Doktryna Obamy – tajne wojny prezydenta USA

Czy Barack Obama podąży w ślady swoich poprzedników, takich jak Truman, Eisenhower, Kennedy, Nixon, Carter, Reagan czy Busha, i będzie zapamiętany jako kolejny prezydent, który wykreował własną doktrynę polityki zagranicznej? Jeśli tak, to czym będzie się charakteryzować?

Bezzałogowce takie jak Predator są podstawą zaangażowania USA na Bliskim Wschodzie (Flickr/james_gordon_los_angeles)
Bezzałogowce takie jak Predator są podstawą zaangażowania USA na Bliskim Wschodzie (Flickr/james_gordon_los_angeles)

Problemem polityki zagranicznej Baracka Obamy od samego początku było to, że w sposób ograniczony mógł kreować ją według własnej wizji. Musiał reagować na wydarzenia i sytuację, którą zastał. Krótko mówiąc – trzeba było sprzątać po Bushu.

Pacyfik w centrum zainteresowania USA

Dla Baracka Obamy Bliski Wschód nie jest regionem najważniejszym. Rozpoczął on proces przenoszenia ciężaru amerykańskiej polityki i machiny wojennej w region zachodniego Pacyfiku, a sloganem towarzyszącym całej jego kadencji jest „zmniejszenie zależności USA od bliskowschodniej ropy”. Niewykluczone, jeżeli Obama wygra tegoroczne wybory, że historia zapamięta go jako prezydenta, który skierował potęgę USA na Pacyfik. Może przyszła „doktryna Obamy” będzie związana z tamtym regionem, jednak podczas pierwszej kadencji, jego uwaga musiała, chcąc nie chcąc, skoncentrowana być na Bliskim Wschodzie. Prowadzi on wobec konfliktów w tym regionie specyficzną politykę, na tyle charakterystyczną i wcześniej niespotykaną, że można pokusić się o nazwanie jej „doktryną Obamy”.

Podczas kampanii prezydenckiej Obama nie ukrywał, że będzie zmierzał w kierunku jak najszybszego wyplątania USA z Iraku i Afganistanu. Abstrahując od oceny kroków jakie zostały poczynione w tej materii, można uznać działania prezydenta za skuteczne. W Iraku Amerykanów już nie ma, z Afganistanu mają zniknąć po 2014 roku, ale już od ostatniego kwartału tego roku ich obecność będzie sukcesywnie zmniejszana.

Obama obiecał również, że w sposób bezpardonowy rozprawi się z terroryzmem. Choć oczywiście o ostatecznej rozprawie z zagrożeniem mowy być nie może, trzeba przyznać, że 44. prezydent USA osiągnął na tym polu spore sukcesy. Z likwidacją Osamy bin Ladena na czele.

Obama doskonale wie, że problemy przed jakimi staje Ameryka w najbardziej niebezpiecznych dla niej bliskowschodnich rejonach: Afganistanie, pakistańskim pograniczu, Somalii i Jemenie nie mogą być rozwiązane za pomocą dużych, regularnych formacji sił lądowych. Amerykańska armia nie nadaje się do zadań, przed którymi stawiał ją prezydent Bush. Jakie środki wykorzystał więc Obama by zwiększyć skuteczność sił zbrojnych USA w Afganistanie, a także skuteczność walki z terroryzmem w Pakistanie, Jemenie i Somalii?

Prezydent Obama postanowił walczyć z terrorystami ich własnymi metodami. Zastosował ciche, nie zawsze jawne i mordercze środki sił zbrojnych USA. Zatwierdzał również działania na terytoriach suwerennych państw, z którymi USA nie prowadzą przecież wojny. W wielu przypadkach działanie te cieszyły się poparciem lokalnych władz, ale były prowadzone również wbrew nim, zwłaszcza w Pakistanie.

Rola samolotów bezzałogowych

Pierwszą bronią, której szerokie użycie stało się wręcz symbolem działalności USA na Bliskim Wschodzie w ostatnich latach, są bezzałogowe aparaty latające (UAV) – popularnie nazywane dronami. Rozwój tych środków bojowych w ostatnich latach, nie tylko w USA, jest gigantyczny. Już teraz stanowią one ok.30% maszyn jakimi operują siły powietrzne USA, a odsetek ten będzie się zwiększał. Z dronów korzysta również amerykańska armia, marynarka wojenna, piechota morska i CIA. Zwłaszcza ta ostatnia agencja w znaczny sposób angażuje się w operacje na Bliskim Wschodzie.

