Afganistan: Talibowie zmieniają taktykę

W tym roku, z małym opóźnieniem, Talibowie zapowiedzieli początek wiosennej ofensywy przeciwko siłom koalicji i rządowi Hamida Karzaja.

Dżalaluddin Hakkani (sulekha.com)
Dżalaluddin Hakkani (sulekha.com)

Zmienił się jednak cel ataków – będą to praktycznie tylko i wyłącznie obiekty należące do cudzoziemców, jak i sami cudzoziemcy. Operacja nosi nazwę al-Faruk i pochodzi od drugiego kalifa, który wsławił się licznymi podbojami.

Pierwsze widmo zmiany taktyki

Pierwszą operacją tej wiosny był atak na tzw. „zieloną wioskę”, czyli teren znajdujący się we wschodniej części stolicy, zamieszkany przez cudzoziemców i bardzo pilnie strzeżony. Kilkanaście dni wcześniej talibscy bojownicy dokonali ataku na Kabul, gdzie ich celem stały się zachodnie ambasady, budynki należące do wojska oraz biura ONZ. W tym samym czasie zaatakowane zostały obiekty znajdujące się w innych miastach we wschodniej części kraju. Rzecznik talibów uznał oba ataki za sukces i początek nowej taktyki Talibów.

Mimo zapewnień amerykańskich dowódców o słabości partyzantów, których siły są rozbite to trudno nie uznać siły propagandowej najnowszych zamachów. Tym bardziej, że atak na stolicę był jednym z największych od początku wojny. Zachodnich dowódców martwić może jeszcze jedna zmiana taktyki – użycie afgańskich sił wojskowych celem ataków na siły koalicji. Od początku roku w ten sposób zginęło blisko 20 żołnierzy koalicji. Co więcej, ataki na cele zachodnie nieprzerwanie od kilku lat wzrastają.

Siatka Hakkaniego

Wielu zachodnich komentatorów, ale coraz częściej także i polskich, wskazuje, że pomimo przyznawania się Talibów do wielu zamachów, może za nimi stać siatka Hakkaniego. Z taką tezą zgodził się nawet amerykański ambasador w Afganistanie Ryan Cocker.

Dżalaluddin Hakkani urodził się ok. 1950 roku i pochodzi z plemienia afgańskich Pasztunów. Swoją karierę rozpoczął w czasie wojny radziecko-afgańskiej, gdy jako muzułmański uczony postanowił oddać się dżihadowi. Bardzo szybko stał się postacią rozpoznawalną, gdyż osiągał wiele sukcesów militarnych w starciach z wojskami radzieckimi. Pakistan i USA, które wspierały partyzantów, widziały w Hakkanim nieprzejednanego wojownika i hojnie go dotowały. Jeden z emerytowanych oficerów CIA powiedział o nim: „był dzielnym, a przede wszystkim mądrym i przebiegłym komendantem, znakomitym dowódcą”.

Po wycofaniu się wojsk radzieckich i zakończeniu wojny został ministrem sprawiedliwości, jednak po wybuchu kolejnej wojny szybko złożył dymisję i zrezygnował z udziału w wojnie domowej. Nowy bieg jego życiu nadały dopiero oddziały Talibów, którzy przejmując Kabul i zaprowadzając własne rządu powierzyły mu tekę ministra ds. pogranicza.

Po 11 września 2001 roku odezwał się do Hakkaniego dawny sponsor, Stany Zjednoczone, które zaproponowały mu stanowisko prezydenta Afganistanu. Musiał jedynie zerwać z Talibami i ich arabskimi wspólnikami. Hakkani oczywiście odmówił. Później wielokrotnie namawiany przez Karzaja na udział w rządzie.

Dzisiaj tzw. „siatka Hakkaniego” liczy kilkanaście tysięcy bojowników, którym przodują synowie dawnego mudżahedina. Jego głównym terenem kontrolnym jest wschód kraju i pogranicze pakistańsko-afgańskie. Hakkani nadal może liczyć na względy dawnego sojusznika – Pakistanu.

Mimo że od wojny ze Związkiem Radzieckim minęło już wiele lat to do dzisiaj Hakkani pozostaje w świadomości Afgańczyków bohaterem. Ojcowie opowiadają swoim dzieciom historie o wspaniałych i odważnych czynach mułły. Niezwykle ważnym faktem przemawiającym na korzyść Hakkaniego jest niewłączanie się w wewnętrzne walki o władzę i łupy. To pokazało społeczeństwu, że jego celem jest tylko dobro Afganistanu.

Co dalej z Afganistanem?

Na to pytanie niezwykle trudno jest odpowiedzieć. Błędem było publiczne ogłoszenie administracji amerykańskiej o planowanym wycofaniu wojsk z Afganistanu. Tym samym partyzanci walczący już ponad dekadę mogą poczekać jeszcze te 2-3 lata i po wycofaniu się zachodnich sił przystąpić do ofensywy. Do tego czasu mogą stosować taktykę zapowiedzianą na tegoroczną wiosnę – atakowanie cudzoziemców.

Talibowie doskonale wiedzą, że afgańskie siły wojskowe nie poradzą sobie same, a co więcej w wielu wypadkach same współpracują z partyzantami, o czym świadczyć może kilkanaście morderstw żołnierzy zachodnich.

Ważnym sygnałem jest także zaprzeczenie Talibów o kontynuowaniu rozmów z Amerykanami, które w marcu zostały zerwane. Przedstawiciele ruchu żądają uwolnienia 5 swoich ludzi z więzienia Guantanamo, które miało zostać zrealizowane po utworzeniu talibskiej ambasady w Kairze.

Być może kluczem do rozwiązania konfliktu jest w końcu poważne potraktowanie partyzantów i – idąc za przykładem Pakistanu – podjęcie rozmów? Hakkani powiedział kiedyś: „Nam się nie spieszy. W tej wojnie liczy się nie pośpiech, lecz cierpliwość”. I ma w tym dużo racji – bojownicy mogą przeczekać te lata skupiając się na walce z cudzoziemcami i działaniami propagandowymi, jednocześnie werbując żołnierzy z afgańskich sił zbrojnych i szykując się do wielkiej ofensywy po wycofaniu się sił zachodnich.

Marek Sobczak