Wenezuela zacieśnia kontrolę nad gospodarką

Władze w Caracas pod wodzą Hugo Chaveza przystąpiły do ekonomicznej kontrofensywy. Pod koniec listopada ogłoszono rozszerzenie listy produktów, których ceny będą ustalane odgórnie przez państwo. Interwencja na rynku podstawowych produktów spożywczych
i przemysłowych ma pomóc zwalczyć rosnącą inflację. Zwyżkujące ceny uderzają szczególnie mocno w zwykłych obywateli. Trudności odczuwa również cała gospodarka narodowa. Inflacja określona w październiku na 27,7% jest najwyższą w całej Ameryce Południowej. Utrzymuje się na wysokim poziomie już od kilku lat. W 2010 r. wyniosła 28,2%, zaś rok wcześniej 27,1%. Według wyliczeń agencji Barclays w przyszłym roku osiągnie ona wartość nawet 36,5%. Wcześniejsza prognoza analityków mówiła o 26,2%. Korekta wynika z zaplanowanych na nadchodzący rok wyborów prezydenckich. Zbliżająca się kampania wyborcza i zapewne związane z nią „rozdawnictwo dóbr” może spowodować dalszy wzrost wskaźników cenowych. Jeśli ten scenariusz się sprawdzi, będzie to oznaczać najwyższą od 1997 r. stopę inflacji w Wenezueli. Rekord został ustanowiony w 1996 r., kiedy przekroczyła ona pułap 115%.

Uderzyć w spekulantów i zaciągnąć kredyt

Wprowadzenie nowego prawa nazwanego „Prawem dla Sprawiedliwego Podziału Kosztów i Cen” oznajmił osobiście Hugo Chavez. Prezydent ostrzegł rodaków, że inflacja jest jednym z największych problemów, jakie obecnie dotknęły państwo. Nowe ustawodawstwo uchroni jednak Wenezuelczyków przed zgubnym działaniem kapitalizmu. Zdaniem Chaveza, prawo uderzy przede wszystkim w nieuczciwych przedsiębiorców i spekulantów, którzy bezzasadnie i jedynie dla chęci zysku podnoszą ceny produktów. Wezwał też wszystkich urzędników do jak najszybszego wdrożenia przyjętych regulacji w życie.

Organy administracyjne uzyskały od teraz szersze uprawnienia w zakresie ingerencji w rynek. Zwiększono nie tylko listę samych produktów obejmujących dotychczas, m.in. olej, mleko i ryż, ale podniesiono również kompetencje kontrolno-fiskalne poszczególnych instytucji. W pierwszej kolejności uwaga funkcjonariuszy skupi się nadal na żywności. Następnie wzięte pod lupę zostaną środki czystości, materiały budowlane, lekarstwa, usługi medyczne oraz sprzedaż części samochodowych. Dopiero potem monitorowane zostaną produkty z innych dziedzin gospodarki. Rząd argumentuje słuszność przedsięwziętych kroków, jako niezbędne posunięcie w celu przyhamowania inflacji. Dodatkowo chce zmusić właścicieli sklepów i punktów sprzedaży do ustalenia cen detalicznych na poziomie akceptowanym przez władze. Tymczasem przedstawiciele środowisk handlowych ostrzegają, że może to spowodować w konsekwencji spadek inwestycji, masowe zamykanie sklepów oraz znaczące niedobory produktów. Pociągnie to za sobą rozkwit czarnego rynku i dalszy wzrost cen.

Celem, jaki postawił sobie rząd Chaveza jest zbicie inflacji do poziomu w granicach pomiędzy 23-25% do końca bieżącego roku. Zdaniem ekspertów będzie to mało prawdopodobne i ceny poszybują raczej w górę. Wysokie wydatki publiczne z rozbudowanej sfery socjalnej w połączeniu ze sztucznie sterowanym kursem waluty napędzają inflację. Nie pomaga tu prawo ograniczające zakup przez obywateli tzw. „twardych walut”, np. dolarów i euro. Powoduje ono szybkie pozbywanie się wenezuelskiej waluty na rynku wewnętrznym, zanim ceny towarów skoczą do góry, a pieniądze szybko stracą na wartości.