UAV wydaje się być bronią doskonałą na dzisiejsze czasy. Potrafi godzinami utrzymywać się w powietrzu patrolując obszar działania, przekazywać obraz na żywo do centrów dowodzenia i w odpowiednim momencie uderzyć za pomocą rakiety Hellfire. Największą zaletą dronów jest to, że sterowane są z baz niejednokrotnie oddalonych od miejsca operacji o tysiące kilometrów. Amerykańscy żołnierze nie są więc narażeni na niebezpieczeństwo, a nic tak nie obniża poparcia społeczeństwa dla działań zbrojnych jak straty własne. Drony atakują wskazany wcześniej cel, przeważnie nieświadomy lecącej w jego kierunku rakiety powietrze-ziemia, z dużą dokładnością co ogranicza również straty wśród cywili. Choć te są oczywiście nieuniknione, można przyjąć, że są mniejsze niż w przypadku działań regularnych.

Podczas dwóch kadencji Georga Busha odnotowano 42 ataki dronów na terenie pogranicza pakistańskiego. Za prezydenta Obamy liczba ataków zwiększyła się w imponujący sposób. Rok 2009 przyniósł 53 ataki, 2010 – 118 ataków, 2011 – 70 ataków, a w 2012 przeprowadzono do tej pory 12 (szczegóły na temat wszystkich ataków można znaleźć tutaj). Liczba ta spada w ostatnich miesiącach w związku z napięciami politycznymi z Pakistanem. UAV są nie tylko skuteczne. Wywołują również niesamowity skutek psychologiczny znacznie utrudniający działalność grup terrorystycznych i powstańczych.

Precyzyjne uderzenia sił specjalnych USA

Drugą niezawodną bronią walki z asymetrycznym przeciwnikiem są siły specjalne. Podobnie jak w przypadku dronów, rozwój elitarnych jednostek sił zbrojnych w USA i świecie jest obecnie bardzo dynamiczny. Amerykanie, przy ich obecnym i tak znacznym potencjale, stoją przed naglącą potrzebą zwiększenia swoich możliwości, gdyż po prostu ich jednostki specjalne nie nadążają z wypełnianiem stawianych przed nimi zadań.

Szczególnie eksploatowane są siły zgrupowane w Joint Special Operations Commad – JSOC, czyli „najlepsi z najlepszych” w amerykańskich siłach zbrojnych. Siły specjalne przeprowadzają głównie operacje typu „kill/capture”. Mogą pracować w dowolnym miejscu regionu dzięki stale przebywającym na Bliskim Wschodzie przynajmniej trzem lotniskowcom (przy obecnych standardach na wodach regionu przebywają zawsze dwa lotniskowce uderzeniowe i jeden AAC). Koronnym przykładem działalności sił specjalnych była likwidacja Osamy bin Ladena. Choć szczegółowe statystyki nie są jawne można założyć, że operacje sił specjalnych są znacznie częstsze niż ataki za pomocą dronów (w wiarygodnych źródłach można znaleźć informacje mówiące o czterocyfrowych liczbach operacji za kadencji Obamy).

Efekty taktyki zastosowanej przez Obamę są wymierne. Wystarczy spojrzeć na listę ważniejszych terrorystów, którym nie dane było przeżyć jego kadencji.

Jaka przyszłość?

Trudno jednak ocenić, czy kampania tajnych ataków dronów i sił specjalnych przyniesie szersze pozytywne skutki. Patrząc na wojnę libijską można mieć nadzieje. USA zaangażowały się bezpośrednią walkę w ograniczonym stopniu. Wspierały europejskich sojuszników, a same wykorzystywały głównie opisywane przez mnie środki. Obecnie operacje libijską uważa się za wzorcową, od jej rozpoczęcia do śmierci pułkownika Kaddafiego minęło 7 miesięcy. Wydaje się jednak, że problemy trapiące Afganistan, Jemen i Somalię mają bardziej złożoną naturę i samo eliminowanie wysoko postawionych bojowników może nie wystarczyć.

Od 2009 r. USA w zdecydowany sposób zintensyfikowały prowadzenie działań tajnych wymierzonych bezpośrednio w terrorystów. Działania te są skuteczne i mocno dają się we znaki ugrupowaniom terrorystycznym i powstańczym w całym regionie. Przez cały 2009 i 2010 rok ich efekty rzadko trafiały na pierwsze strony gazet, co oznaczało, że prowadzone były skutecznie. Niestety pewne wypadki w roku 2011, takie jak głośna akcja w Abbottabad, likwidacja Anwara al-Awlakiego (członek Al-Kaidy, który posiadał obywatelstwo USA) czy listopadowy incydent graniczny, w którym zginęło 24 pakistańskich żołnierzy, rzuciły cień na skryte działania USA.

Konsekwencje polityczne już znacznie utrudniają prowadzenie wymienionych wyżej działań dronów i sił specjalnych. Nie wiadomo jak kwestie te rozwiną się w przyszłości, ale zapewne wykorzystywanie tych skutecznych środków spotka się z pewnymi ograniczeniami. Nie można jednak odmówić Barackowi Obamie, że w walce z przeciwnikami Ameryki na Bliskim Wschodzie przyjął odważną i o wiele skuteczniejszą niż jego poprzednik taktykę.

Mateusz Grzywa