ACTA – kilka ważnych pytań…

Polska, Unia Europejska, UE (Źródło: mojregion.eu)ACTA. Temat numer jeden od kilku dni. Jak zwykle w takich sytuacjach trudno odróżnić merytoryczne uwagi od bełkotu. W gruncie rzeczy problemy wynikają w dużej mierze z chaosu i niedoinformowania społeczeństwa. Dziennikarze i politycy, zamiast wyjaśniać, skupiają się raczej na mąceniu i podgrzewaniu nastrojów. Cóż, bardziej to media kreują rzeczywistość niż rzeczywistość media, a jest to zjawisko co najmniej niepokojące.

1. Jaki będzie wpływ ACTA na prawo polskie?

Ten problem można rozpatrywać z dwóch stron – pozycji ACTA w polskim porządku prawnym oraz wpływu na ustawodawstwo. Warto przy tym podkreślić, że zdaniem Ministerstwa oraz Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Komisji Europejskiej, ACTA nie będzie nakładać na Polskę żadnych obowiązków prawnych, ponieważ mowa tutaj o standardach już w Polsce istniejących.

Rozpatrzymy najpierw hierarchię prawa. Jeżeli ACTA zostanie ratyfikowany za zgodą wyrażoną w ustawie (bezwzględna większość głosów) to będziemy mieli sytuację, w której przepisy tego dokumentu będą ważniejsze, aniżeli przepisy rangi ustawowej. Wyobraźmy sobie sytuację, w której przepis A z ACTA jest niezgodny z przepisem A1 z ustawy. Pierwszeństwo stosowania w takim przypadku przypada normie z umowy międzynarodowej. Umowy międzynarodowe – nawet te ratyfikowane za zgoda ustawową – nie mają jednak pierwszeństwa przed Konstytucją, a na jej straży stoi Trybunał Konstytucyjny, który ma możliwość reakcji Jeżeli nie będzie zgody wyrażonej w formie ustawy (chociaż to raczej niedopuszczalne), a np. zatwierdzenie przez Radę Ministrów, to ta umowa międzynarodowa będzie – w kontekście polskiego prawa – warta mniej więcej tyle, co papier służący do jej wyprodukowania, bo pierwszeństwo nad nią będzie przysługiwać ustawom.

Co teraz jest kluczowe? Ustalenie czy ACTA koliduje z polskim prawem. Trzeba zwrócić uwagę na to, że czym innym jest nienakładanie nowych obowiązków, a czym innym to, o czym pisze GIODO w swojej opinii, a mianowicie tworzenie nowej, że to tak nazwę, infrastruktury prawnej, pozwalającej na uzyskanie czy wymianę informacji na temat naruszyciel praw, co może wynikać z umowy i jest przedmiotem krytyki Inspektora. Wszystko rozbija się o brak konkretności umowy, która pozwala na jego różnorodną interpretację. W tym kontekście polecam też Art 4 ust. 1, który zastrzega, że żaden przepis nie nakłada obowiązku ujawniania informacji, których ujawnienie byłoby sprzeczne z prawem. Jeżeli rozumieć by ten przepis tak, że wymiana/uzyskanie danych jest możliwe tylko wtedy, gdy pozwala na to inne polskie prawo (i nie jest to ACTA) to utrzymujemy w 100% obecne prawo.

Całość wymaga analizy – m.in. Kodeksu Postępowania Cywilnego czy Kodeksu Postępowania Karnego w zakresie możliwości organów. Warto przy tym pamiętać o szerokich uprawnieniach przysługujących np. policji (m.in. przeszukania w szczególnych przypadkach czy zabezpieczenia dowodów). Policja może to robić teraz, tak jak sąd zastosować środki tymczasowe. Nic nowego w tym zakresie, ale dowodzi tego, jak niska jest świadomość prawna w naszym społeczeństwie… Tak, jeżeli handlujecie podrobionymi płytami to organy ścigania mogą przyjść i nie potrzebują ACTA do szczęścia.

Podkreślam też, że jak w umowie jest napisane, że „strona może” to oznacza tyle, ze umowa dopuszcza, że państwo może (ale nie musi!) zdecydować się na dane uregulowanie w określony sposób. Ma to niewielką doniosłość, bo już teraz możemy uchwalić prawie wszystko, przy pomocy ustawy, o ile nie będzie to niezgodne z Konstytucją. Konstytucję też możemy zmienić, w dowolnie określony przez siebie sposób, o ile dysponujemy odpowiednią większością. Nawet możemy zamienić płci miejscami tak, że – zgodnie z polskim prawem – kobieta będzie mężczyzną, a mężczyzna kobietą…

Badanie kolizji zostawiam ekspertom w dziedzinie prawa ochrony własności intelektualnej. Ja jestem w niedoczasie z powodu sesji. Prof. Robert Gwiazdowski przedstawił potencjalne kolizje w interesujący sposób.

Chciałbym podkreślić, że nie ze wszystkimi jego uwagami się zgadzam (np. to, że nie ma wymogu nakładania kar na urzędników nie oznacza, że nie ma takiej możliwości! czy „jakiekolwiek zgodne z prawem odszkodowanie” można by przeczytać jako jakiekolwiek zgodne z polskim prawem odszkodowanie i nie kombinować), ale to jest jak najbardziej merytoryczne postawienie sprawy. Istotne jest chociażby pytanie o to, jakie jest ratio legis zaznaczania, że środki tymczasowe sąd może stosować bez wysłuchania drugiej strony…? Nawet post factum?

