Iran-Syria-Afganistan – trzy pytania nurtujące prezydenta Obamę

Barack Obama i Asif Ali Zardari (Źródło: radio.gov.pk)
Barack Obama i Asif Ali Zardari (Źródło: radio.gov.pk)

W ostatnim czasie Amerykanie znaleźli się na Bliskim Wschodzie i „okolicach” w defensywie. W kontekście wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych to bez różnicy, o ile nie wybuchnie konflikt, nie dojdzie do ludobójstwa w Syrii lub nie powtórzą się masakry, jak ta ostatnia dokonana przez amerykańskiego żołnierza(16 zabitych, 30 rannych – czym to się różni od ataku terrorystycznego?) , gdyż wtedy opinia publiczna za oceanem może zainteresować się tym nieprzewidywalnym regionem, a rywale Obamy – choć nieznający się na polityce międzynarodowej – dostaną wiatru w żagle.

1. Jeżeli już zaatakować Iran to jak to zrobić, aby zaskoczyć Persów?

Barack Obama nie poszedł za głosem Stephen S. Walta i nie stwierdził, że wyklucza opcję militarną w relacjach z Iranem. Żaden polityk – ani amerykański, ani izraelski – nie powie, iż wyklucza takie rozwiązanie, ponieważ spowodowałoby to całkowite zniesienie presji na ajatollahach. Praktycznie jednak nic nie zapowiada amerykańskiej akcji militarnej w następnych tygodniach, a ewentualna operacja przed wyborami raczej zaszkodzi prezydentowi, a nie mu pomoże. Jest jeszcze jedna kwestia – media cały czas (od 8 lat!) mówią o potencjalnym ataku, o tym, że Stany Zjednoczone/Izrael się zbroją, iż już tuż tuż (najczęściej: następna pora roku – na wiosnę, że w lecie, w lecie, że na jesieni, a na jesieni, ze w zimę…) dojdzie do interwencji.

Tylko że jak w takich warunkach zaskoczyć Irańczyków? Cały czas im się powtarza, że mają być gotowi na atak z powietrza, że chcąc-nie chcąc, muszą się z tym liczyć i zabezpieczać. Siłą dotychczasowych operacji izraelskich ukierunkowanych na niszczenie programów atomowych było właśnie zaskoczenie (Osirak w Iraku, Syria niedawno) i względy brak zaawansowanej technologii.

Tymczasem prezydent Obama i Unia Europejska nałożyli mocne sankcje gospodarcze na Iran i Teheran od razu wyraził gotowość powrotu do rozmów. Obamie, z oczywistych względów, bardziej odpowiada rozwiązanie dyplomatyczne, aniżeli ruletka związana z tak kosztowną i ryzykowną operacją wojskową (w tym kontekście zapraszam do artykułu „Iran w ‚ofensywie’ – Teheran pod ścianą”, który pokazuje rzeczywiste pozycje w regionie).

2. Syria – chronić przeciwników Assada kosztem łamania prawa międzynarodowego oraz sporu z Moskwą i Pekinem, czy pozwolić na długotrwałą wojnę domową?

Amerykanie mają też inny problem – Syria. Assad nie został – w przeciwieństwie do Kaddafiego -opuszczony przez Pekin i Moskwę, które dość mają zachodniej ingerencji w Arabską Wiosnę. Chińczycy i Rosjanie, z oczywistych względów, raczej nie występują przeciwko autorytarnym państwom, w których nie ma gwarancji demokratycznych i poszanowania praw mniejszości.

Do bombardowań zachęca republikański senator, były kontrkandydat prezydenta Obamy, John McCain Nie czyniąc nic, Amerykanie doprowadzają do kontynuacji wojny domowej, której skutki są nieprzewidywalne, ale jednocześnie oznaczają dalszą część śmierci niewinnych istnień i katastrofę humanitarną. Assad będzie naśladował taktykę Kaddafiego, która prawie przyniosła skutek (gdyby nie „Świt Odysei pułkownik zająłby Benghazi i prawdopodobnie przeprowadził rzeź) – fizycznej eksterminacji swoich przeciwników, strzelanie do żałobników,. Lepsza jest taktyka prezydenta Syrii wobec dziennikarzy, którym nie pozwala pracować, w przeciwieństwie do rodu Kaddafich, którzy o swój PR walczyli do końca, będąc z góry na przegranej pozycji.

