Polska polityka zagraniczna, a zmiany na Bliskim Wschodzie, czyli gdzie nas (jeszcze?) nie ma…

Zmiany wywołane Arabską Wiosną były dobrym momentem na zacieśnienie współpracy gospodarczej z krajami Bliskiego Wschodu. Jak w tej sferze wypadła polska dyplomacja?

Protestanci na placu Tahrir w Kairze (AhmadHammoud/Flickr)
Protestanci na placu Tahrir w Kairze (AhmadHammoud/Flickr)

Arabska Wiosna zaskoczyła prawdopodobnie wszystkich aktorów bliskowschodniej sceny politycznej. Od Amerykanów przez Rosjan i Chińczyków, a na władcach (o niektórych z nich można już mówić w czasie przeszłym) kończąc. Czy my, zarówno samodzielnie jak i w ramach UE, wypracowaliśmy skuteczny mechanizmy polityczne pozwalające na reagowanie na bieżąco na wydarzenia w tamtym regionie świata?

Jak zwykle w Unii Europejskiej jest niespokojnie, ponieważ poszczególne państwa zgadzają się co do pryncypiów (np. promowania demokracji), ale wiadomo, iż każde z silnych krajów (Francja, Wielka Brytania, Niemcy, ale też Włosi) ma w tym regionie swoje interesy. W grudniu UE podjęła decyzję o udzieleniu Komisji mandatu do negocjacji w/s strefy wolnego handlu z Egiptem, Jordanią, Marokiem i Tunezją. Duże państwa wiedzą co robią, starając się otwierać rynki dla swoich firm oraz ich produktów.

Gorzej sytuacja ma się z Polską dla których państwa z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej to jedynie promil importu i eksportu. Zacytujmy twarde dane za GUS:

  • Całkowity eksport Polski za 2011 rok: ok. 125,3 mld euro
  • Całkowity import Polski za 2011 rok: ok. 138,1 mld euro

Relacje gospodarcze z wybranymi państwami regionu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej przedstawiają się zaś następująco (dane przybliżone, za MZS, w większości za 2011 r.):

Państwo Import Eksport
Egipt 49 mln USD 233 mln USD
Arabia Saudyjska 210 mln USD 290 mln USD
Libia 0,2 mln EUR 27,8 mln EUR
Katar 2,8 mln USD 16 mln USD
Iran 32 mln EUR 66 mln EUR

To dowodzi jak słabe jest polskie zaangażowanie gospodarcze w tamtym regionie. Najbardziej perspektywiczne są relacje z Arabią Saudyjską Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Katarem (kwestia kontraktu gazowego), czyli państwami które nie zostały doświadczone tak mocno Arabską Wiosną jak Tunezja, Maroko czy Egipt. Co ciekawe, w większości tych relacji mamy nadwyżkę w handlu, co jednak – ze względu na niską wartość eksportu i importu – jest bez większego znaczenia.

Jak zwiększyć naszą obecność?

Punkt startowy mamy zatem słaby – kraje Arabskiej Wiosny nie mają prawie żadnego wpływu na naszą gospodarkę. O tyle omawiany region jest istotny, gdyż to na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej znajduje się ok. 63% zasobów ropy i 43,2% zasobów gazu. Nasze zainteresowanie importem z tamtych okolic powinna właśnie wynikać z tych “warunków energetycznych”.

W tym kontekście istotną rolę może (choć oczywiście nie musi) odegrać gazoport w Świnoujściu, który będzie infrastrukturą, dzięki której będziemy mieli możliwości dywersyfikacji. Na razie – aby być uczciwym – należy dodać, iż zakontraktowany gaz z Kataru do najtańszych nie należy.

Spryt, nie siła

Jako iż nie jesteśmy światowym mocarstwem i na razie nie wypracowaliśmy pozycji w tamtym regionie świata, powinniśmy wykorzystać spryt, a nie siłę – zatem wykorzystać inne narzędzia, raczej miękkie, zwiększania wpływów. Jednym z pierwszych kroków powinno być uatrakcyjnienie oferty uniwersytetów celem ściągania młodych mieszkańców regionu na studia do Polski. Jednocześnie powinniśmy wysyłać jak najwięcej studentów na Bliski Wschód i do Afryki Północnej tak, aby zawiązywali tam kontakty i poznali kulturę. Związanie młodych studentów z Polską może spowodować zwiększeniem obrotów gospodarczych, a wtedy znajdziemy się na dobrej drodze.

Drugi pomysł to działalność polskich organizacji pozarządowych, takich jak np. Polska Akcja Humanitarna, już działających na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Polski rząd powinien maksymalnie zwiększyć poparcie dla tego typu podmiotów, niosących bezinteresownie pomoc czy szkolących m.in. w zakresie społeczeństwa obywatelskiego, mieszkańców regionu. To pomaga w budowaniu zaufania i kreowaniu pozytywnego wizerunku. Jednocześnie należy rozważyć zastosowanie bezpośredniego narzędzia promocyjnego Polski – pomocy rozwojowej, która w tym momencie, w opisywanym regionie, trafia tylko do Palestyńczyków (ok. 1,7 miliona złotych) oraz Afgańczyków (33 miliony złotych).

Polskie organizacje pozarządowe mogą również pomagać w transformacji, jednakże powinny to robić przy jednoczesnym uszanowaniu odrębności kulturowych. Pomoc w transformacji i próba przełożenie znanych nam instytucji powinny być ostrożne, ponieważ skoro w Polsce trudno zaadoptować amerykańskie instytucje to co dopiero np. w Tunezji. Społeczeństwo obywatelskie potrzebuje czasu i tutaj jest szansa dla nas – państwa, które zna problemy transformacji od podszewki, a nasi naukowcy z pewnością doskonale rozumieją te procesy. Należy jednak robić to na zasadzie pomocy i dobrych rad, a nie narzucenia odgórnie systemu politycznego wraz z naszym systemem wartości. Wartości z upływem czasu, krótszego lub dłuższego, powinny się same wprowadzić.

Europejski Fundusz na rzecz Demokracji brzmi całkiem sensownie, ale na razie brak na jego temat szczegółów, a doniesienia prasowe mówią o śmiesznie niskim budżecie – 50 milionów euro rocznie. Za tę kwotę świata się niestety nie zmieni. Jeżeli jednak społeczeństwa arabskie będą gotowe i chętne na demokrację –  należy pomóc bez zastanowienia.

Dyplomacja gospodarcza

Polskim przedsiębiorcom brakuje również wsparcia dyplomacji, co – według zapowiedzi MSZ – ma się niebawem zmienić. To, czego należy oczekiwać od Ministerstwa to budowa pewnego rodzaju sieci informacji – gdzie można zainwestować, skąd kupić, jakie są bariery prawne etc? Należy przy tym pamiętać, że kwestie kontaktów gospodarczych i wizerunku Polski są ze sobą ściśle związane. We wspomnianych krajach społeczeństwa są dopiero na dorobku, a to oznacza, że wiele można w nich zbudować. Równa się to szerokim perspektywom – nad nimi należy pracować.

Na razie na Bliskim Wschodzie nas nie ma. Perspektywy jednak są i należy liczyć na to, iż zaangażowanie naszej dyplomacji, zarówno w Libii (członek grupy kontaktowej), jak i w Syrii (opieka konsularna nad amerykańskimi obywatelami) nie zostaną – jak to zwykle bywało w przeszłości – pominięte.

Patryk Gorgol