Pakistański Beludżystan: etniczno-religijna beczka prochu

Prowincja Beludżystanu szybko staje się największym problemem rządu w Islamabadzie. Do wysuwanych od lat dążeń niepodległościowych doszły konflikty na tle etnicznym i religijnym.

Beludżystan od lat walczy o niepodległość (Belochistan/Flickr)
Beludżystan od lat walczy o niepodległość (Belochistan/Flickr)

Porwania, napady, morderstwa w biały dzień – tak wygląda rzeczywistość pakistańskiego Beludżystanu. W ciągu ostatniego tygodnia w samej stolicy prowincji, Kwecie, zamordowano blisko 30 osób. Większość z ofiar to szyiccy Hazarowie, którzy przez wieki uciekali przed prześladowaniami etniczno-religijnymi z Afganistanu i osiedlali się w sunnickim, choć stosunkowo tolerancyjnym do niedawna, Beludżystanie. W samej Kwecie i jej okolicach mieszka ich blisko pół miliona. Teraz okazuje się, że wpadli z deszczu pod rynnę.

Kweta – miasto bezprawia

Morderstwa wyglądają zazwyczaj podobnie. Napastnicy podjeżdżają do niespodziewających się ataku ofiar na motocyklach, otwierają do nich ogień i odjeżdżają nieniepokojeni. Dzieje się to w dzień, przy świadkach, na głównych ulicach miasta, a mimo to dotychczas nie udało się złapać ani jednego mordercy.

Hazarowie czują, że lokalne władze nie są po ich stronie. Gdy kilka miesięcy temu nieopodal Kwety napastnicy zatrzymali cały autobus wiozący Hazarów i z zimną krwią rozstrzelali 26 osób, śledczy nie potrafili wskazać nawet podejrzanych. Nawet wtedy gdy ataku dokonano właściwie pod drzwiami policyjnego komisariatu, żaden z funkcjonariuszy nie zareagował w odpowiednim czasie; policjanci otworzyli za to ogień do protestujących po tym zajściu rodzin ofiar, zabijając trzy osoby.

Nieudolność władz Beludżystanu sprawia, że coraz baczniej przyglądają się im władze w Islamabadzie. Wczoraj Sąd Najwyższy Pakistanu ogłosił, że zbada środki jakie przedsięwzięły władze prowincji, aby zapobiec kolejnym morderstwom.

Lashkar-e Dżangwi

Lista podejrzanych jest raczej krótka. Spośród wielu pakistańskich bojówek, na terytoriach Beludżystanu najaktywniej działa powiązana z Talibami i Al-Kaidą, złożona głównie z Pasztunów, organizacja Laszkar-e Dżangwi. To właśnie ona przyznała się do bestialskiego ataku na autobus z Hazarami, lecz nie są to jedyne zamachy na tak dużą skalę, jakie przeprowadzili jej członkowie. Pakistański rząd utrzymuje, że Laszkar-e Dżangwi stała m.in. za zabójstwem Benazir Bhutto w 2007 r. i atakiem na lankijską reprezentację krykieta w Lahore; ugrupowanie aktywnie operuje również na terenie Afganistanu.

Mimo ciążących na organizacji zarzutów, przywódca Laszkar-e Dżangwi Malik Iszak pozostaje na wolności. W 2011 r. po 14 latach został wypuszczony z więzienia z powodu braku dowodów na działalność terrorystyczną. Trudno jednak nie dostrzec związków między zwolnieniem Iszaka, a atakami na mniejszości, które rozpoczęły się już po kilku miesiącach od uwolnienia przywódcy Laszkar-e Dżangwi i od tego momentu przybierają na sile. Ich celem, poza Hazarami, są głównie pakistańscy hinduiści.

Prowokacja ISI?

Nie brak głosów, że za uwolnieniem Malika Iszaka stoi wszechpotężny pakistański wywiad ISI i wojsko, które rękami Laszkar-e Dżangwi przygotowują kolejne prowokacje wymierzone w swoich wewnętrznych lub zewnętrznych wrogów. Jednym z nich są beludżyjscy separatyści, których – wbrew głosom niektórych wojskowych – rząd Juzufa Rezy Gilaniego stara się, na razie bezskutecznie, zachęcić do współpracy metodami pokojowymi. Ugrupowania te, do niedawna skupione na walce o niepodległość albo przynajmniej szeroką autonomię prowincji, ostatnimi czasy coraz bardziej podatne są na wpływy religijnego fundamentalizmu.

Powodowany napięciami na tle etniczno-religijnym zamęt w Beludżystanie może dać Islamabadowi asumpt do zwiększenia obecności wojskowej w prowincji albo przynajmniej pozwoli pokazać, że Beludżowie nie są w stanie sami sobą rządzić. Pomogą w tym coraz mocniejsze powiązania organizacji separatystycznych z religijnymi radykałami, które ewentualnie stać się mogą wygodną wymówką dla siłowego rozwiązania kwestii beludżyjskiej. Społeczność międzynarodowa znacznie łatwiej przełknie interwencję wymierzoną w Talibów czy Al-Kaidę, niż w ruch narodowowyzwoleńczy Beludżystanu.

Artur Makolągwa