Obama zatem stanie przed wyborem – przyglądać się kolejnym starciom i narażać na krytykę z powodu śmierci kolejnych cywilów albo zainterweniować, uderzyć w reżim Assada, wesprzeć opozycję, może odwrócić część zwolenników i … narazić się na krytykę z powodu łamania Karty Narodów Zjednoczonych oraz braku zgody Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Już Libia dostarcza nowych problemów, w postaci starć, łamania praw człowieka (czarnoskórzy ludzie w klatkach…) i autonomicznych ambicji przywódców libijskich plemion na wschodzie kraju.

3. Afganistan – jak odwrócić przegraną wojnę o dusze Afgańczyków?

W Afganistanie nie wygrali Brytyjczycy, polegli Sowieci i wiele na to wskazuje, iż na tarczy wrócą również Amerykanie. Oczywiście, oficjalnie będzie się mówiło o wycofaniu i szkoleniu, ale szanse na ustabilizowanie się kraju po wycofaniu należy ocenić na poziomie szans trenera Smudy na poprowadzenie Barcelony po odejściu Guardioli. Sytuacji nie poprawiają problemy z Pakistańczykami, chcącymi zachować swoje wpływy u sąsiadami i niechętnie patrzącymi się na Hamida Karzaia, wcale nie z powodu nepotyzmu, korupcji czy fałszerstw wyborczych (co czwarty głos został sfałszowany!), a ze względu na … potencjalne proindyjskie sympatie. Tego w Islamabadzie się nie wybacza…

Na temat strat i tendencji kompetentnie wypowiedział się Piotr Wołejko w artykule „Raport Davisa: wojna w Afganistanie to kosztowna klęska”, więc nie będę analizował liczb. Są one jednak druzgocące i dowodzą, iż sprawy nie idą w dobrym kierunku.

Na pewno trendu nie odwrócą takie historie jak ta z ostatnich dni, gdy żołnierze amerykańscy zaczynają strzelać bo bezbronnych cywilów, być może pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzającycb. Nie wiemy też, ile takich przypadków dzieje się bez naszej wiedzy, jest wyciszanych, a ofiary klasyfikuje się jako terrorystów. Słyszałem o podobnych „wypadkach” w Iraku – dowodzą one zarówno demoralizacji – w przypadku jednych, jak i olbrzymiego obciążenia psychicznego, ciągłego życia w strachu – w przypadku drugich. Atmosferę wojny świetnie oddaje reportaż zamieszczony na stronach Interii.pl, obrazujący codzienność Afganistanu.

Barack Obama zaryzykował i wysłał dodatkowych żołnierzy na wojnę, którą na razie – nie tyko w mediach – przegrywa. Zdecydował się jednak na podjęcie dwóch kroków, które są światełkiem w tunelu. Wojsko ma w większym stopniu skupić się na odbudowie kraju, a jednocześnie rozpoczęto również rozmowy z talibami celem zakończenia wojny domowej. Efektów na razie nie ma, ale stratedzy w Pentagonie mają poważny problem, bo nawet jeżeli uda się porozumieć z wrogami, to kto da gwarancję, iż po wycofaniu wojsk będą dalej respektować ustalenia? Poczekali 11 lat, poczekają jeszcze 2-3…. Podobnie postąpił Wietnam Północny po tzw. porozumieniach paryskich. Zabijanie niewinnych cywilów nie spowoduje wzrostu popularności Ameryki w tym kraju, a Afgańczycy nie są gotowi przejąć odpowiedzialności za kraj. Nie pomagają też informacje o paleniu Koranu. Jednym takim zachowaniem można zniweczyć miesiące pracy nad poprawą reputacji w społeczeństwie afgańskim. Co to za różnica dla zabitego, czy do niego strzelał Pasztun czy Amerykanin?