande i “Pakt Fiskalny”

“Koniec Merkozego” – oświadczyły media. Co tak naprawdę wygrana kandydata socjalistów oznacza dla Unii Europejskiej i Polski w kontekście finansów, a w szczególności tzw. Paktu Fiskalnego?

Francois Hollande na spotkaniu wyborczym w Nancy, marzec 2012 (Flickr/F. Hollande/B . Boccas)
Francois Hollande na spotkaniu wyborczym w Nancy, marzec 2012 (Flickr/F. Hollande/B . Boccas)

Zwycięstwo kandydata socjalistów na prezydenta Francji jest wydarzeniem istotnym, ale jednocześnie trudno przyznać mu cechę niespodziewaności. “Koniec Merkozego” – oświadczyły media. Pomimo starać partii chadeckich z całej Europy – w tym właśnie z Niemiec, ale również Polski – Franocis Hollande wygrał wybory wysyłając Sarkozy’ego albo na emeryturę albo do opieki nad swoim małym dzieckiem.

Związek Merkel z Sarkozym to też nie była miłość jak z “Przeminęło z wiatrem”, a raczej małżeństwo z rozsądku. Zarówno Hollande, jak i Merkel, nie mają wyboru i współpracować razem będą musieli, bo jeżeli przewróci się Unia Europejska, to te dwa państwa odczują to najmocniej i jednocześnie oznaczać to może powrót do realiów polityki dwudziestolecia międzywojennego, gdy oba państwa ze sobą rywalizowały. Tymczasem między kanclerzem Francji, a przyszłym prezydentem Francji rysuje się różnica – Niemcy chcą oszczędzać, a francuscy socjaliści wydawać. Hollande już “zaproponował” renegocjację Traktatu o stabilności, koordynacji i zarządzaniu w unii gospodarczej i walutowej, czyli tzw. Paktu Fiskalnego. Merkel odrzuciła możliwość renegocjacji podnosząc argument, iż to nie pora na tworzenie nowych, kosztownych programów stymulujących wzrost. Na pewno stanowiska Hollande’a nie będzie można jednak lekceważyć, bo jeżeli Francja nie ratyfikuje Paktu, to ze spokojnym sumieniem będzie go można wrzucić do niszczarki.

Co to wszystko oznacza dla Polski?

Polska podpisała Pakt Fiskalny, ale jeszcze go nie ratyfikowała. Dokument został jednak tak skonstruowany, że nie wiąże się dla nas z nałożeniem żadnych obowiązków, chyba że sami postanowimy inaczej. Trudno jednak oczekiwać, by polski rząd narzucił sam na siebie, dobrowolnie i bez powodu, obciążenie w postaci ograniczenia deficytu strukturalnego. Część budżetowa Paktu dotyczy więc jedynie państw, których walutą jest euro i ich zadaniem jest zmniejszenie deficytu strukturalnego do maksymalnie 0,5% (do 1%, jeżeli dług publiczny będzie niższy niż 60%).

Polska może zatem przyglądać się rozwojowi wypadków ze spokojem, niezależnie walcząc o swoją dyscyplinę budżetową. Paradoksalnie – nasze konstytucyjne 60% – jest dużo lepszym rozwiązaniem niż Pakt Fiskalny i w razie problemu, zobowiąże rządzących do oszczędności (zresztą – po przekroczeniu progi ostrożnościowego – pewne sankcje np. dotykające sektora budżetowego występują automatycznie).

Pozostają jeszcze dwie wątpliwości. Pierwsza dotyczy zgodności z prawem UE. Pakt Fiskalny – w wielu miejscach – angażuje lub co najmniej absorbuje instytucje unijne. Unijne, znaczy także czeskie i brytyjskie. Pakt może stanowić, iż przewodniczący Komisji Europejskiej to czy tamto, ale przewodniczący Komisji Europejskiej ma postępować zgodnie z prawem pierwotnym i wtórnym unijnym, a nie pozunijnym, które go nie obowiązuje. Państwa-sygnatariusze mogą się zobowiązać do czego chcą, ale nie mogą skutecznie związać podmiotów trzecich, które im nie podlegają. Oczywiście, zakładam iż Barroso na szczytach będzie się pojawiał, ale ma pełne prawo odmówić.

Druga kwestia to szczyty państw euro. Wynegocjowanie ograniczenia ich roli to umiarkowany sukces Polski i państw spoza strefy, ale nie jest to kluczowe z banalnego – i niestety brutalnego dla nas – powodu. Państwa strefy euro nie potrzebują zgody Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Danii itd, na to, aby coś ustalać w swoim gronie. Obserwacja części takich szczytów umożliwi nam dostęp do stołu, ale bez prawa współdecydowania. Trzeba przy tym jednak pamiętać, iż trudno robić państwom euro zarzut z tego, że we własnym gronie o tej strefie chcą decydować. Zastosowany symetryczny model relacji odpowiedzialność-obowiązki. Państwa, na które nałożono obowiązki, posiadają również możliwość współdecydowania pod warunkiem, iż będą w strefie euro. Spowoduje to, iż żadnemu z państw spoza strefy, nie będzie się opłacało przyjmować zobowiązań wynikających z tej umowy międzynarodowej.

Nie rozwiązano także innego problemu – Niemcy z długiem wynoszącym ponad 80% PKB są liderem Europy i nikt nic z tym nie zrobi, a państwa – aspirujące do strefy euro – nadal muszą spełniać kryteria konwergencji> Te same, których nie spełniają państwa euro.