Niepokojącym zjawiskiem jest kwestia wzrastającego zadłużenia. Dzieje się tak nawet pomimo utrzymujących się od dłuższego czasu wysokich cen ropy naftowej. Za baryłkę płacono ostatnio ok. 90-100 dolarów. Z jej sprzedaży pochodzi znaczna część dochodów budżetowych. Państwo było zmuszone zaciągnąć kolejne zagraniczne kredyty. Wyemitowano również więcej obligacji skarbowych. Według danych przedstawionych pod koniec listopada przez Bank Centralny Wenezueli dług publiczny (obejmujący zobowiązania rządu centralnego i państwowych przedsiębiorstw) w III kwartale przekroczył 94,6 mld dolarów. Wzrost wyniósł 21% w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. Wówczas było to 78,5 mld dolarów. Obecne zadłużenie znajduje się nadal pod kontrolą i można nim
w przemyślany sposób zarządzać wykorzystując środki z eksportu ropy naftowej. Jednak dalszy jego wzrost może spowodować wkrótce trudności z obsługą zagranicznych wierzytelności. Utrudnione stanie się pozyskiwanie i spłata następnych pożyczek, gdyż
z pewnością wzrośnie ich oprocentowanie.

Obciążeniem dla państwa stały się poza tym koszty związane z nacjonalizacją majątków zagranicznych firm. Zdaniem ekspertów z firmy Ecoanalitica dotychczasowe odszkodowania wyniosły blisko 11 mld dolarów. Prognoza na dalszy okres mówi o kwocie rzędu 22 mld, co będzie stanowić mniej więcej 80% całości zagranicznych rezerw walutowych. Ich wysokość oceniania jest na ok. 28 mld dolarów. Konieczność wypłaty tak znacznych środków spowodowała przesunięcia środków w budżecie i poszukiwania dodatkowych źródeł dochodów. W ostatnich tygodniach głośna stała się finalizacja sprawy dotyczącej meksykańskiego przedsiębiorstwa Cemex. Działająca w branży budowlanej spółka w 2008 r. straciła swój wenezuelski oddział, który na mocy decyzji prezydenta przejęło państwo. Toczące się od tego czasu postępowanie przed sądami arbitrażowymi wydaje zbliżać się do końca. W ramach ugody, jaka ma zostać zawarta w najbliższych dniach rząd Wenezueli zgodził się na zaspokojenie połowy dochodzonych roszczeń. Wedle wyliczeń będzie to 240 mln dolarów w formie przelewu oraz 360 mln dolarów w udziałach kompanii naftowej Petroleos de Wenezuela.

Czy to naprawdę pomoże?

Sztuczne ustalanie wysokości cen kolejnych produktów jest ewidentną próbą ratowania sytuacji. Dotychczas stosowane rozwiązania w tej kwestii okazały się jednak nieskuteczne. Obywatele nie odczuli na co dzień poprawy swojego położenia. Inflacja nadal pochłaniała ich wynagrodzenia odciskając się mocno na domowych budżetach. Wszelkie podwyżki pensji, które miały zrekompensować wzrost kosztów życia napędzały tylko spiralę inflacji. Nie pomogły kontrole ani spektakularne akcje funkcjonariuszy policji w sklepach całego kraju. Doświadczenia innych państw socjalistycznych wskazują, że osiąga się wówczas nader mizerne rezultaty. Efekt jest wręcz odwrotny od zamierzonego. Najbardziej pożądane produkty znikają z rynku, pogłębiając ich dalsze braki, a właściciele sklepów likwidują działalność. Nikt bowiem nie będzie sprzedawał swojego asortymentu poniżej kosztów. Rozwija się natomiast prężnie handel na czarnym rynku, gdzie ceny osiągają niebotyczne stawki. Zyskuje się co najwyżej polepszenie statystyk i pusty efekt troski państwa o los obywateli. W hasłach rzucanych przez Chaveza walczącego ze spekulantami zabrakło m.in. kryteriów przy ustalaniu „sprawiedliwych” cen produktów, jak i samej definicji tego pojęcia. Inflacja na wysokim pułapie będzie nadal występowała, chociaż w oficjalnych danych podawanych przez władze może ulegać obniżeniu. Pozostanie wszakże inflacja ukryta, nieuwzględniania przez państwowe zestawienia.

