Bliskowschodnia rywalizacja Iranu i Arabii Saudyjskiej. Część I: Bahrajn

Iran i Arabia Saudyjska to dwa kraje, które można uznać za regionalne potęgi. Państwa te, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie miłością. Stosunki między nimi panujące można z pewnym uproszczeniem porównać do globalnej konkurencji między USA a ZSRR w czasie Zimnej Wojny. W tym przypadku polem rywalizacji jest Bliski Wschód.

Król Arabii Saudyjskiej Abdullah (po lewej). Zdjęcie: Ammar Abd Rabbo/Flickr
Król Arabii Saudyjskiej Abdullah (po lewej). Zdjęcie: Ammar Abd Rabbo/Flickr

Rywalizacja, a momentami jawna wrogość, między oboma krajami zapoczątkowana została wraz z rewolucją w Iranie. Nowy teokratyczny reżim w Teheranie bardzo szybko skrytykował instytucję monarchii jako taką, a także więzi państw muzułmańskich z USA. Ponadto jeszcze w 1979 roku w Arabii Saudyjskiej wybuchły pierwsze niepokoje wśród miejscowych Szyitów, najpewniej inspirowane przez Teheran. W późniejszym czasie stosunki nie były tak napięte jak na przełomie lat 70. i 80., zwłaszcza za prezydentury Mohammada Chatamiego nastąpiło ocieplenie, jednak najświeższe wydarzenia, z niepokojami w Bahrajnie na czele, zdają się ukazywać, że saudyjsko-irańska rywalizacja wstąpiła w nową fazę.

Jak wspomniałem polem rywalizacji jest niemal cały region, jednak w ostatnim czasie Bahrajn zdaje się być najgorętszym zapalnym punktem. Ta niewielka wyspa na Zatoce Perskiej, połączona z Arabią Saudyjską autostradą, jest rządzona przez sunnicką monarchię. Problem w tym, że zamieszkują ją głównie Szyici, którzy na dodatek są grupą upośledzoną, dotkniętą ubóstwem, niewielkim wpływem politycznym i wieloma innymi ograniczeniami, na przykład brakiem dostępu do resortów siłowych. Na tym tle, w lutym zeszłego roku doszło do wybuchu rozruchów, które choć nie były relacjonowane w mediach tak szeroko, jak wydarzenia w Egipcie, Libii czy Syrii mogły mieć na region wpływ znacznie większy niż jakiekolwiek inne objawy „arabskiej wiosny”.

Arabia Saudyjska nie mogła pozwolić sobie na obalenie zaprzyjaźnionej dynastii Al-Chalifa. Stworzyłoby to fatalny dla Rijadu precedens, a możliwość usadowienia się w Manamie nowej władzy, potencjalnie sprzyjającej Iranowi, byłoby dla Saudów geopolityczną katastrofą. Dlatego 14 III 2011 do Bahrajnu wkroczyły wojska Peninsula Shield Force – „zbrojnego ramienia” Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Interwencja oddaliła widmo upadku monarchii w Bahrajnie, jednak dalsze wydarzenia w Bahrajnie, a niepokoje w tym państwie trwają do dziś, ściągnęły zarówno na dynastię Al-Chalifa, jak i Saudów wiele krytyki ze wszystkich stron. Iran w krytyce tej oczywiście bryluje, domagał się nawet interwencji ONZ.

Ta gwałtowna reakcja GCC pod wodzą Arabii Saudyjskiej zaskoczyła Iran. Teheran liczył zapewne, jeśli nie na obalenie monarchii, to na długie – być może krwawe – niepokoje, które pochłaniałyby uwagę i zasoby państw GCC. Iran żywi roszczenia terytorialne wobec Bahrajnu od lat 70. Pierwszy wyraził je jeszcze szach, choć później oficjalnie się ich zrzekł. Iran opiera swoje prawa do przyłączenia wyspy na krótkotrwałej perskiej okupacji Bahrajnu, która miała miejsce w XVIII wieku.

