Somalia w 21. rocznicę wybuchu wojny domowej

Somalia: od wielu lat na czele rankingu państw upadłych (Źródło: foreignpolicy.com/Mohamed Dahir/AFP/Getty Images )
Somalia: od wielu lat na czele rankingu państw upadłych (Źródło: foreignpolicy.com/Mohamed Dahir/AFP/Getty Images )

W tym roku mija 21 lat od chwili wybuchu wojny domowej w Somalii, która rozpoczęła się wkrótce po obaleniu dyktatora Mohammeda Siada Barre. Przez ten czas przez kraj przetoczyła się z nikłym skutkiem interwencja ONZ, doszło do kilku nieudanych z punktu widzenia prawa międzynarodowego secesji oraz niekończących się walk pomiędzy poszczególnymi klanami. Upływ czasu przyniósł tylko nowe problemy z którymi Somalia do dziś nie może sobie poradzić. Jak teraz  wygląda sytuacja w Rogu Afryki?

Od lat Somalia jest w stanie faktycznego rozpadu i całkowitego załamania państwowości (od 2008 roku to niekwestionowany lider w rankingu państw upadłych think tanku Fund for Peace). Tymczasowy Rząd Federalny uznawany przez społeczność międzynarodową kontroluje niewielką część kraju, a sama kontrola jest mocno nieefektywna, ponieważ ów rząd znajduje się na uchodźstwie w Kenii. Całą resztę stanowią niezależne państewka: Republika Somalilandu, Puntland i Galmudug posiadające status regionów autonomicznych. Z nich wszystkich najbardziej stabilny jest Somaliland, ale nawet on nie doczekał się światowego uznania, ponieważ społeczność międzynarodowa od lat kultywuje fikcję istnienia somalijskiej państwowości przymykając oczy na to co się dzieje w kraju, co z całą pewnością odbije się jej kiedyś czkawką. Resztę kraju stanowią obszary o nieustalonych statusie, istne terra nullius przechodzące z rąk do rąk poszczególnych klanów zrzeszonych nieraz w większe organizmy. Takim właśnie bytem była Unia Trybunałów Islamskich, która w 2006 roku pojawiła się w regionie, zajęła stolicę, zdołała wprowadzić szariat, a następnie została zmuszona do zejścia do podziemia przez interwencję Etiopii. Natura nie znosi próżni, więc miejsce Unii zostało bardzo szybko wypełnione przez  islamskich ekstremistów z ugrupowania Al-Shabaab, wspieranego przez Al-Kaidę i członków Hizbul Islam, islamistycznej organizacji militarnej. Stosunki pomiędzy tymi organizmami są mocno napięte i związane z walką o wpływy, aczkolwiek czasem ulegają rozluźnieniu. Nic wszak nie łączy tak jak wspólny wróg, a takim w ich oczach jest Tymczasowy Rząd Federalny i wszyscy jego sojusznicy (nie ma ich zbyt wielu, w sumie tylko ONZ, USA, Etiopia i Unia Afrykańska, przy czym dwaj pierwsi nie są jakoś szczególnie aktywni). W grudniu 2010 roku doszło do fuzji między Al-Shabaab i Hizbul Islam i utworzenia Islamskiego Emiratu Somalii, który kontroluje dziś więcej terytorium niż prawowity rząd i który ma zakusy na więcej, czego przykładem jest choćby oderwanie od Puntlandu dystryktu Galgala w maju ubiegłego roku.

Obok islamskich ekstremistów i walk klanowych problemem są też piraci grasujący na wodach okalających Róg Afryki. Piractwo w tym regionie występowało od dawna z uwagi na przesadną eksploatację somalijskich łowisk przez zagraniczne kutry oraz ich zanieczyszczenie wyrzucanymi nielegalnie na wybrzeża ogromnymi ilościami odpadów. W prostej linii przełożyło się to na zdziesiątkowanie populacji ryb w regionie i pozbawienie miejscowej ludności podstawowego źródła utrzymania w jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Czarę goryczy przelało katastrofalne w skutkach tsunami z 2004 roku, które zniszczyło znaczną część łodzi rybackich przy jednoczesnym braku możliwości ich odtworzenia. Alternatywą – szybką, skuteczną i co istotniejsze, opłacalną (nawet biorąc pod uwagę ryzyko niepowodzenia akcji), okazało się piractwo. Tymczasowy Rząd Federalny, rządy poszczególnych regionów autonomicznych, a nawet Islamski Emirat Somalii są zbyt słabe by walczyć z piratami (większe sukcesy na tym polu miała Unia Trybunałów Afrykańskich, która zajęła Harardhere i zniszczyła znajdujące się tam pirackie bazy). Społeczność międzynarodowa podejmuje co i raz kroki przeciwko piratom, uzyskuje czasem na tym polu pewne sukcesy (największym było pojmanie w marcu ubiegłego roku za jednym zamachem 61 piratów). Do wyplenienia piractwa jeszcze daleko i z całą pewnością nie uda się go osiągnąć w takich warunkach, jakie dziś panują w Somalii. Bez stabilizacji ani rusz, a do stabilizacji ciągle tak samo daleko jak do poszanowania podstawowych praw człowieka. Ich naruszenia są nagminne i na porządku dziennym, ale nikt nie jest w stanie podać odpowiednich danych statystycznych dotyczących skali, rodzaju i stopnia represji, tortur oraz innych naruszeń, bo nikt się tym nie interesuje.

Jakby nieszczęść było mało to w zeszłym roku nawiedziła Somalię katastrofalna susza i idąca za nią fala głodu. Statystyki są nieubłagane i nieustannie szybują w górę mimo pomocy organizacji międzynarodowych i pozarządowych. Sytuację dodatkowo mocno utrudnia trwający na terenie kraju konflikt – rząd tymczasowy kontroluje zbyt małą część kraju, wobec czego GO’s i NGO’s zmuszone są dogadywać się z islamską grupą militarną  Al-Shabaab kontrolującą większość somalijskiego terytorium. Ekstremiści jak mogą, tak starają się utrudnić pomoc potrzebującym podejrzliwie patrząc na Zachód i obwiniając go o szpiegostwo, szerzenie chrześcijaństwa i zakusy na kraj ze względu na jego znaczenie strategiczne, chociaż co ciekawe ich również dotknęła susza i głód.

Z przyczyn trudnych do wyjaśnienia społeczność międzynarodowa zadowala się jedynie dostarczaniem do Somalii żywności, wody i leków, zupełnie ignorując przyczyny panujących klęsk żywiołowych. Panaceum na obecne problemy nie powinno być jedynie łagodzenie skutków, ale doraźna pomoc w niwelowaniu czynników do nich prowadzących. Żywność, woda, leki tak, ale przede wszystkim pomoc w budowaniu, naprawianiu i udoskonalaniu systemów irygacyjnych,  wprowadzaniu ziaren zbóż odpornych na suszę czy programowaniu hodowli bydła. Somalia sama sobie nie pomoże, potrzebuje pomocy z zewnątrz. Pomocy skutecznej, która sprawi, że kolejna rocznica wybuchu wojny domowej będzie szczęśliwsza niż ta.

Sylwia Larson