Co powinien zrobić rząd?
Rząd powinien złożyć zastrzeżenie do umowy, w którym stwierdza, że – napiszę to na skróty – umowa w żaden sposób nie koliduje z polskim prawem ochrony własności intelektualnej, polskim Kodeksem Postępowania Cywilnego, Kodeksem Postępowania Karnego, ustawą o policji etc ad. 2012 i że tak ją będzie interpretował polski rząd. Jednocześnie władze powinny jednoznacznie wyjaśnić, że nie nakłada się żadnych nowych obowiązków na dostawców internetowych (np. sprawdzenia danych dla organów niepaństwowych na podstawie podejrzenia, monitorowania ruchu w internecie itd), a odpowiednie organy już teraz mogą się do nich zwrócić z prośbą o podanie danych osoby naruszającej prawo. Przede wszystkim trzeba zapewnić, ze nic się nie zmienia w kwestii dozwolonego użytku. Słowa klucze – analiza porównawcza.

W skrócie -rząd powinien to wszystko, od początku do końca, wytłumaczyć i nadrobić swoje błędy z okresu przygotowywania się do negocjacji/podpisania umowy, bo ewidentnie zabrakło udziału społeczeństwa w tym projekcie.

Skoro umowa „nic nie zmienia”/niewiele zmienia, to po co się nią wiązać?
Umowa jest podpisana przede wszystkim w interesie państw rozwiniętych i chroni ich interesy. Chodzi o związanie normami na poziomie ochrony Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej innych podmiotów międzynarodowych, zwłaszcza tych naruszających prawo własności intelektualnej. Jeśli zatem nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Przekonywanie/negocjowanie/narzucanie korzystnego pod względem prawnym porozumienia jest naturalnym narzędziem rozszerzania swoich wpływów.

Punkt 2 uzasadnienia:

„Mimo iż ACTA nie zmieni dorobku prawnego UE, ponieważ prawodawstwo UE jest
znacznie bardziej zaawansowane niż bieżące standardy międzynarodowe –
wprowadzi jednak nową międzynarodową normę, w oparciu o porozumienie TRIPS
Światowej Organizacji Handlu (przyjęte w 1994 r.). Umowa ta będzie zatem
korzystna dla unijnych eksportujących posiadaczy praw, działających na światowym
rynku i spotykających się obecnie za granicą z nieustannym i rozpowszechnionym
naruszaniem swoich praw autorskich, praw związanych ze znakami towarowymi,
patentami, projektami i oznaczeniami geograficznymi.”

Należy też podkreślić, że umowa może „coś zmienić” (a może nawet zmienia) w polskim prawie, jeżeli Trybunał Konstytucyjny – na wniosek – stwierdzi, że przepis ACTA (a jest tam przecież masa klauzul generalnych) jest w kolizji w stosunku do polskiej ustawy, a jednocześnie pozostaje w zgodzie z Konstytucją. Wszelkie kolizje – zgodnie z polską Konstytucją – należy czytać na korzyść ACTA i zapewnić pierwszeństwo stosowania przepisom umowy międzynarodowej.

Co jest skandalem?
To, że nikt właściwie nie interesuje się tym, co kryje się pod ACTA, a media zamiast do prawników, idą do polityków. Skandalem jest również, że politycy w Parlamencie Europejskich biorą dziesiątki tysięcy złotych za głosowanie, w które wkładają tyle intelektu, że można by było wyszkolić małpę, aby również bezmyślnie robiła to samo (klikanie przycisku bez czytania).

Niepokojące jest też to, jak wiele klauzul generalnych zostało wprowadzonych do tekstu. Nawet jeżeli jego autorzy nie chcieli naruszać prawa żadnych z państw wysoko rozwiniętych, zrobili to mimochodem, ponieważ znaczenie dokumentu zależy właśnie od sposobu operowania klauzulami generalnymi, a te można interpretować na różne sposoby. Z drugiej strony ma to też pewien sens, bo niektóre instytucje – oczywiste w naszym prawie – już takie w ustawodawstwie np. Maroka być nie muszą.


Czy na podstawie ACTA można będzie wprowadzić cenzurę lub utrudnienie obiegu informacji?

Nie, nie można będzie. Jeżeli jakimś cudem ktoś by to jakoś wyinterpretował (w co nie wierzę) to jest jeszcze polska Konstytucja i prawo europejskie, myślę że dość jednoznaczne w tej dziedzinie.

Czy protestujący ludzie dobrze robią?
Protesty są trochę na wyrost, ale bardzo dobrze, że mają miejsce, ponieważ młodzi ludzie podkreślają prawo do wolności w Internecie. Należy bardzo uważnie monitorować ustawodawstwo w kwestii przepływu informacji i wolności słowa w sieci. Jednocześnie rozumiem i podzielam oburzenie na temat braku przejrzystości w uchwalaniu tego dokumentu. Cóż, technika legislacyjna w naszym kraju nigdy nie rzucała na kolana i teraz zostały obnażone jej słabści.

Czy popieram hakowanie polskich stron rządowych?
Naprawdę urocza jest wojna między ministrem Sikorskim, a hakerami z Anomynous, ale to odbywa się na nasz koszt. Nieaktywność strony internetowej nie jest niedogodnością dla urzędników, a dla obywateli i dostępu do informacji publicznej. W dodatku za mało patriotyczne uważam cieszenie się z tego, że ktoś łamie polskie prawo i naraża państwo na kolejne koszty, bo jak państwo ponosi wydatki, to zgadnijcie kto za to płaci?