Wielka Brytania i Argentyna w niekończącym się sporze o Falklandy

Należące do Wielkiej Brytanii, a znajdujące się u wybrzeży Argentyny, wyspy Falklandy znów mogą stać się zarzewiem konfliktu. A wszystko przez energetyczne ambicje Londynu i Buenos Aires.

Brytyjski okręt zaopatrzeniowy Grey Rover zmierzający w kierunku jednej z wysp archipelagu Falklandów (Defence Images/Flickr)
Brytyjski okręt zaopatrzeniowy Grey Rover zmierzający w kierunku jednej z wysp archipelagu Falklandów (Defence Images/Flickr)

Falklandy/Malwiny, obie nazwy dotyczą tych samych wysp, jednak ich zamienne używanie może skończyć się nieprzyjemnie, zwłaszcza w Argentynie. Kraj ten 30 lat temu zbrojnie zajął wyspy, zmuszając do kapitulacji niewielki oddział brytyjskich żołnierzy. Tak opisywałem sytuację w 2007 roku, w 25. rocznicę argentyńskiej inwazji:

Zwrotu Falklandów (Malwinów) Argentynie nie należy się spodziewać. Oby prezydent Nestor Kirchner nie przeciągnął struny z patriotycznym uniesieniem, które sztucznie wywołuje podsycając nadzieje na odzyskanie wysp. Polityka zdominowana przez przeszłość utrudnia patrzenie w przyszłość.

Pięć lat później sytuacja jest podobna. Argentyna znowu publicznie rości sobie pretensje do suwerenności nad Falklandami/Malwinami, a Wielka Brytania kategorycznie odrzuca wszelkie żądania ze strony Buenos Aires. Konserwatywny premier David Cameron w specjalnym oświadczeniu nie pozostawia złudzeń: „Trzydzieści lat temu mieszkańcy Falklandów stali się ofiarami agresji, której celem było pozbawienie obrabowanie ich z praw i wolności, a także dotychczasowego stylu życia (…) Słusznie jesteśmy dumni z roli, jaką odegrała Wielka Brytania przywracając [mieszkańcom – przyp. P.W.] wolność”.

W sprawie przyszłości przekaz Camerona jest jasny: „Wielka Brytania będzie twardo i zdecydowanie stać na straży prawa mieszkańców Falklandów, i tylko i wyłącznie ich, do decydowania o swej przyszłości. To była podstawowa zasada, która była zagrożona trzydzieści lat temu i którą uroczyście potwierdzamy w dniu dzisiejszym”.

Przywiązanie Londynu do Falklandów wynika nie tylko z krótkiej wojny sprzed trzech dekad. Znaczenie strategiczne wysp drastycznie zmalałoby dla Wielkiej Brytanii, gdyby nie znaczne zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego, które znajdują się w specjalnej strefie ekonomicznej Falklandów. Londyn tymczasem tworzy energetyczne imperium i agresywnie poczyna sobie w energetycznym wyścigu, którego jesteśmy świadkami. Jednak mając za rywali Chiny czy Indie trudno nie wykorzystywać wszystkich pojawiających się szans. Z tego samego powodu Argentyna ponownie odgrzewa falklandzki kotlet.

I choć dzisiejsza flota brytyjska, jej niegdysiejsza dumna Royal Navy, jest okrojona w stosunku do 1982 roku, nie mam wątpliwości, że Londyn użyłby jej w przypadku militarnych zakusów ze strony Argentyny. Z podobnym jak trzy dekady temu efektem. Nie spodziewam się jednak tak daleko posuniętej eskalacji. Buenos Aires stara się zbudować latynoamerykańską koalicję wspierającą własne roszczenia, co idzie dość skutecznie, i na drodze prawno-politycznej doprowadzić do – no właśnie, do czego? Do przejęcia kontroli nad Falklandami czy tylko jak największego udziału w zyskach z wydobywanych surowców energetycznych? Pierwszy cel wydaje się wątpliwy do osiągnięcia, natomiast o udziale można próbować rozmawiać.

Piotr Wołejko