„Grecja nie musi upaść”. Rozmowa z b. ambasadorem RP w Atenach na temat kryzysu w Grecji

Rozmowa z Grzegorzem Dziemidowiczem, byłym ambasadorem RP w Grecji, na temat greckiego kryzysu i tego, dlaczego warto Grekom raz jeszcze zaufać.

Grecja dotkliwie odczuwa skutki kryzysu finansowego (PolitykaGlobalna/Flick/Leisku)
Grecja dotkliwie odczuwa skutki kryzysu finansowego (PolitykaGlobalna/Flick/Leisku)

Radek Zmarlak: – Grecki parlament przegłosował pakiet ustaw niezbędny do uzyskania kolejnej transzy pomocowej. Czy Europa ma powody do zadowolenia? Czy może jest to radość przez łzy?

Grzegorz Dziemidowicz: – O zadowoleniu nie może być mowy. To jest na pewno oddalenie  w bliżej nieokreśloną przyszłość zagrożenia bankructwem Grecji, które mogłoby wywołać skutek lawinowy i odbić się na kondycji finansowej całej Unii Europejskiej, a na pewno strefy euro. To właśnie z uwagi na to zagrożenie, a nie z wielkiej sympatii dla Grecji, Unia zdecydowała się na udzielenie, oczywiście pod bardzo surowymi warunkami i koniecznością reform przy stałym monitoringu greckich realiów,  dokonać tej wpłaty.

O ROZMÓWCY

Grzegorz DziemidowiczGrzegorz Dziemidowicz jest polskim dziennikarzem i dyplomatą. Były kierownik Działu Zagranicznego „Wiadomości” w TVP. Był ambasadorem RP w Grecji, Egipcie oraz Sudanie. Wieloletni pracownik MSZ. Wykłada w Collegium Civitas i UKSW.

Coraz częściej mówi się, że jest  to przedłużanie agonii nieuleczalnie chorego pacjenta. Czy istnieje realna szansa na uniknięcie bankructwa Grecji?

Jestem w tym względzie innego zdania niż część komentatorów ekonomicznych, którzy wręcz domagają się ogłoszenia przez Grecję upadłości twierdząc, że będzie to zdrowsze i lepsze dla europejskiej gospodarki. Uważam inaczej z kilku powodów. Ekonomiści są teoretykami, zachowują się jak chirurdzy, którzy domagają się operacji na żywym organizmie. Tutaj operacja dotyka organizmu społecznego.

Grecka rzeczywistość to jednak powód do optymizmu. Dlaczego? Ponieważ Grecy są kreatywnym społeczeństwem. Unia Europejska dała im bardzo wiele. Z jednego z najbiedniejszych państw w Europie stali się  finansowym i materialnym średniakiem. O ile państwo greckie jest biedne, w porównaniu z Niemcami, Francją, Holandią czy Belgią, to przeciętna rodzina grecka ma się lepiej niż przeciętna Polska rodzina. Jeśli dodamy do tego fakt, że większość greckiej gospodarki opiera się na małym i średnim biznesie,  a jest to biznes rodzinny, to wtedy dojdziemy do wniosku, że w takich okolicznościach tymi budżetami, tymi rodzinnymi biznesami łatwiej jest zarządzać w okresie kryzysu. Pobudza to konkurencję i kreatywność, a przede wszystkim chęć wyjścia z tego trudnego położenia.

Po drugie Grecy mają poważne atuty w ręku, w postaci niesprywatyzowanego dobra narodowego. Są to banki, porty, linie lotnicze, infrastruktura. Państwo jest największym pracodawcą w Grecji. Prywatyzacja tych, do tej pory trzymanych w ręku państwowa dóbr, przyniosłaby greckiemu skarbowi ok. 50 mld euro. Oczywiście pojawia się zasadniczy problem. W czasach kryzysu sprzedaje  się za mniejsze pieniądze niż można by było uzyskać w normalnych warunkach. Tym niemniej jest to ta żelazna rezerwa dla greckiego budżetu i greckiej gospodarki.

Przy tych środkach naprawczych danych przez UE, a zwłaszcza przy absolutnie niezbędnej, to jest warunek  sine qua non konieczności naprawy greckiego systemu fiskalnego, który w tej chwili praktycznie nie istnieje. To, w jaki sposób greccy obywatele oszukiwali fiskusa, przechodzi już do legendy. Są to rzeczywiście niespotykane w innych demokratycznych, rozwiniętych społeczeństwach sytuacje, kiedy to 40 tyś. ludzi już dawno umarłych ma wypłacane emerytury,  bo po prostu nikt nie był w stanie sprawdzić rzeczywistego stanu. Dopiero  UE przy ostatnich restrykcyjnych  wymogach wymusiła bardzo dokładne sprawdzanie wszystkich tych, którzy oszukiwali urzędy podatkowe, co stało się ich sportem narodowym. To nie jest wina społeczeństwa, tylko słabego państwa, które nie potrafiło narzucić egzekucji tego, co samo uchwaliło.

Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności oraz świadomość Greków, że przestaną istnieć bez Unii Europejskiej i bez strefy euro, są w stanie ponieść niemałe ciężary.  Wszystko to stwarza pewne nadzieje na zmianę sytuacji na przestrzeni kilku lat. No i wreszcie jeszcze jeden atut, którego Grecji nic nie jest w stanie odebrać, czyli turystyka.  Aktualnie  grecka organizacja turystyki jest niesłychanie przestarzała, trzeba ją będzie dostosować do współczesnych wymogów i mód turystycznych, jednak nie zmienia to faktu, iż ich możliwości na tym polu są ogromne.

Jaka jest szansa na realizację przyjętych rozwiązań? Gdy grecki parlament przyjmował plan reform, Ateny zaczęły płonąć. Zupełnie inaczej wygląda to we Włoszech, gdzie sytuacja gospodarcza również jest bardzo trudna. Rząd Mario Montiego wprowadza tam bardzo restrykcyjne cięcia, a mimo to nie widać tam masowych protestów. Co więcej, to właśnie Monti miałby największe szanse na uzyskanie większości w wyborach, gdyby odbyły się wkrótce. Na czym polega różnica?

To prawda. Różnica polega przede wszystkim na czasie, w którym zaistniały te okoliczności. Włosi praktycznie dopiero teraz stanęli przed widmem głębokiego kryzysu i szybko dokonali niezbędnych zmian we władzach. W Grecji sytuacja wyglądała inaczej. Tam kryzys trwa już od kilku lat, co poważnie zmęczyło greckie społeczeństwo. To nie jest tak, że Grecy dopiero teraz wychodzą na ulice wyłącznie z powodu trudnej sytuacji. Oni są sfrustrowani tym, że partnerzy w UE, którzy poklepywali ich po ramionach, mówili jakim to są wzorem dla innych krajów bałkańskich, nagle odwrócili się do nich plecami i zaczęli im wytykać błędy.  Być może po trzech, czterech latach bycia na cenzurowanym świata zewnętrznego, Włosi również reagowaliby w taki sposób.

Jeszcze jedno warto dodać, Grecy są impulsywni i reagują spontanicznie, co nie zmienia faktu, że większość społeczeństwa ma świadomość zagrożenia. Grecy zdają sobie sprawę, że wyrzeczenia są absolutnie konieczne. Dla przeciętnej greckiej rodziny wyrzeczenie się jednej czwartej zarobków to wielki problem. Dla młodych ludzi, którzy stykają się z masowym bezrobociem, jedyną ucieczką jest emigracja zarobkowa.

Czytaj dalej»