Iran bez wątpienia posiada silne wpływy wśród szyitów w Bahrajnie (jednak większość szyitów w Bahrajnie za wzór duchowego przywódcy uznaje ajatollaha Alego al-Sistaniego z Iraku, nie rządzących w Teheranie). Już w 1981 roku doszło do dużego skandalu, kiedy to w Dubaju aresztowano dużą grupę obywateli Bahrajnu z Muzułmański Front Wyzwolenia Bahrajnu, którzy za poduszczeniem Iran mieli obalić władzę na wyspie. Od tego czasu wpływ irańskich służb i chęć obalenia przez nich króla stała się swoistą fobią zarówno w Manamie, jak i w Rijadzie. Oczywiście, Iran został oskarżony również o to, że stoi za trwającymi od zeszłego roku zamieszkami. Nie ma na to jednak twardych dowodów, a ukazywane przez władze poszlaki (np. szkoleniowe pisma Hezbollahu odnajdywane rzekomo w kryjówkach protestujących) nie są zbyt przekonujące. Z drugiej strony trudno przypuszczać, że Iran nie chciałby wykorzystać okazji jaką były dla niego zamieszki w Bahrajnie. Nie należy jednak sądzić, że stoi za ich wywołaniem.

Problemem Bahrajnu jest to, że na wyspie krzyżuje się zbyt wiele wpływów. Dom Saudów posiada tam niezwykle żywotny interes – nie dopuścić szyickiej większości do władzy. Mogłoby to spowodować wzrost ambicji Szyitów saudyjskich, którzy zamieszkują głównie roponośne tereny na wschodzie kraju. Dla Saudów Szyita o proirańskim i antymonarchicznym nastawieniu, któremu śni się rewolucyjny i teokratyczny ustrój, na wzór republiki ajatollahów, jest wzorcem wroga. Nie dopuszczenie do wzrostu znaczenia tych czynników w Bahrajnie jest więc sprawą życia i śmierci dla Saudów.

Z drugiej strony Iran, dla którego naruszenie monolitu państw GCC w tak kluczowym miejscu byłoby prawdziwym darem od losu i największym zwycięstwem polityki zagranicznej po 1979 roku. I na koniec – nie zapominajmy, że pod Manamą mieści się baza amerykańskiej V Floty i choć USA oficjalnie muszą krytykować Rijad i króla Bahrajnu za brutalne postępowanie i łamanie praw człowieka, to nie łudźmy się – dla USA stabilność i utrzymanie się obecnej władzy jest sprawą kluczową, choć na pewno w Waszyngtonie pewne zmiany i złagodzenie kursu wobec Szyitów przyjęto by z radością.

Bahrajn po interwencji GCC był świadkiem wydarzeń takich jak aresztowania lekarzy i pielęgniarek za pomoc protestującym, zwolnienia Szyitów z pracy, niszczenie szyickich meczetów (obok 16 meczetów zniszczono wiele innych miejsc kultu), a aresztowania pod pozorem współpracy z Iranem są na porządku dziennym. Kurs ten nie łagodnieje, nawet pod naciskami międzynarodowej opinii i USA. Ukazuje to jasno determinację (desperację?) dynastii Al-Chalifa (która de facto reprezentuje Saudów). Czy należy im się dziwić? Nie, Bahrajn jest zbyt ważny z punktu widzenia interesów Arabii Saudyjskiej, by ta mogła zaryzykować poparcie jakichkolwiek zmian na wyspie. Bahrajn jest również zbyt ważny dla amerykańskiej obecności militarnej w regionie, by USA mogły ryzykować usadowienie się w Manamie proirańskiej władzy. Oznaczałoby to niewątpliwie potrzebę poszukania dla V Floty nowej przystani.

Każe to przypuszczać, że do uspokojenia sytuacji na wyspie droga jest bardzo daleka. Bahrajn w najbliższym czasie zapewne nadal będzie sceną ścierania się skrytych wpływów Iranu i bardziej jawnych działań Arabii Saudyjskiej. Trudno w tej chwili przewidywać, w którą stronę podążą wydarzenia na wyspie, trzeba jednak być przygotowanym również na czarne scenariusze…

Mateusz Grzywa, artykuł będzie częścią kilkuodcinkowego cyklu na temat rywalizacji Arabii Saudyjskiej i Iranu