Gospodarce nie służy także wysoki import żywności z zagranicy. Zyski osiągane z eksportu ropy naftowej spowodowały, że od miejscowych upraw bardziej opłacalne stało się sprowadzanie zbóż z Brazylii i Kolumbii. Były minister rolnictwa Hiram Gaviria stwierdził, iż import żywności wzrósł ponad czterokrotnie w ciągu minionych 10 lat i pokrywa 2/3 krajowej konsumpcji . Często również nieprzemyślana polityka w stosunku do plantatorów spowodowała notoryczne zakłócenia w dostawach produktów. Doszło nawet do absurdalnej sytuacji, kiedy w wyniku błędnie przedsięwziętych kroków w Wenezueli zabrakło kawy. Wywłaszczanie majątków w ramach reformy rolnej i przejmowanie ich przez państwo stało się normą. Także zagraniczne koncerny odczuły na sobie działanie takiego prawa i w ostatnich latach utraciły tysiące hektarów ziem uprawnych. Konsekwencją są toczące się do dzisiaj procesy odszkodowawcze przed sądami międzynarodowymi.

Okazuje się zatem, że budowa socjalizmu generuje wydatki, jakich nie jest w stanie udźwignąć nawet zasobna w czarne złoto Wenezuela. Rozbudowana pomoc państwa w sferze socjalnej mająca wyrównać szanse obywateli i podnieść ich poziom życia pochłania ogromne środki. Dotacje do żywności, bezpłatna opieka zdrowotna, edukacja, pomoc mieszkaniowa i liczne subsydia społeczne, to świadczenia gwarantowane każdemu mieszkańcowi kraju. Właśnie dzięki temu Chavez zaskarbił sobie sympatię szerokiego grona Wenezuelczyków, ale i przy okazji rozregulował gospodarkę. O ile w początkowym okresie rządów udawało się realizować większość z owych zamierzeń, to obecnie zaczynają pojawiać się problemy. Nie wszystko idzie bowiem zgodnie z planem. W dłuższej perspektywie czasu nawet dochody ze sprzedaży ropy naftowej mogą nie wystarczyć, aby finansować ambitne przedsięwzięcia głowy państwa. Dodatkowo skupienie się jedynie na eksporcie surowca naturalnego uzależnia gospodarkę od sytuacji na światowych rynkach paliw. Czyni tym samym Wenezuelę bardziej podatną na odczuwanie zawirowań, jakie często na nich występują. Brak należytego rozwoju narodowego przemysłu wytwórczego pogłębia ten stan. Natomiast nieprzychylne nastawienie do kapitału zagranicznego i zafałszowana polityka ekonomiczna zniechęcają do inwestycji.  Sprawdzianem popularności Hugo Chaveza i jego boliwariańskiej polityki staną się przyszłoroczne wybory prezydenckie. Zmierzy się on nie tylko z wolą swoich wyborców, ale i z systematycznie rosnącą w siłę opozycją. Przeciwnicy Chaveza pozostający przez lata w rozbiciu zaczynają powoli zwierać szyki.

Jednoczy ich wspólny cel, jakim jest odsunięcie rewolucyjnego lidera od władzy. Odpowiedź na pytanie, czy im się to uda poznamy dopiero 7 października 2012 r. Do tego jednak czasu na wenezuelskiej scenie politycznej może się jeszcze wiele wydarzyć.