Rosyjska prowokacja w Arktyce. NATO odpowiada manewrami

W odpowiedzi na rosyjskie plany związane z roztoczeniem kontroli nad Arktyką, NATO zdecydowało się przeprowadzić manewry na Dalekiej Północy. Czy nadrabia w ten sposób zaległości w zabezpieczeniu swoich interesów w tym regionie?

NATO nie było w ostatnich latach zbyt aktywne na Dalekiej Północy, poszczególne państwa arktyczne prowadziły samodzielnie swoją politykę w tym rejonie świata. Wynikało to m.in. ze sprzecznych interesów członków Sojuszu, by wspomnieć jedynie o sporze amerykańsko- kanadyjskim odnośnie statusu Przejścia Północno- Zachodniego.Symbolem bierności Paktu Północnoatlantyckiego była likwidacja bazy w Keflaviku na Islandii w 2006 roku.

Dziś w próżnię powstałą po jej zamknięciu próbują wkomponować się m.in. Rosjanie. W 2007 roku FR wznowiła loty strategicznych bombowców nad Arktyką. W grudniu 2008 poinformowała o budowie lodołamaczy atomowych nowej generacji (pierwsze w roku 2015). Niedawno Aleksandr Postnikow – dowódca rosyjskich sił lądowych oświadczył, że pierwsza arktyczna brygada zmotoryzowanych strzelców ma być gotowa w 2015 roku.

Niejako w odpowiedzi na rosyjskie plany, taki oddział postanowiło utworzyć także Oslo na bazie drugiego batalionu piechoty zmotoryzowanej z okręgu Troms. Na północnych terenach skandynawskiej monarchii w połowie marca trwały manewry NATO Cold Response 2012, czy były one kolejnym elementem twardej gry rozpoczętej przez ten kraj na Dalekiej Północy? Dotąd Norwegia doskonale dogadywała się z Rosją np. w kwestii podziału Morza Barentsa, ale jej linia polityczna ulega najwyraźniej zmianie…

W Cold Response 2012 brało udział 16000 żołnierzy, siły lotnicze i morskie m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Francji, Holandii i innych krajów (łącznie 14 członków Sojuszu). Oficjalnie ćwiczenia dotyczyły ewentualnego konfliktu militarnego w Arktyce, bądź działań terrorystycznych. Rosyjscy eksperci w tym m.in. Igor Korotczenko twierdzą, że manewry wzięły sobie za cel zwiększenie i podkreślenie militarnej obecności NATO na Dalekiej Północy. 

Rosyjska postawa arktyczna jest bardzo koncyliacyjna w kwestii poszerzania własnych terenów za Kołem Podbiegunowym. Kreml wykorzystuje w realizacji swoich interesów organizacje międzynarodowe (ONZ, Arktyczna Piątka, Eurarktyczna Rada Morza Barentsa) i badania naukowe. Kwestie drażliwe sonduje dzięki scedowaniu ich na prywatne podmioty, by wspomnieć tu jedynie o misji Arktyka 2007, podczas której zatknięto rosyjską flagę na dnie Bieguna Północnego. Jednak na terenach, które formalnie podlegają kremlowskiej jurysdykcji działania rosyjskie są bardzo agresywne, zarówno w sferze militarnej jak i biznesowej. Czy wzbudziły zaniepokojenie NATO? 

Wydaje się, że czarę goryczy przelały kwietniowe informacje o stworzeniu 20 rosyjskich posterunków granicznych w Arktyce. Mają monitorować północną granicę i drogi morskie. Warto przypomnieć, że Kreml chce kontrolować cieśniny arktyczne w ramach tzw. „przepływu nieszkodliwego”- statki innych państw będą mogły przepływać przez nie pod warunkiem wcześniejszej notyfikacji i tylko przy pilotażu rosyjskich jednostek.

Rosyjscy eksperci twierdzą, że Cold Response 2012 było wymierzone w Rosję, “przecież manewry mogły odbyć się w kanadyjskiej arktyce”- zwracają uwagę. Tymczasem miały miejsce “u progu Eurazji”, w temperaturze minus 40 stopni i przy silnym wietrze. Sojusz musiał mieć silną motywację, by pokazać w takim miejscu i przy takich warunkach pogodowych swoją gotowość do działania. Mogą nią być planowane posterunki kontrolujące północne szlaki morskie.

Piotr A. Maciążek, politykawschodnia.pl