Güntera Grassa przypadki. Czy wolno krytykować Izrael?

Schemat nie jest skomplikowany. W Niemczech – z historycznych powodów – krytyka Izraela nie należy do pożądanych zachowań publicznych. Od razu rodzi wspomnienia Holocaustu, antysemityzmu i pytania o historyczne prawo do ocen.

Gunter Grass (Blaues Sofa/Wikimedia Commons)
Gunter Grass (Blaues Sofa/Wikimedia Commons)

Jeszcze większy problem ma laureat Literackiej Nagrody Nobla, Gunter Grass, który opublikował w “Suddeutsche Zeitung” wiersz pod tytułem “Co musi zostać powiedziane”. Grass, krytykując Izrael, momentalnie został oskarżony o antysemityzm, a temu z kolei zarzutowi towarzyszyło – zgodne z prawdą zresztą – przypomnienie, iż pisarz był członkiem Waffen-SS. Kombinacja tych dwóch faktów oznacza koniec dobrze zapowiadającej się dyskusji. Nie czekali również długo Izraelczycy, którzy – ustami ministra spraw wewnętrznych Eli Yishai z religijnej Partii Szas – ogłosili, iż Gunter Grass jest persona non grata w Izraelu. Swój komentarz dodał też minister spraw zagranicznych Izraela Avigdor Liberman, którego zdaniem egoistyczni tzw. intelektualiści są gotowi poświęcić Żydów calem zwiększenia sprzedaży swoich książek i dla zdobycia uznania.

Krytyka Izraela, a antysemityzm

Nie trzeba być jednak wybitnym intelektualistą, a nawet laureatem Nagrody Nobla, aby odróżniać od siebie krytykę polityki rządu danego państwa od antysemityzmu. Czy każda krytyka poczynań rządu jest dowodem na antysemityzm? Idąc tą drogą – największymi antysemitami są izraelscy opozycjoniści z Partii Pracy i z Kadimy, o Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości nie mówiąc,

Przekonany jestem o tym, że odróżniają te sytuacje od siebie także politycy izraelscy, jednak im nazwanie Grassa antysemitą, przypomnienie mrocznego faktu z przeszłości, a także błyskawiczna reakcja jest najzwyczajniej na rękę, bo zamyka – niewygodną fragmentami – dla nich dyskusję. Proszę teraz znaleźć poważnych polityków, którzy staną w obronie Grassa. Zamiast dyskutować o niuansach polityki bliskowschodniej zajmujemy się biografią Guntera Grassa.

A cóż takiego dowiadujemy się z wiersza? Że Izrael ma broń atomową i jego potencjał nuklearny należy również monitorować? Że – zdaniem autora – zagraża światowemu pokojowi? Że Niemcy – eksportując broń – mogą być współudziałowcami w potencjalnej zbrodni na Irańczykach? Że Izrael zagraża Iranowi?. O wszystkim tym możemy dyskutować, z częścią poglądów nie zgadzać, ale czy to przejaw antysemityzmu? Wątpię.

Sam co jakiś czas krytykuję politykę izraelską wobec Palestyńczyków. Czy jestem zatem antysemitą, ponieważ już od kilku lat zauważam, iż obecny rząd izraelski, ze względu na swoje zaplecze wyborcze, nie jest zainteresowany osiągnięciem pokoju, o wycofaniu izraelskich osiedli z Zachodniego Brzegu Jordanu nie mówiąc? Zobaczmy jednocześnie, jakie wątki wrzucił pisarz do dyskusji, o których się nie mówi i o których zapominają media.

Kwestia izraelskiego i irańskiego programu atomowego

Broń atomowa w posiadaniu Iranu to nic, czego Amerykanie, Europejczycy, a przede wszystkim, Izraelczycy by sobie życzyli. Izrael obecnie posiada monopol na tę broń, co gwarantuje mu gigantyczną przewagę, a w połączeniu z sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi skutkuje absolutną nienaruszalnością. Tylko że … jak to jest, że jedni mogą mieć broń atomową, a inni nie? Nikt rozsądnie myślący nie uzna nigdy, że w przypadku Izraela jest to broń ofensywna – bo nie jest. Izrael potrzebuje broni atomowej jako broni odstraszającej, dzięki której atakujący ma pewność, że o ile nawet nie przegra, to na pewno nie jest w stanie wygrać wojny.

