„Grecja nie musi upaść”. Rozmowa z b. ambasadorem RP w Atenach na temat kryzysu w Grecji

Zastanawiam się jak przeciętny Grek poradziłby sobie w polskich warunkach. Minimalna płaca w Grecji wynosi 863 euro, w Polsce 349 euro.  Czy Grecy rozumieją, że ich miejsce w UE stanie pod wielkim znakiem zapytania, jeśli nie zrezygnują z wielu przywilejów?

Grecja dotkliwie odczuwa skutki kryzysu finansowego (PolitykaGlobalna/Flick/Leisku)

Na razie nie ma emigracji z Grecji do Polski, natomiast właśnie tam przebywa ok. 40 tyś Polaków.

Ale właśnie o Grekach pokutuje stereotyp jako o narodzie niezbyt pracowitym. Zdanie o Polakach za granicą jest korzystniejsze – postrzegani jesteśmy raczej  jako sumiennie pracujący ludzie.

Przypomnę jeszcze do niedawna utrzymujące się w Niemczech ironiczne stwierdzenie o polnische Wirtschaft, o polskiej gospodarce pełnej wad obciążonych polskim brakiem organizacji, niesprawnością urzędów czy też niechęcią Polaków do przepracowywania się.

Ja bym tego nie traktował poważnie. Grecy potrafią pracować. Wspomniałem, że są to przedsiębiorstwa rodzinne, a w takich interesach pracuje się tyle, ile potrzeba, ile wymaga sytuacja. Bardzo często jest to praca na okrągło kilkanaście godzin dziennie, przynajmniej w sektorze turystycznym. W innym wypadku utrzymanie się na powierzchni byłoby niemożliwe.

To nieprawda, że Grecy nie potrafią się organizować ani pracować. Problemem jest brak mocnego państwa, które potrafiłoby narzucić społeczeństwu pewne warunki tej pracy, bowiem w normalnym demokratycznym kraju jest tak, że państwo ma obowiązki względem obywateli ale i vice versa.

 Zbliżają się wybory parlamentarne. Kto ma największe szanse na wygraną? Przeważnie jest tak, że w czasach kryzysu to populiści dochodzą do głosu, co niesie ze sobą ryzyko nieodpowiedzialnych rządów. Czy w Grecji takie niebezpieczeństwo jest duże?

Jest taka obawa. Wspomniał Pan o popularności we Włoszech premiera Montiego. Muszę powiedzieć, że popularność premiera Lucasa Papademosa jest prawie tak samo wysoka, mimo że właśnie on kojarzy się Grekom z tymi najbardziej restrykcyjnymi unijnymi programami. To właśnie on przepchnął przez parlament pakiety oszczędnościowe, które mogą ocalić Grecję.

Niestety, podobnie jak Monti, Papademos jest człowiekiem spoza polityki i po przekazaniu władzy po wyborach na pewno się z polityki wycofa i wróci do wykładów w Stanach Zjednoczonych. Co będzie dalej? Nie ulega wątpliwości, że okres walki wyborczej to pora na populizm i demagogię. Tradycyjnie dwie partie dominowały na greckiej scenie politycznej – socjaliści z PASOKU i centroprawicowa Nowa Demokracja.

Socjaliści prawdopodobnie stracą najwięcej, dlatego że to oni jako ostatni stali za sterami rządu i siłą rzeczy vox populi obarcza ich największą odpowiedzialnością. Również centroprawica, która w przeszłości także prowadziła zgubną politykę finansową, obciążona jest winą za aktualny stan rzeczy, więc nie sądzę, aby byli w stanie uzyskać wystarczające poparcie do samodzielnego rządzenia. Lewica tradycyjnie jest w Grecji bardzo silna.

Trzecią siłą jest partia komunistyczna, co z punktu widzenia Polski jest nie do pomyślenia. Grecja jest jednym z tych nielicznych krajów na zachodzie, gdzie wpływy skrajnej lewicy są dość mocne.

No ale nie będzie na pewno możliwości stworzenia jednolitego rządu. Będzie trzeba sięgnąć po rozwiązania koalicyjne, co nie będzie łatwe, gdyż w oczach społeczeństwa wyczerpała się cała duża grupa dotychczasowych liderów, a nic nie zapowiada, by młodzi liderzy mieli szansę odegrać znaczącą rolę w nadchodzących wyborach.

Skąd się wziął ten wyraźny podział po lewej stronie greckiej sceny politycznej? Mamy tam Demokratyczną Lewicę, Komunistyczną Partię Grecji, Koalicja Radykalnej Lewicy oraz Ogólnonarodowy Ruch Socjalistyczny. W kraju, który wydaje się należeć do tych lepiej rozwiniętych, scena polityczna jest bardziej podzielona niż w Polsce.

To prawda. To bierze się z pewnego rodzaju konserwatyzmu Greków. Lewica była tradycyjnie mocna. Przypomnę, że po II Wojnie Światowej Grecja przeżyła swoją wojnę domową,  w czasie której ta skrajna, komunistyczna lewica starła się z konserwatystami. Trwała ona kilka lat i zakończyła się dużą emigracją całych pokoleń nastawionych lewicowo, którzy dopiero po wielu latach zaczęli wracać do ojczyzny. Tradycje lewicowe są mocno zakorzenione w Grecji, podobnie jak pewien konserwatyzm w upodobaniach wyborczych. Często było tak, że ponieważ rodzina od pokoleń głosowała na partie lewicowe, to nawet jeśli obecne pokolenie dochodziło do sporych majątków to tradycyjnie głosowali na lewicę czy nawet na komunistów, choć niewiele mają z nimi wspólnego.

Tutaj właśnie widać to podłoże tych partii lewicowych, które są, jak Pan wspomniał, rozbite.  Najsilniejszym z tych ugrupowań jest PASOK oraz partia komunistyczna, która regularnie zbierała od 7 do 9 % i była z reguły trzecią siłą w parlamencie.

Czytaj dalej»