Usprawiedliwiać tajne więzienia CIA w Polsce? To niemoralne. Polemika z Piotrem Woźniakiem

Pochylając się nad sprawą tajnych więzień CIA w Polsce, niektórzy publicyści tracą ze wzroku horyzont fundamentów zachodniej cywilizacji.

Zbigniew Siemiątkowski (PolitykaWschodnia.pl/Flickr)
Zbigniew Siemiątkowski (PolitykaWschodnia.pl/Flickr)

Jednym z nich jest Piotr Woźniak z zaprzyjaźnionego z nami portalu PolitykaWschodnia.pl [link nieaktualny – AM], który oskarżył m.in. Gazetę Wyborczą o jednostronne przedstawianie sprawy tajnych więzień i manipulowanie faktami. Sugeruje wręcz, że środowiska, jak je nazywa, „postępowe” tudzież „lewackie”, działają na polityczne zamówienie i specjalnie dążą do wywołania zamieszania wokół więzienia w Kiejkutach.

Co więcej, Piotr stara się usprawiedliwić działania polskich i amerykańskich służb specjalnych. Robi to przedstawiając nam sylwetki przetrzymywanych w Polsce ludzi i przybliżając nam zbrodnie, jakich mieli się oni dopuścić. W powietrzu wisi niedopowiedziane pytanie: czy naprawdę mamy żałować takich kreatur jak oni?

To dopiero najczystszej wody manipulacja, cyniczna i niemoralna!

Nikt przy zdrowych zmysłach nie zapomina, jakie oskarżenia ciążyły na wymienionych przez Piotra osobach: Abu Zubajdzie, Chalidzie Szejku Mohammedzie czy Abd al-Rahimie al-Naszirim. Choć każdy z nas może osądzać ich jak mu się żywnie podoba,  państwo musi trzymać się reguł, które tworzy, więc takiego prawa nie posiada. My sami – nauczeni historią europejskich zbrodni – mu je odebraliśmy. Zabroniliśmy przetrzymywania ludzi bez postawienia im zarzutów, wymuszania zeznań czy znęcania się nad więźniem, wymusiliśmy za to konieczność stosowania się do procedur sądowych. Dotychczas wydawało mi się, że powszechnie uznajemy to za wielki sukces cywilizacji zachodniej, jeden z jej fundamentów, zabezpieczający nasze podstawowe prawa. Jak widać, myliłem się.

Tajnych, nielegalnych więzień nie da się pogodzić nie tylko z europejską tradycją prawa, ale przede wszystkim z systemem etycznym, na którym się ona opiera. Twierdząc, że skala czynów dokonanych przez tych więźniów uprawnia nas do poddawania ich niejasnym procedurom (lub wręcz torturom), nie tylko stosujemy wobec nich podwójne standardy, ale przede wszystkim obdzieramy ich z człowieczeństwa. Dokładnie taka sama dehumanizacja, choć na szerszą skalę, stała za największymi zbrodniami w dziejach ludzkości. W połączeniu z arbitralnością i łamaniem procedur, staje się ona szczególnie niebezpiecznym zagrożeniem dla naszej wolności; jest to zagrożenie, które sami sobie fundujemy.

Potrafię zrozumieć racje Zbigniewa Siemiątkowskiego i współczuję mu, że musiał niegdyś podjąć decyzję o rozpoczęciu takiej współpracy polskiego wywiadu z CIA. Pamiętam atmosferę lęku, jaka panowała po zamachach z września 2001 roku i – zdając sobie sprawę z tego, że liberalna demokracja może być stosunkowo łatwym celem dla terrorystów – nietrudno mi wyobrazić sobie pokusę wyboru takiego rozwiązania. Wiem, jakimi prawami rządzi się świat służb specjalnych i jaka odpowiedzialność spoczywa na barkach oficerów wywiadu. Nie oznacza to jednak, że znajduję jakiekolwiek usprawiedliwienie dla tajnych więzień, tortur i naginania prawa, nawet w imię bezpieczeństwa narodowego. Podnoszony, podówczas przez apologetów doktryny G.W. Busha i dziś przez Piotra Woźniaka (pisze: „czy Rzeczpospolita potrzebuje zamachu terrorystycznego, aby zrozumieć kontekst decyzji Siemiątkowskiego?”) dylemat „więcej bezpieczeństwa kosztem wolności” uważam za z gruntu fałszywy: to właśnie wolność jest gwarantem naszego bezpieczeństwa, więc ograniczanie jej podważa sensowność samego dylematu.

Szczególnie jednak boli fakt, że taka opinia na temat tortur i tajnych więzień mogła powstać w kraju tak szczególnie doświadczonym przez zbrodnie dwudziestowiecznych totalitaryzmów, jak Polska. Pokazuje to, jak krótka i powierzchowna jest nasza pamięć historyczna oraz jak łatwo stracić z oczu fundament, na którym opiera się nasza cywilizacja. Niestety, za szybko zapominamy o krwawych lekcjach, które skłoniły nas do odrzucenia tortur. Wolę nie myśleć do czego w przyszłości zaprowadzi nas ta amnezja.

Artur Makolągwa