Pytanie brzmi – po co więc broń Iranowi? Aby wymazać Izrael z mapy? Wątpliwe, ponieważ Irańczycy wymazaliby wtedy również Palestyńczyków, a poza nimi – także siebie po błyskawicznym odwecie (tutaj odpowiedź dla Guntera Grassa – po co Izraelowi okręty). Iran potrzebuje broni atomowej, aby ugruntować swoją pozycję, pokazać aspiracje oraz odstraszyć swoich wrogów. Przyczyny pragmatyczne i Grass słusznie porównuje te sytuacje. Jednym się pozwala i ich wspiera, a na drugich nakłada sankcje. Ja rozumiem tego przyczyny, ale czy patrząc z góry – są to reguły równe dla wszystkich?

Sytuacja wynika zatem z kalkulacji interesów – broń atomowa zwiększa możliwości Iranu, zmniejsza manewr Izraela, stąd nastawienie tych państw. Ehud Barak, minister obrony Izraela sam rozsądnie – jakiś czas temu – zauważył, że Iran, nawet jeżeli zdobędzie broń, nie użyje jej. Dla Izraelczyków problem jest jeszcze jeden – ciężko im byłoby zaakceptować, iż wrogie im ideologicznie państwo będzie dysponować tak niebezpiecznym narzędziem.

Z kolei dla Stanów Zjednoczonych pozyskanie takiej broni przez Iran oznacza destabilizację regionu i zwiększenie wpływów Iranu, a także obniżenie bezpieczeństwa Izraela. Dlaczego władze Turcji, Egiptu czy Arabii Saudyjskiej miałyby również nie prowadzić swoich programów atomowych w takiej rzeczywistości?

Izrael jako zagrożenie dla pokoju

Z opinią, że Izrael jest zagrożeniem dla pokoju na Bliskim Wschodzie można się zgadzać lub nie, ale nie ulega dyskusji, że to Izrael oficjalnie informuje, że rozważa podjęcie kroków militarnych przeciwko Iranowi, a nie Iran przeciwko Izraelowi. To Iran otoczony jest amerykańskimi wojskami i to w okolicy cieśniny Ormuz kręcą się grupy amerykańskich lotniskowców. W potencjalnej konfrontacji – Irańczycy są bez szans.

Czy to izraelscy naukowcy giną na ulicach Tel Awiwu czy irańscy na ulicach Teheranu?

Osobiście uważam, że dyskusja kto jest wyłącznie winny jest bez sensu, ponieważ konflikt Izraela z Iranem wynika z naturalnych interesów tychże państw. Co więcej – gdyby irańscy przywódcy byli na miejscu izraelskich robiliby to samo i vice versa. Czy Grass jednak jest nie porusza ciekawiej kwestii – kto kogo tak naprawdę zamierza zaatakować?

Niemieckie okręty dla Izraela

Niemcy mają prawo sprzedawać broń, a Izraelczycy kupować, ale czy sprzedając okręty podwodne typu Delfin, które są zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych, nie przesyłają jasnego sygnału – jedne zasady obowiązują wobec Iranu, a inne wobec naszych przyjaciół z Izraela? Można oczywiście dyskutować dlaczego tak jest i czy Niemcy – z historycznych powodów – nie czują się moralnie odpowiedzialni za izraelskie bezpieczeństwo, ale czy podnoszenie tego w dyskusji jest czymś nieakceptowalnym jak argument ad hitlerum?

Z Gunterem Grassem można się nie zgadzać. Co więcej – sam mam pewne wątpliwości czy osoba będąca w przeszłości w Waffen-SS nie powinna sobie darować niektórych przemyśleń – np. nie uważam, aby Izrael chciał wymazać z mapy Irańczyków, ale to potrzebny głos w dyskusji. Takiej, jakiej brakuje i w kwestii, która jest dla nas wszystkich bardzo ważna. Szkoda, że media i tzw. intelektualiści (cytując klasyka: można być intelektualistą i można być ignorantem) zamiast przedyskutować kwestię, skupiają się nie na treści wiersza, a na jego autorze. W imię poprawności politycznej zabiliśmy dyskusję.

Patryk Gorgol