Czy Bronisław Komorowski buduje grunt pod nowe Monachium w Monachium?

Bronisław Komorowski; źródło: blog.zw.com.pl

Kwestia polskiej racji stanu bardzo głęboko dotyka problematyki europejskiej. Zachłyśnięci Unią – czego i ja w pewnym sensie doświadczyłem w tym tygodniu odwiedzając Parlament i Komisję Europejską – mamy problem z wypowiedzeniem prostego zdania: to co jest dobre dla Europy nie zawsze jest dobre dla Polski.

Podczas 48 Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w obszar tej problematyki wkroczył także prezydent Bronisław Komorowski.

„Unia Europejska powinna podjąć prace nad nową strategią bezpieczeństwa (…)dojrzał czas, by UE z całą powagą podeszła do swojej odpowiedzialności za bezpieczeństwo w Europie i w jej otoczeniu, w synergicznej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i NATO, z Rosją i innymi państwami Europy Wschodniej”- stwierdził.

Odcięcie pępowiny europejskiej od USA jest powszechnie akcentowanym postulatem, swego czasu znany niemiecki politolog Peter Bender porównał te relacje do polityczno- kulturalnej zależności Rzymu i Grecji. Myślę, że właśnie w tych kategoriach postrzega nowy europejski system bezpieczeństwa Bronisław Komorowski. Tworząc go umocnimy podmiotowość UE na arenie międzynarodowej, zrealizujemy słynne hasło „więcej integracji”. Tylko czy takie rozwiązania są korzystne dla Polski?

Szczyt w Deauville z października 2010 roku skorelowano z wypowiedziami prezydenta Sarkozy’ego o powołaniu nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa. Miało się w nim znaleźć miejsce dla Rosji, to m.in. po tym spotkaniu „ukuto” oś Paryż- Berlin- Moskwa. Projekt ten akcentował także zastąpienie nowym modelem dotychczasowego, opartego na NATO.

Trudno ocenić zapowiadaną przez prezydenta Komorowskiego synergię USA, a szerzej NATO z nowym systemem europejskiego bezpieczeństwa. Jego monachijska wypowiedź pokrywa się jednak z ustaleniami trójkąta z Deauville. Prezydent RP zarysował przecież odrębność kontynentalnego projektu od komponentu amerykańskiego i próbował lansować własną drogę Europy, która musi zareagować na pacyficzną orientację administracji Obamy. Nie posądzałbym prezydenta o lekturę Spenglera i jego „Zmierzchu Zachodu”, ale jego wypowiedź koresponduje z planami francusko- niemieckimi i pozostaje w opozycji do słów Hillary Clinton, która w Monachium stwierdziła, że: „Europa to nadal najważniejszy partner USA”.

Komorowski promował w Niemczech także nowe, marcowe otwarcie polityczne w stosunkach z Moskwą. Zrobił to w momencie wygaśnięcia resetu rosyjsko- amerykańskiego i napięć do jakich dochodzi pomiędzy tymi mocarstwami na Bliskim Wschodzie, czy w związku z działaniami nowego ambasadora administracji Obamy w Moskwie (McFaul). Wydawało się, że retoryka odwilży polsko- rosyjskiej okazała się nie do utrzymania dla mediów nad Wisłą, m.in. Gazety Wyborczej… Tym większe jest moje zaskoczenie słowami prezydenta Komorowskiego.

Podsumowując. W kontekście nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa trzeba zadać sobie pytanie, czy stawiamy kreskę na NATO? Czy gwarancje państw kontynentu okażą się wystarczające w kontekście udziału w tym projekcie Rosji? Moskwa ma być jednym z głównych filarów tego projektu, a przecież –co pokazały wydarzenia gruzińskie- jest jednocześnie najważniejszym kreatorem stref niestabilności, które rozciągają się od Naddniestrza po Abchazję i Osetię Południową.