Kuba potentatem w branży naftowej?

Amerykańskie obiekcje

Ambitne plany Kubańczyków wywołały konsternację i głosy sprzeciwu w USA. Oficjalnie związane jest to z wątpliwościami dotyczącymi kwestii bezpieczeństwa. Amerykanie obawiają się możliwości powtórzenia czarnego scenariusza z kwietnia 2010 r., kiedy zatonęła należąca do koncernu BP platforma wiertnicza Deepwater Horizon. W następstwie tego zdarzenia rozpoczął się niekontrolowany wyciek 5 mln baryłek ropy, która w ciągu kilku miesięcy zanieczyściła wody Zatoki Meksykańskiej. Zaniepokojenie potęguje niewielka odległość od miejsca, gdzie pracować będzie Skarabeusz 9. Repsol rozpocznie swoje wiercenia niecałe 100 km od południowych krańców Key West. W krótkim czasie prądy morskie mogą przemieścić stamtąd ogromne plamy ropy, kierując je w stronę Florydy, Luizjany i Południowej Karoliny. Ucierpiałoby również całe północne wybrzeże Kuby. Ponadto prowadzone odwierty mają być głębsze, niż w przypadku platformy BP, co dodatkowo zwiększa ryzyko wystąpienia awarii.

Mając na uwadze realne zagrożenie, jakie może dosięgnąć amerykańskiego terytorium, grupa reprezentantów przemysłu naftowego i ekspertów ds. ochrony środowiska udała się w początkach września ub.r. z kilkudniową wizytą na Kubę. Na czele delegacji stanął William Reilly, były szef Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska i przewodniczący komisji badającej przyczyny zatonięcia platformy Deepwater. W skład grupy wszedł również Lee Hunt, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Wydobywczego z Teksasu. Po spotkaniu z przedstawicielami władz państwowych i służb odpowiedzialnych za techniczne zabezpieczenie odwiertów, wyrażono pozytywne zdanie na temat wiedzy posiadanej przez Kubańczyków. Jednocześnie podkreślono konieczność ścisłej współpracy w zakresie przeciwdziałania ewentualnym wypadkom, gdyż wymiana doświadczeń leży zdecydowanie w interesie Stanów Zjednoczonych.

Naprzeciw oczekiwaniom Waszyngtonu postanowił wyjść koncern Repsol. Dążąc do rozwiania wszelkich wątpliwości zaproponował Amerykanom przebadanie platformy. Inspektorzy z Wydziału ds. Bezpieczeństwa i Prawa Środowiskowego wspomagani przez Straż Przybrzeżną dokonali oględzin jednostki na początku stycznia br. Kontrola odbyła się podczas postoju platformy w Port-of-Spain, stolicy Trynidadu i Tobago. Sprawdzono systemy awaryjne, aparaturę przeciwpożarową, zawory uszczelniające oraz urządzenia bezpośrednio wykorzystywane do wiercenia pod dnem morza. Członkowie zespołu wydali oświadczenie, w którym stwierdzono, że Skarabeusz 9 spełnia międzynarodowe i amerykańskie standardy bezpieczeństwa. Nie zauważono uchybień mogących naruszać przepisy regulujące wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego w strefie przybrzeżnej. W tym samym dokumencie zawarto też zastrzeżenie mówiące o poglądowym charakterze misji. Dokonana ocena nie pociąga za sobą wystawiania jakichkolwiek certyfikatów bezpieczeństwa ani oficjalnej aprobaty dla poczynań hiszpańskiej firmy.

Pomimo przychylnych opinii przeszkodą może okazać się obowiązujące embargo. Blokada w wymianie handlowej będzie oddziaływać w każdym niemal aspekcie użytkowania platformy. Odnosi się to zarówno do konserwacji, jak i udzielenia pomocy na wypadek ewentualnego wycieku. Kluczowy element bezpieczeństwa, głowicę przeciwerupcyjną przeznaczoną do zamykania wylotu otworu wiertniczego wyprodukowała firma z USA. Na mocy embarga ta sama firma nie może współpracować z Kubą, więc wymiana urządzenia lub nabycie części zamiennych musi odbywać się z wykorzystaniem innych źródeł. Znacznie komplikuje to prawidłowe użytkowanie platformy i zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia awarii.  Analogiczna sytuacja dotyczy współuczestniczenia w akcji ratunkowej.

