„Grecja nie musi upaść”. Rozmowa z b. ambasadorem RP w Atenach na temat kryzysu w Grecji

Skoro nie ma szans na powiew świeżości na greckiej scenie politycznej, to czy greccy decydenci będą rządzić w bardziej odpowiedzialny sposób?   

Grecja dotkliwie odczuwa skutki kryzysu finansowego (PolitykaGlobalna/Flick/Leisku)

Mentalność greckich władz musi się zmienić. Na pewno ci najbardziej skompromitowani politycy będą rozliczeni przez społeczeństwo, które do tej pory było dość pobłażliwe w ocenie skorumpowanych polityków. Dlaczego tak było? Otóż taką samą pobłażliwość wykazywali politycy wobec społeczeństwa fundując coraz to nowe ulgi podatkowe, dodatkowe gratyfikacje, owe słynne czternastki, piętnastki, czasem nawet szesnastki. Władza wykazywała pobłażliwość wobec nieprawidłowości w systemach fiskalnych. Politycy przekupywali w taki sposób społeczeństwo, żeby uzyskać poparcie.

Teraz to się oczywiście skończyło. Monitoring UE i Banku Światowego, czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego będzie niesłychanie skrupulatny, podobnie jak nadzór prywatnych banków, które bardzo dużo stracą na niewypłacalnych greckich aktywach.

Ten nacisk z zagranicy, patrzenie przez lupę, a właściwie przez mikroskop na greckie życie polityczne będzie zmuszało rządzących do skrupulatnego patrzenia sobie wzajemnie na ręce, a również do sumiennego przestrzegania narzuconych przez Brukselę reguł.

Jeśli greckie społeczeństwo jest świadome swojej trudnej sytuacji, to dlaczego protestuje np. przy redukcji płacy minimalnej, która i tak wyniesie dużo więcej niż w Polsce. Dlaczego tak trudno im pogodzić się z tym, że przez najbliższe lata będą musieli pokutować za niezasłużone gratyfikacje, jakie przez dłuższy czas otrzymywali?  

Świadomość konieczności zaciskania pasa jest powszechna, co nie umniejsza fali goryczy i frustracji wśród Greków. Bardzo trudno jest samemu przyznać się do własnej winy, dlatego też Grecy bardzo chętnie obciążają tą winą albo polityków rządzących w przeszłości, którzy właśnie za to zapłacą wysoką cenę przy wyborach, albo partnerów z UE, którzy doskonale wiedzieli o różnych szwindlach i fałszerstwach czynionych przez kolejne władze greckie i nawet nie kiwnęli palcem, żeby wcześniej grekom zwrócić uwagę albo wręcz grozić sankcjami, jeśli się nie dostosują do unijnych wymogów.

Tak więc należy się liczyć z protestami, które jednakowoż będą słabnąć o ile Grekom uda się zobaczyć światełko w tunelu to znaczy wyjście z tej arcytrudnej sytuacji w perspektywie dwóch, trzech lat a takie są optymistyczne szacunki greckich ekonomistów.

Skoro społeczeństwo jest tak świadome, to kim są protestujący? Czy to jest margines najbardziej dotkniętych, czy to zwykli chuligani?

Najbardziej dotknięci są zatrudnieni w służbie państwowej. W Grecji państwo jest największym pracodawcą i związki zawodowe właśnie tych pracowników są najbardziej aktywne. Przy okazji tych protestów na tle ekonomicznym w Grecji ujawniają się różne grupki anarchistyczne czy lewackie, które do tej pory żyły na marginesie, choć dawały o sobie czasami znać i były tolerowane w tradycyjnie już liberalnym greckim społeczeństwie. W czasie kryzysu one się uaktywniają. Związki zawodowe nie palą banków i nie miotają w policję koktajlami Mołotowa, natomiast ugrupowania anarchistyczne – tak. Protestuje się, bo to jest zakodowane w genach przeciętnego Greka, że ma osobiste prawo do protestu i będzie z tego prawa korzystał.

Wracając do tematu Grecji w UE. Jakby Pan się odniósł do sugestii niemieckiego ministra finansów Wolfanga Scheuble i ministra spraw wewnętrznych Hansa-Petera Friedricha, aby doprowadzić do kontrolowanego bankructwa Grecji? Nie wytrzymali i poniosły ich emocje?

Wolfgang Scheuble jest politykiem bardzo doświadczonym z kilkudziesięcioletnim stażem i wie co mówi. Na pewno jest eksponentem tych tendencji, zwłaszcza w Niemczech, które odcinają się od Grecji i uważają, że ten chory członek UE powinien zostać zoperowany, czyli obcięty. Ale to tylko część głosów najbardziej radykalnych, od których odcięła się chociażby szefowa Wolfganga Scheuble, kanclerz Angela Merkel. Większość polityków europejskich jest zdania, że bankructwo Grecji wywołałoby niekontrolowany i wręcz niekontrolowany proces upadłościowy innych gospodarek UE, które znajdują się w wcale nie lepszych kondycjach niż grecka, mówię tu o Hiszpanii, Portugalii czy Włoszech.

Na zakończenie chciałbym Pana zapytać, czy Polska pokona Greków w EURO 2012…

(chwila zastanowienia) Nie. Z przykrością to stwierdzam, ale mimo atutu własnego boiska i publiczności, dla Grecji będzie to szansa odkucia się za wszystkie te gromy i oskarżenia. Dla nich sport, a przede wszystkim piłka nożna to coś znacznie więcej niż tylko rozrywka. To część ich życia, dlatego ambicję będą tutaj szczególnie mocne.

Miejmy nadzieję, że przynajmniej w tej dziedzinie się Pan myli.

Chciałbym jako Polak (śmiech).

Rozmawiał: Radek Zmarlak, marzec 2012.