Piekło w Syrii – drogi wyjścia

Prezydent Syrii, Bashar Al-Asad

Kolejne ofiary, kolejne ofiary, weto w RB ONZ, kolejne ofiary, kolejne ofiary, weto w RB ONZ. Tak mniej więcej od kilku miesięcy wygląda sytuacja w Syrii. Prezydent Bashar a;-Assad doszedł do tego samego wniosku, co Kaddafi – albo oni mnie zabiją albo ja ich. W przypadku Kaddafiego sprawdziło się to pierwsze, Assad robi wszystko,a by sprawdziła się druga możliwość tej alternatywy rozłącznej.

W tym właśnie momencie pojawia się największy dylemat Zachodu. Jeżeli wkroczy do akcji NATO, bez zgody Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, wielu będzie podnosić (zgodnie z prawdą), iż uczyniono to niezgodnie z prawem międzynarodowym i naruszono zasadę suwerenności. Z kolei jednak, gdy Assad doprowadzi do rzezi – każdy zapyta – a gdzie był Zachód?

W jeszcze innej pozycji są Chińczycy i Rosjanie. Rosjanie nie chcą dopuścić do powtórki z rozrywki i drugiego „Świtu Odysei” (operacja NATO w Libii). Pamiętają również, że już poprzednio, wraz z Kaddafim, przepadły miliardy dolarów na kontrakty zbrojeniowe, co prawda zrekompensowane wzrostem ceny surowców. A Assad, zwłaszcza teraz, kupuje dużo i chętnie, nie posiadając przy tym takiej bazy surowców. W dodatku, będąc wyizolowanym, staję się zależny od Kremla. Co więcej, Rosjanie dzierżawią od Syryjczyków port w Tartu. Dlatego Rosjanie tak chętnie zgodzą się na rolę „mediatora” – to pozwoliłoby zadbać o utrzymanie swoich interesów. Nie chcą jednak, aby ONZ dała wolną rękę Zachodowi. Chińczycy z kolei nie godzą się na obwinianie za przemoc tylko Assada (chcą potępienia wszystkich źródeł przemocy – w tym protestantów i powoli rosnąca w siłe „armię opozycji” – Free Syrian Army), a jeszcze krytyka łamania praw człowieka w ustach chińskiego dyplomaty byłaby niemałym zaskoczeniem.

Prawo międzynarodowe w relacji z prawami człowieka ma to do siebie, że nie zawsze to, co zgodne z prawami człowieka jest jednocześnie zgodne z prawem międzynarodowym, a to co jest zgodne z prawem międzynarodowym, nie zawsze jest zgodne z prawami człowieka. Mówiąc inaczej – często to, co można by uznać za słuszne z punktu widzenia Europejczyka jest zupełnie niezgodne z prawem.

Nie wolno też zapominać, że prezydent Assad ma zwolenników, nie tylko na arenie międzynarodowej, ale również wewnątrz kraju. Wojsko, choć zdarzają się dezercje, jest jednak karne, służby specjalne również są zdyscyplinowane. Po stronie syryjskiego rządu opowiedział się też Hezbollah działający w sąsiednim Libanie Można sobie jedynie wyobrażać, co czeka protestantów, którzy są zatrzymywani przez ludzi Assada.

Co może uratować sytuację?
Liga Państw Arabskich, wraz z Turcją, już nałożyły sankcję na rząd syryjski. Misję obserwatorów LIPA należy uznać za porażkę, ponieważ nie zapobiegła rozlewowi krwi, a nie zmieniła tez sposobu postrzegania sytuacji w Syrii przez świat. Opozycja jest obecnie niezdolna do samodzielnego wygrania z Assadem – potrzebuje miesięcy oraz pęknięcia, wśród wspierających Assada, Alawitów.

Kilka dni po wecie w Damaszku zameldował się Siergiej Ławrow wraz z szefem SWR, Michaiłem Fradkowem. Jak chwali się rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zostali owacyjnie przyjęci przez tysiące zwolenników prezydenta Assada. Rosjanom – jak zwykle – zależy na swoich interesach, a nie na Assadzie, ale to Assad – na tę chwilę – może zapewnić gwarancję realizacji rosyjskich interesów, zwłaszcza przy dużej niechęci protestujących wobec Moskwy i chwilowym fiasku planu „Mediator”. Sam Assad, jako bliskowschodni polityk, jest już skończony. Zarówno z punktu widzenia swoich obywateli, jak również państw Ligi Państw Arabskich, której plan pokojowy zakłada ustąpienie Assada. Wojnę domową już de facto mamy, a – jeżeli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego – spodziewać się należy eskalacji konfliktu, ponieważ opozycja może liczyć na wsparcia LPA, Turcji i Zachodu, a los Assada nie będzie obojętny dla Moskwy.

Jest kilka możliwych pomysłów na rozwiązanie konfliktu. Najprostszy z nich to rezygnacja Assada i negocjacje wspierane przez ONZ. To jednocześnie jednak – z punktu widzenia syryjskiego prezydenta – najgorsze wyjście, dlatego bez poparcia Chin i Rosji dla tego pomysłu, nie należy się spodziewać postępu.

Kolejny z nich to interwencja wojskowa. O tyle prostsza, iż wojska syryjskie są bardziej zajęte tym, co się dzieje wewnątrz i ich morale nie jest zbyt wysokie. Nie mówiąc o tym, że technologicznie nie jest to poziom NATO. Rzecz jednak w tym, ze taka operacja to olbrzymie koszty dla Turcji czy też Ligi Państw Arabskich, która nigdy wcześniej w tego operacje się nie bawiła. Kraje Unii Europejskiej również nie palą się do tego rozwiązania, więc cały ciężar zostanie przesunięty w stronę Białego Domu i prezydenta Obamy. Oczywiście, w przypadku działań Stanów Zjednoczonych/NATO w grę wchodziłaby raczej operacji podobna do tej w Libii – bombardowania + udział służb specjalnych. Tylko że tym razem nie należy oczekiwać mandatu od Organizacji Narodów Zjednoczonych, a poza tym, trzeba liczyć się z pomocą Rosjan dla Assada. Taka interwencja będzie też niezgodna z prawem międzynarodowym.

Sam prezydent Assad musi zdawać sobie sprawę z nieubłaganej dynamiki Arabskiej Wiosny. Dyktatorzy prędzej -jak Ben Ali czy Mubarak – lub później – jak Kaddafi czy Salreh, muszą odejść. Prezydent Assad trzyma się na razie mocno i niezorganizowana opozycja nie jest w stanie rzucić mu rękawicy – potrzebuje na to miesięcy i organizacji. Zagranicznym wywiadom pozostaje jeszcze jedno wyjście – zabicie Assada. Podobnego rozwiązania próbowano już w przypadku Kaddafiego. Efektem mogłoby być skłonienie Alawitów do rozmów, bo będą musieli zdać sobie sprawę z tego, że jeżeli przegrają – a tego wykluczyć nie można – wszyscy będą mieli w pamięci snajperów na dachach, a chętnych do sądzenia nie zabraknie.