Egipska fala protestów powraca

Kairski Plac Tahrir ponownie wypełnia się niezadowolonymi Egipcjanami, którzy mają dość rządów wojskowych. Oliwy do ognia dodała decyzja o dyskwalifikacji najważniejszych kandydatów na urząd prezydenta, w tym Chairata el-Szatera związanego z Bractwem Muzułmańskim i Hazema Abu Ismaila, który reprezentuje poglądy salafickie, a nawet Omara Suleimana, byłego szefa tajnych służb. Czy taka sytuacja może doprowadzić do kolejnej fali protestów i w konsekwencji do zamachu stanu?

Protestanci na placu Tahrir w Kairze (AhmadHammoud/Flickr)
Protestanci na placu Tahrir w Kairze (AhmadHammoud/Flickr)

Po wygraniu wyborów przez partię Wolność i Sprawiedliwość związaną z Bractwem Muzułmańskim, liderzy ugrupowania postanowili, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, wystawić swojego kandydata na urząd prezydencki – Chairata el-Szatera. Na specjalnej konferencji prasowej przedstawiciele Bractwa tłumaczyli zmianę decyzji sytuacją polityczną w kraju; powodem jest postawa władz wojskowych, którzy nie słuchają społeczeństwa i mogą zaprzepaścić sukces rewolucji.

62-letni El-Szater to były już zastępca przewodniczącego Bractwa, osoba niezwykle zamożna i w związku z tym główny sponsor organizacji. Odsiadywał karę więzienia, jednak po obaleniu reżimu Mubaraka został zwolniony. W sumie za działalność opozycyjną odsiedział 12 lat. Jest zwolennikiem zwiększenia roli islamu w polityce egipskiej. Bractwo, głosem Szatera, uspokaja niezadowolonych, że po wygraniu wyborów prezydenckich nie zamierza wprowadzać szariatu i że respektuje interesy wszystkich obywateli Egiptu, w tym chrześcijan.

Wykluczenie najważniejszych graczy

Praktycznie wszystkie sondaże wskazywały na wygranie majowych wyborów prezydenckich przez kandydata Bractwa Muzułmańskiego. Niestety komisja wyborcza odrzuciła 10 kandydatur, w tym Chairata el-Szatera z ramienia Bractwa i Hazema Abu Ismaila z ramienia salafitów. Pierwszy został zdyskwalifikowany za ciążący na nim wyrok, który dostał jeszcze za czasów rządów Mubaraka, drugi zaś za amerykańskie obywatelstwo matki. Kandydat na prezydenta, jak i jego najbliższa rodzina, nie mogą posiadać podwójnego obywatelstwa.

Ta decyzja spowodowała ogromne poruszenie wśród Egipcjan i ponownie zmusiła ich do wyjścia na ulicę. Plac Tahrir ponownie nawiedził tłum protestantów, którzy domagają się dopuszczenia wszystkich kandydatów do wyborów, a także przekazania władzy cywilom. Chairat el-Szater uważa, że jego dyskwalifikacja podyktowana jest chęcią dalszego rządzenia przez armię. Jego zdaniem generałowie nie zamierzają przekazywać władzy w ręce cywilów. Tym samym Bractwo razem z salafitami, a nawet liberałami zebrało ponownie swoich zwolenników na ulicach największych miast Egiptu. W wyborach na pewno wezmą udział przedstawiciele starego reżimu, w tym były premier za rządów Mubaraka Ahmed Szafik.

Co dalej z Egiptem?

Protesty, które już zrzeszają tysiące ludzi mogą z czasem przybrać na sile. Dyskwalifikacja najważniejszych graczy w wyścigu o fotel prezydencki może obrócić się przeciwko władzy wojskowej, która podczas rządów m.in. Mubaraka wyrobiła sobie bardzo silną pozycję polityczną i ekonomiczną, kontrolującą i zarządzającą wieloma dochodowymi interesami. Teraz ze strachu przed utratą silnej władzy postanowiła na miesiąc przed wyborami wytoczyć największe działa i zdyskwalifikować kandydatów opozycyjnych. Mimo zapewnień wojskowych, że po ogłoszeniu wyników wyborów odda władze cywilnemu prezydentowi, praktycznie nikt w to nie wierzy.

Strach Egipcjan przed powrotem osób związanych z byłym reżimem i upadkiem przesłania rewolucji może spowodować skutek odwrotny od zamierzonego przez generałów – władze zdobędzie osoba popierana przez Bractwo i niekoniecznie musi to być Chairat el-Szater. Bractwo poprze szefa partii Wolność i Sprawiedliwość, który zajmując miejsce zdyskwalifikowanego kandydata zdobędzie takie same, a może nawet większe poparcie. Do tego czasu niezadowolenie Egipcjan wyrażane protestami w Kairze i innych miastach będzie kontynuowane.

Pozostaje jednak pytanie, na jakie dalsze kroki może sobie jeszcze pozwolić armia w celu zniwelowania groźby utracenia własnej pozycji. Sprawdzianem ich zamiarów będą najpierw wybory, które odbędą się w dniach 23-24 maja, później jeśli I tura nie wyłoni zwycięscy II tura w dniach 16-17 czerwca i ostatecznie – przekazanie władzy nowemu prezydentowi w czerwcu.