63. urodziny NATO i perspektywy na przyszłość

Wczoraj minęły 63 lata od powołania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jest to dobry moment, by zastanowić się nad rolą i kształtem NATO w dzisiejszym świecie.

Anders Fogh Rasmussen, Sekretarz Generalny NATO (bz-berlin.de)
Anders Fogh Rasmussen, Sekretarz Generalny NATO (bz-berlin.de)

Czwartego kwietnia 1949 roku powołano do życia najpotężniejszy w historii świata sojusz wojskowy – NATO. Wówczas był on odpowiedzią na sowiecką dominację w Europie Środkowo-Wschodniej i strach przed potencjałem wojskowym ZSRR. Stany Zjednoczone obawiały się, że potężna machina militarna na rozkazach Stalina przetoczy się niczym walec po podnoszącej się z ruin Europie. Należało więc wziąć Stary Kontynent w obronę, zgodnie z geopolitycznym paradygmatem, iż trzeba powstrzymać potencjalnego rywala przed zbytnim wzmocnieniem swoich sił.

Dzisiejsze realia są zupełnie inne. Związek Radziecki rozpadł się ponad dwie dekady temu, a NATO poszerzyło się do 28 członków. Dawna zimnowojenna granica stref wpływów przesunęła się o setki kilometrów na wschód, a osłabiona Rosja do dziś nie odbudowała dawnej potęgi. Co więcej, mimo częstych groźnych pomruków i nieprzyjaznych gestów (vide manewry Zapad z ubiegłego roku, plotki o rozmieszczeniu rakiet Iskander w Obwodzie Kaliningradzkim, zawieszenie udziału w traktacie CFE) Rosja nie stanowi dla NATO zagrożenia. Jej siły zbrojne są w dużej mierze przestarzałe, a poszczególne jednostki mają istotne braki kadrowe, nierzadko sięgające kilkudziesięciu procent stanu osobowego. Rosja zdaje sobie z tego sprawę i zamiast poetyki wojskowej sięga w dyplomacji po surowce naturalne.

Odpowiedzieć na nowe wyzwania

Po upadku ZSRR Sojusz Północnoatlantycki stracił swojego oponenta, a przez to główny powód istnienia. Mimo upływu dwóch dekad nadal nie do końca wiadomo, jaka jest tożsamość organizacji i jej główne cele. Czy są to misje zagraniczne (vide Afganistan, Libia) czy obrona terytorialna, czyli dbanie o bezpieczeństwo swoich członków? Niemniej NATO  nie pozostaje głuche na wyzwania XXI w., chociażby w sferze cyberbezpieczeństwa. Sojusz przechodzi transformację na naszych oczach, a istotną rolę w jego przyszłym statusie odegrają czynniki ekonomiczne (cięcia wydatków w Europie spowodowane kryzysem, ale też polityczną decyzją o redukcji sił zbrojnych) oraz geopolityczne (reorientacja Stanów Zjednoczonych z Atlantyku na Pacyfik).

Dla Polski silne NATO, zdolne do obrony granic swoich członków, to podstawa i główny instrument naszej polityki bezpieczeństwa. Znajduje to odzwierciedlenie w niedawnym wystąpieniu szefa MSZ w Sejmie oraz dokumencie strategicznym wyznaczającym priorytety polityki zagranicznej na lata 2012-2016. Bez Sojuszu bylibyśmy dużo bardziej narażeni na rosyjską presję i musielibyśmy szukać wsparcia w Berlinie, Paryżu czy Londynie. Jednocześnie pamiętamy, że takie gwarancje bezpieczeństwa w ubiegłym wieku niekoniecznie się sprawdziły.

Ponieważ zbliżamy się do 65. urodzin NATO należy dostrzec, i docenić, jak żywotna to organizacja. Przetrwała rywalizację z Sowietami i trwa w najlepsze już ponad dwie dekady od końca Zimnej Wojny. Mimo krytyki widać, że potrafi adaptować się do zmieniającej się rzeczywistości i odpowiadać na potrzeby swych członków. Wbrew lansowanym z lubością tezom, misja afgańska nie doprowadziła do złożenia Sojuszu do grobu, podobnie jak krótki epizod w Libii (operacja powietrzna). Sojusz jako organizacja oraz poszczególni jego członkowie odebrali lekcje i starają się czerpać z tego doświadczenia.

Więcej sojuszu w Sojuszu

Jaki będzie Sojusz w przyszłości? Ile jeszcze przetrwa? Na pewno będzie krytykowany, zarówno przez Rosję, jak i część elit w Europie i USA. Główne tematy tej krytyki łatwo przewidzieć: nieruchawy moloch, niespójne interesy członków, brak zdolności do zaangażowania poważnych sił poza granicami Sojuszu, archaiczna struktura czy brak celu istnienia (zdefiniowanego przeciwnika). Do tego dojdą inne elementy, natomiast powyższe z pewnością odegrają główną rolę.

Tymczasem NATO w dalszym ciągu będzie adaptować się do zmiennych realiów i dostosowywać możliwości do ograniczającego się potencjału. Zarówno wewnętrznego (cięcia wydatków wojskowych), jak i zewnętrznego (rosnąca potęga państw BRICS), które nie pozwolą działać z dotychczasową swobodą. Istotne jest, aby rozbudowywać i koordynować potencjał w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz doprowadzić do szerszego uwspólniania potencjałów wojskowych (pooling & sharing).

Czy należy wprowadzać do Sojuszu nowych członków? Oczywiście, że tak. Sprzyja to stabilizacji oraz szerzeniu demokratycznych standardów, wygasza konflikty i wymusza współpracę oraz dialog. A zawsze lepiej jest rozmawiać, niż prowadzić konflikt. Opcja „najpierw strzelaj, potem zadawaj pytania” sprawdza się w kinie akcji, natomiast jest mało efektywna w stosunkach międzynarodowych.

Piotr Wołejko