Dzięki pociskowi Agni-V Indie zmniejszają strategiczny dystans do Chin

W cieniu nieudanego startu północnokoreańskiej rakiety Unha-3 Indie przygotowywały się do testu pocisku zdolnego uderzyć w Pekin. Zakończył się on sukcesem, jednak Indusi mają jeszcze wiele do nadrobienia by zniwelować strategiczną przewagę Chin w Azji.

Start Agni-V (Ministerstwo Obrony Indii)
Start Agni-V (Ministerstwo Obrony Indii)

Trzyfazowy, zasilany paliwem stałym, eksperymentalny pocisk Agni-V może przenosić głowice atomowe i ma zasięg 5 tys. km, co oznacza, że może zostać użyty do ataków na cele znajdujące się właściwie na całym terytorium Azji, a nawet w części Afryki i Europy (w tym we wschodniej Polsce). Nie jest to co prawda w pełni pocisk międzykontynentalny – te mają zasięg większy o co najmniej o 500 km – ale użyta w nim technologia sprawia, że osiągnięcie takich możliwości jest raczej kwestią chęci i czasu, niż zdolności. Indie de facto dołączyły więc do wąskiego grona państw posiadających pociski ICBM: Stanów Zjednoczonych, Francji, Rosji i Chin, co zdecydowanie stawia je w pierwszym rzędzie mocarstw atomowych.

Indie zbroją się przeciw Chinom?

Oczywiście, z perspektywy Nowe Delhi najważniejszy jest jednak fakt, że pociski Agni-V będą w stanie z łatwością razić cele na całym terytorium największego regionalnego rywala, czyli Chin, bez względu na to, w którym miejscu Indii zostaną zainstalowane ich wyrzutnie. To właśnie rywalizacja z Pekinem, a nie Islamabadem napędza obecnie indyjskie wydatki na zbrojenia, które Sztokholmski Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI) ocenia na ponad 44 mld dol., co stanowi 2,7 proc. PKB (dane za 2011 r.). W ciągu ostatnich 10 lat Indie zwiększyły swój budżet wojskowy blisko dwukrotnie i nawet niewielki spadek wydatków w zeszłym roku nie zakłóca długookresowego trendu wzrostowego powodowanego chęcią przeciwstawienia się aspiracjom ChRL.

Udany test Agni-V jest tylko jednym z elementów indyjskiej wojskowej układanki, która ma na celu zrównoważenie chińskiej przewagi w Azji poprzez stworzenie pełnej triady strategicznej, składającej się z lądowych, podwodnych i lotniczych środków przenoszenia broni jądrowej.

Agni-V

Punkt pierwszy właśnie został zrealizowany: Indie już teraz mogą przenosić ładunki atomowe za pomocą pocisków balistycznych o zasięgu zdecydowanie wykraczającym poza ich obecne potrzeby. Rozwój pocisków Agni-V jest udaną próbą zmniejszenia dystansu (dosłownie i w przenośni) dzielącego Indie od Chin. Rakiety o największym zasięgu z dotychczas wyprodukowanych przez Indusów (Agni-III, 3,5 tys. km) co prawda obejmowały sporą część ziem rywala, jednak wymuszały rozmieszczenie stanowisk w pobliżu granic, co zdecydowanie zmniejszało ich strategiczną wartość. Ich właśnie przetestowany następca nie posiada już takiej wady, co zdecydowanie polepsza indyjskie możliwości w zakresie atomowego odstraszania.

Pełną operatywność pociski Agni-V mają osiągnąć w ciągu najbliższych dwóch lat i tylko od indyjskiego dowództwa zależeć będzie, czy będą kontynuowane prace nad dalszym zwiększeniem ich zasięgu. Można się jednak domyślać, że ewentualne usprawnienia będą koncentrować się raczej wokół wielkości przenoszonego ładunku.

Okręty podwodne: klucz do atomowego odstraszania

Niestety, w kwestii dwóch pozostałych elementów triady Indie pozostają w tyle w stosunku do swojego północnego sąsiada, choć starają się szybko nadrobić zaległości, szczególnie w sferze podwodnych środków przenoszenia broni jądrowej. Indie dysponują wprawdzie kilkoma okrętami o konwencjonalnym napędzie, jednak nie zastąpią one atomowych łodzi podwodnych. Te ostatnie mogą pozostać w pełnym zanurzeniu przez kilka miesięcy, są trudne do wykrycia i w sytuacji zagrożenia mogą działać niezależne od centralnego dowództwa, więc każdy, kto chciałby zaatakować państwo je posiadające musi liczyć się z właściwie nieuniknionym kontratakiem.

Na początku kwietnia 2012 r. Indie wprowadziły do służby pierwszy od lat okręt podwodny z napędem nuklearnym zdolny przenosić głowice atomowe. Jest to rosyjski okręt klasy Akula, który pod indyjską banderą będzie pływał jako INS Chakra II. Zdaniem przedstawicieli indyjskiej marynarki nie będzie on na razie wyposażony w głowice atomowe. Znacznie ważniejszym wydarzeniem będzie jednak wejście do służby liniowej pierwszego okrętu podwodnego klasy Arihant, co przewidywane jest na końcówkę tego roku. Jest to konstrukcja o napędzie atomowym, wyposażona w wyrzutnie pocisków balistycznych mogących przenosić broń jądrową, opracowana przez indyjskich inżynierów z pomocą specjalistów z USA. Powstanie tak zaawansowanych technologicznie okrętów w Indiach jest być może większym osiągnięciem niż budowa rakiet Agni-V, a już na pewno ma zdecydowanie większe znaczenie strategiczne.

Pytanie tylko, na ile porykiwania indyjskiego tygrysa wpływają na działania chińskiego smoka. Chiny utrzymują, że Indie nie są dla nich w żadnym wrogiem i jest w tym równie dużo koncyliacyjności, co lekceważenia południowego sąsiada. Jednocześnie jednak Pekin zbroi się na potęgę – chiński budżet wojskowy za ubiegły rok wyniósł blisko 150 mld dol. i był drugim najwyższym na świecie. Nawet jeśli władze ChRL uważają, że jedynym godnym konkurentem dla ich ambicji są Stany Zjednoczone, to powinni być świadomi zagrożenia, jakie niesie obecność tak dużego rywala tuż za południową miedzą. Może on wkrótce stać się dla nich znacznie poważniejszym problemem, niż odległe i słabnące USA.

Artur Makolągwa