Po zamachach w Tuluzie Sarkozy proponuje zmianę prawa antyterrorystycznego

Sarkozy chce zmian w prawie, aby ułatwić działania antyterrorystyczne. Opozycja jest im przeciwna i twierdzi, że to tylko przedwyborcze sztuczki prezydenta. Czy ma rację?

Nicolas Sarkozy (Flickr/UMP Photo)
Nicolas Sarkozy (Flickr/UMP Photo)

Wczoraj Nicolas Sarkozy oficjalnie ogłosił, zapowiedziany po wydarzeniach z Tuluzy, projekt zmian we francuskim prawie, który ma lepiej zabezpieczyć kraj przed kolejnymi atakami terrorystycznymi. Prezydent chciałby zdusić terroryzm w zarodku, czyli poskromić potencjalnych naśladowców tuluskiego zamachowca na etapie wstępnego zainteresowania ekstremizmem. Zdaniem gabinetu Sarkozy’ego, aby tego dokonać wystarczy odciąć ich od stron internetowych propagujących terroryzm oraz uniemożliwić podróż do miejsc, w których mogą zostać przeszkoleni, zarówno ideologicznie, jak i militarnie.

Terroryzm, a kampania wyborcza

Jest jednak jeden haczyk – Francuzi muszą wybrać go ponownie. Nie zapowiada się bowiem, by przed wyborami prezydenckimi, a może nawet i parlamentarnymi (czerwiec 2012 r.), udało się uchwalić proponowane zmiany, a do tego jego główny konkurent, Francois Hollande, jest im przeciwny. Sarkozy daje zatem jasny przekaz: “tylko ja gwarantuję Wam ochronę przed kolejnymi zamachami, socjalista jest w tej kwestii zbyt miękki”. Jak na razie taktyka walczącego z zewnętrznym zagrożeniem szeryfa działa doskonale: Sarkozy nie tylko odrobił stratę do Hollande’a, ale na stałe prześcignął go w sondażowych wynikach pierwszej tury wyborów.

To główny, choć niejedyny, powód, dla którego opozycja uznaje pomysł Sarkozy’ego za zagranie wyłącznie koniunkturalne, mające na celu nie reale działanie, ale wyłącznie podbicie popularności w sondażach opinii publicznej.Wątpliwości budzi oczywiście również sama treść planowanej nowelizacji – wydaje się, że jest kompletnie oderwana od realiów.

Zderzenie z wirtualną ścianą niezrozumienia

Przede wszystkim, służby specjalne i tak starają się monitorować ruch na podejrzanych stronach, by na tej podstawie moc typować potencjalne zagrożenia. Samo karanie za ich wyświetlanie wiele nie zmieni, tym bardziej, ze prawdziwe niebezpieczeństwo nie leży w stronach ogólnodostępnych, ale zamkniętych społecznościach i witrynach dostępnych w anonimowych, zdecentralizowanych sieciach takich jak Tor. W przypadku stron o tak dużej barierze wejścia sama groźba penalizacji ich odwiedzin nie odstraszy potencjalnych terrorystów.

Właściwie propozycje Sarkozy’ego mogą pod tym względem tylko zmniejszyć bezpieczeństwo Francji. Ich konsekwencją byłoby zwiększenie ilości sygnałów, które służby muszą na bieżąco sprawdzać i wnikliwie analizować pod kątem realności zagrożenia. Taki nadmiar informacji może być zdecydowanie bardziej szkodliwy, niż ich niedobór. Propozycja Sarkozy’ego oznaczałaby, że szukający igły w stogu siana dostaną do przeszukania jeszcze kilkanaście takich samych stogów, lecz nie będą wiedzieć, czy w ogóle w którymś z nich znajduje się choćby jedna igła. Skończyć się to może paraliżem służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju.

Z paszportem do Al-Kaidy

Propozycja karania prób wyjazdu w celu przeszkolenia terrorystycznego jest co prawda bardziej sensowna, ale jednocześnie chyba jeszcze mniej realistyczna. Chyba nikt, łącznie z samym Sarkozym, nie wierzy, że można od tak sobie wyjechać do obozu szkolącego przyszłych zamachowców, podając go jako cel podróży w afgańskim czy jemeńskim wniosku wizowym? Oczywiście, jest to zadanie zdecydowanie bardziej skomplikowane pod względem logistycznym i wymaga przynajmniej nawiązania jakichś podejrzanych – z punktu widzenia służb specjalnych – kontaktów przed podróżą. Jeśli zatem uda się służbom odkryć już prawdziwy cel takiej wyprawy, można domniemywać, że, prędzej czy później, na niedoszłego terrorystę – jak to mawiał Stalin – jakiś paragraf się znajdzie, nie wspominając już o tym, taka sytuacje można wykorzystać do rozpracowania całej siatki, a nie jej pojedynczego członka.

Dlaczego zatem ten pomysł znalazł się projekcie? Nietrudno zgadnąć, że wynika to z faktu, że Mohammed Merah, zamachowiec z Tuluzy, miał odwiedzić Afganistan i Pakistan, dwa z trzech największych ognisk współczesnego terroryzmu. Czy kontaktował się tam z Al-Kaidą, czy został tam przeszkolony – tego niestety nie wiemy i pewnie nigdy się już nie dowiemy.

Co więcej, można sobie zadać pytanie, czy karanie za “przeszkolenie ideologiczne” nie jest sformułowaniem zbyt szerokim, a przez to – niebezpiecznym z punktu widzenia praw obywatelskich.

Zapobiec terroryzmowi “samotnych wilków”

Głównym celem nowelizacji ma być wyjście naprzeciw nowym rodzajom działań terrorystycznych. Tak jak jeszcze 10 lat temu słowem-kluczem dla wszystkich badaczy terroryzmu była sieciowość, tak obecnie – po atakach Meraha we Francji i Breivika w Norwegii – mówi się głównie o strategii “samotnego wilka”, terrorysty działającego w pojedynkę, na własną rękę i niepowiązanego z żadną szerszą organizacją. Trudniej go schwytać, trudniej w ogóle przewidzieć, że zamierza uderzyć.

Czy któraś z proponowanych przez Sarkozy’ego zmian pozwoli zatem na lepsze wychwycenie takich osób? Wątpię. Ani karanie osób odwiedzających strony propagujące terroryzm, ani penalizacja wyjazdów do ośrodków szkoleniowych, w żaden sposób nie adresują tego problemu. Czy zatem propozycja ma wyłącznie wymiar propagandowy? W dużej mierze tak, ale czy w przededniu wyborów można oczekiwać czegoś innego?

Artur Makolągwa