Obamy z Miedwiediewem rozmowy w tle tarczy antyrakietowej

Nic sensacyjnego. Tak w dwóch słowach można by podsumować nieoficjalną wymianę zdań pomiędzy prezydentem Obamą, a (tymczasowym) prezydentem Miedwiediewem w czasie ostatniego szczytu nuklearnego w Seulu. Jestem zupełnie przekonany, że obaj panowie przeprowadzają takich rozmów mnóstwo, ale tak to już czasem bywa, że dziennikarzom uda się coś podchwycić lub zostawić włączony mikrofon/kamerę. Z czegoś jednak sensacje trzeba zrobić, a więc wybrano ten temat. Z drugiej jednak strony – lepiej wpaść mówiąc o tarczy antyrakietowej, aniżeli nazywając kogoś „wielkim dupkiem z ‚New York Timesa'” (copyright by George W. Bush).

Pewien obraz powinny dawać też przecieki z WikiLeaks, które bezlitośnie obnażyły nie tylko realne myśli, ale również sposób ich wyrażania. Z polityką amerykańską można się zgadzać albo nie, ale rewelacji w tym filmiku nie ma niestety żadnej.

Od zawsze wiadomo, że Obama jest – jakby to ładnie ująć – umiarkowanym entuzjastą tarczy antyrakietowej (drogi, konfliktowy projekt), której to Polacy z kolei są zwolennikami, uważając że zwiększone amerykańskie zaangażowanie militarne w Europie Środkowo-Wschodniej zmniejszy możliwości oddziaływania Rosjan. Z tego również samego powodu, jak również paru innych, Rosjanie są jej przeciwnikami. Tarcza antyrakietowa za Obamy spadła na dalszy plan, a każdy racjonalnie myślący zrozumie, iż amerykański projekt, tworzony w świecie unilateralnym, nie bardzo pasuje do tego obecnego, coraz mocniej multilateralnego. Stąd włączenie do projektu tarczy NATO oraz nieśmiałe, choć nieodwzajemnione, uśmiechy w kierunku Moskwy. Przykładowo ja mogę mieć pretensje do Amerykanów niemalże o wszystko – od przecieków do prasy w/s tajnych więzień CIA poprzez znikomą pomocą wojskową aż po wizy, ale rozumiem prezydenta Stanów Zjednoczonych, dla którego stosunki z Rosją są ważniejsze niż stosunki z Polską. Jeżeli Amerykanie i Rosjanie nie są na ostrej kontrze – a za prezydenta Obamy nie są – to nie należy stawać się kartą przetargową jednego z nich, bo to samo podsuwa rozwiązanie…

Jeżeli Amerykanie chcą, niech budują tarczę w zamian za modernizację polskiego wojska, technologie czy specjalne gwarancje, jeżeli nie – niech spadają, do NATO należymy, jesteśmy lojalnym sojusznikiem, więc pomoc w razie problemów nam się po prostu należy. To nie do nas będą celować rakietami panowie z Iranu lub Korei Północnej (o ile uznamy, że to tylko przeciwko nim skierowana jest tarcza i że tego rzeczywiście chcą – dwa wątpliwe założenia). Mniej więcej tak w 1-2 zdaniach brzmiałaby instrukcja negocjacyjna ode mnie.

Tymczasem politycy w Rosji i w Stanach Zjednoczonych nadal używają siebie nawzajem w charakterze straszaków, a społeczeństwa z radością to kupują. Niedawno uczynił tak Putin, a teraz dołączył do niego Mitt Romney nazywając Rosję „wrogiem numer 1”. Umiarkowany Romney tak bardzo stara się upodobnić do konserwatywnego Reagana, że postanowił go aż przeskoczyć (generalnie polecam stronę: http://whichmitt.com). Za oceanem oczywiście rozwinęła się dyskusja na temat polityki Stanów Zjednoczonych wobec Rosji, a Obamie zarzuca się brak odwagi i ukrywanie prawdy.

Sam filmik nie jest raczej korzystny dla Obamy, bo dowodzi powiązania dwóch kwestii – jego polityki zagranicznej z kalendarzem wyborczym. Tutaj puszczam oko do wszystkich przewidujących atak na Iran w najbliższym czasie. Skoro prezydent Obama nie chce sporów w tej sprawie to tym bardziej nie powinna mu się marzyć wojna Stanów Zjednoczonych/Izraela z Iranem.

Jedno jest pewne – aż do wyborów prezydenckich temat tarczy nie ruszy do przodu i w tej sprawie – niestety – jesteśmy zakładnikami ustaleń na linii Waszyngton-Moskwa. Właśnie taką wiadomość daje nam to nagranie. Na zakończenie wypada też pochwalić Miedwiediewa – prezydent RP (obecny i poprzedni) informacji od Obamy by nie zrozumiał, o przekazaniu nie mówiąc. Właśnie dlatego nasi politycy powinni znać języki obce – bo to często na korytarzach i w czasie krótkich, prywatnych rozmów, zapadają najważniejsze decyzje.