Wobec powyższego pojawiły się głosy wzywające prezydenta Baracka Obamę do złagodzenia sankcji. W myśl obowiązujących przepisów, każda firma zainteresowana kontaktami handlowymi z Kubą musi otrzymać specjalną licencję z Departamentu Handlu. Prawie wszystkie wnioski aplikacyjne stają się przedmiotem tzw. polityki odmowy i rozpatrywane są negatywnie. W drodze wyjątku kilka instytucji dostało zielone światło, m.in. dwie firmy mogą eksportować oprzyrządowanie służące do uszczelniania szybów ciśnieniowych. Poczynione ustępstwa wywołały ostrą reakcję emigrantów kubańskich z Florydy. Zdaniem ich przedstawicieli należy zrobić wszystko, aby powstrzymać planowane wiercenia. Petycję w tej sprawie wystosowali miejscowi kongresmani, którzy sugerowali nawet Hillary Clinton wywarcie nacisków dyplomatycznych na hiszpański koncern.

Podsumowanie

Powodzenie w eksploatacji odkrytych złóż może okazać się zbawienne dla kubańskiego reżimu. Niewydolny system komunistyczny od wielu lat boryka się problemami ekonomicznymi. Wydobycie ropy w połączeniu z prowadzonymi inwestycjami w przemyśle naftowym, pozwala myśleć o uzyskaniu samowystarczalności energetycznej. Napływ środków pieniężnych ze sprzedaży surowców zasili jednocześnie ogromnymi kwotami budżet państwa. Bogactwem wyspy od zawsze były trzcina cukrowa i turystyka. W perspektywie najbliższych lat istnieje realna szansa na diametralne odwrócenie tego schematu.

Amerykańska troska o środowisko naturalne jest tylko jednym z wielu elementów składających się na wyrażane głośno obawy. Pod szczytnymi hasłami kryją się zapewne rzeczywiste i o wiele bardziej przyziemne powody. Poczynania władz kubańskich wywołują poruszenie z przyczyn ekonomicznych i politycznych. Obowiązujące embargo, które miało w zamierzeniach doprowadzenie do upadku reżimu Castro, stało się w tym wypadku bronią obosieczną. Restrykcyjne przepisy wykluczyły z naftowego wyścigu wszystkie firmy pochodzące z USA. Miejsce Amerykanów zajęły konkurencyjne przedsiębiorstwa z pozostałych stron świata. Potencjalne zyski trafią więc gdzieindziej, a przy okazji petrodolary wzmocnią znienawidzonego sąsiada.

Można śmiało powiedzieć, że obecny rok będzie kluczowy dla dalszych losów Kuby. Odwierty dokonane przez koncern Repsol zainicjują serię kolejnych, które zweryfikują rzeczywiste pokłady cennych surowców, dając odpowiedź na pytanie o skalę przyszłych korzyści. Niewykluczone jest bowiem przeszacowanie zasobów oraz nieopłacalność wydobycia, co mogłoby pogrzebać marzenia kubańskich decydentów. W tym kontekście istotne okażą się także wybory prezydenckie w Wenezueli. Porażka Hugo Chaveza spowoduje osłabienie sojuszu łączącego oba państwa. Wysoce prawdopodobne jest wówczas zaprzestanie preferencyjnych dostaw ropy naftowej, a to z kolei byłoby ciosem dla kubańskiej gospodarki. Warto zatem przyglądać się dalszemu rozwojowi sytuacji na tej karaibskiej wyspie, która po raz pierwszy w swojej historii staje przed szansą uniezależnienia się od zewnętrznej pomocy.

Mateusz Doliński