Thomas Lubanga pierwszym skazanym przez Międzynarodowy Trybunał Karny

Niemal dokładnie w 10. rocznicę swego powstania, 14 marca, Międzynarodowy Trybunał Karny wydał pierwszy skazujący wyrok w historii. Kongijski watażka Thomas Lubanga został uznany winnym przymusowego wykorzystywania dzieci w czasie czystek wojennych w latach 2002-2003 w prowincji Ituri we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga.

Thomas Lubanga przed Miedzynarodowym Trybunałem Karnym (theepochtimes.com)
Thomas Lubanga przed Miedzynarodowym Trybunałem Karnym (theepochtimes.com)

W czasie czystek etnicznych w Ituri zginęło ok. 60 tys. ludzi, a kolejne 600 tys. zostało zmuszone do ucieczki. Plemienne bojówki dopuszczały się różnego rodzaju przestępstw – od tortur i zbiorowych gwałtów przez masowe aresztowania po ludożerstwo. Założona w 2000 r. Unia Kongijskich Patriotów, na czele której stał Lubaga, była jednym z kilku ugrupowań biorących udział w walkach. Do swoich oddziałów Lubanga siłą werbował pobratymców z ludu Hima stanowiącego mniejszość w Ituri i skłóconego od lat z dominującym ludem Lendu. Wśród walczących były także dzieci między poniżej 15. roku życia.

W 2006 r. watażka trafił do Hagi, a w 2009 r. zaczął się jego pełen kontrowersji proces. Postawione Lubandze zarzuty ograniczały się tylko do tych zbrodni, które zdaniem prokuratorów najłatwiej było udowodnić, dlatego więc w akcie oskarżenia pominięto np. gwałty. Nie było też pewności, czy zbrodniarzowi nie uda się uniknąć kary, bowiem latem 2008 r. okazało się, że prokuratorzy ukrywają dowody przed obroną. Sędzia uznał, że proces nie jest uczciwy i nakazał zwolnienie Lubangi. Dzięki apelacji oskarżenia Lubanga pozostał za kratami – tylko dlatego, że jego zwolnienie mogło zaostrzyć konflikt w Kongu. W 2010 r. sytuacja powtórzyła się.

Wątpliwości budzi też postawa prokuratury. Ogłaszając werdykt, sędziowie skrytykowali ją za przesłuchiwanie świadków przez pośredników, którzy namawiali dzieci do składania fałszywych zeznań. Kilkoro świadków przyznało się do kłamstwa. Mówili to, co chciano od nich usłyszeć, bo Haga opłacała ich utrzymanie i edukację. Ostatecznie jednak zdaniem Trybunał zeznania innych świadków potwierdziły winę Lubangi. Wysokość kary ma zostać ogłoszona w późniejszym, a w grę wchodzi kara dożywocia.

Wyrok jest oczywiście zadośćuczynieniem dla ofiar i być może odstraszy podobnych Lubandze watażków. To także pierwszy międzynarodowy proces, w którym skupiono się na problemie dzieci-żołnierzy, może więc stanowić precedens w podobnych sprawach w przyszłości.

Wyrok może mieć jednak dużo większe znaczenie dla samego Trybunału. Jego dotychczasowe dokonania pozostawiają wiele do życzenia. Na wolności wciąż przebywają sprawcy i architekci najkrwawszych zbrodni ostatnich lat – Joseph Kony, który w swojej Armii Bożego Oporu wykorzystał 20 tys. dzieci, prezydent Omar Baszir, który niemalże kpi sobie z wystawionego za nim listu gończego czy Saif al-Islam, syn Muammara Kaddafiego.

Skuteczność MTK zależy przede wszystkim od woli rządów do współpracy, bo sam nie posiada żadnych środków przymusu (np. nie dysponuje siłami policyjnymi). Niestety, statutu Trybunału nie przyjęły m.in. Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja, Indie czy Izrael. Przeciwko takim państwom Trybunał nie może występować bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, co w praktyce pociąga za sobą bezkarność stałych członków Rady, jak i tych państw, które chronią się pod ich skrzydłami. Spośród 15 spraw, którymi zajmował się do tej pory Trybunał wszystkie dotyczyły państw afrykańskich (Uganda, Kongo, Republika Środkowej Afryki, Sudan, Kenia, Libia i Wybrzeże Kości Słoniowej) i – poza Kenią – wszystkie postępowania inicjowane były na prośbę samych państw lub na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa.

W ostatnim czasie Trybunał zaapelował do ONZ o pomoc w wyegzekwowaniu nakazów aresztowania, zwłaszcza w odniesieniu do O. Baszira. Chociaż Rada Bezpieczeństwa ma możliwość nałożenia sankcji na państwa, która nie stosują się do jej rezolucji, to nie spieszy się z zastosowaniem tego środka. Tymczasem na sprawiedliwość czekają ofiary. Wyrok w sprawie Lubangi daje im na nią cień nadziei.

Katarzyna Kowalewska