Unia Europejska – szukając wyjścia z lasu

Polska, Unia Europejska, UE (Źródło: mojregion.eu)Niewiele jak do tej pory wiadomo o propozycji Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego przedstawionej w ostatnich dniach i mającej na celu uratowanie strefy euro, a może i całej Unii Europejskiej. Generalnie Europa znalazła się, w głównej mierze dzięki włoskim i greckim przewodnikom, w lesie, z którego teraz intensywnie szuka się wyjścia.

Którą drogą iść?
Jeżeli chcemy wyjść z tego niebezpiecznego lasu, musimy zadecydować, którą z dróg chcemy pójść. Problemem Unii Europejskiej jest, że jednocześnie wymaga się od niej skutecznej polityki finansowej czy zagranicznej, dając jej słabe narzędzia, a na wykonawców – zapewne nie przez przypadek – zatrudniając ludzi bez charyzmy i z mało przekonywującą przeszłością (Barroso, von Rompuy, Ashton). Pierwszą rzeczą, nad którą musi się zastanowić Europa jest kwestia ścisłości integracji.

Obecnie Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa to fikcja i ogranicza się do nawoływań, protestów, sugestii etc i ignorowania tego stanowiska przez poszczególnych uczestników międzynarodowego teatru. Jednocześnie nie mogę sobie wyobrazić, aby Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, Włosi, Hiszpanie i Polacy mogli mieć w kwestii np. Libii czy Białorusi, identyczne stanowisko. Kończy się więc na zawieraniu kompromisów, które powodują, iż UE każdy problem próbuje ugryźć jakby z wybitymi zębami i bez pazura. Oddanie spraw zagranicznych w ręce Unii jest więc nie tylko nie w interesie Polaków, ale również pozostałych państw. Równocześnie należy pamiętać o zagrożeniu dla naszej pozycji. Unia Europejska, niebawem, będzie mogła odgrywać poważną rolę w świecie tylko wtedy, jeśli będzie w stanie skutecznie reagować i błyskawicznie podejmować decyzje. W obecnych warunkach traktatowych jest to niewykonalne. Kwestia decyzji – czy zapewniamy sobie prawie 100% suwerenność w zakresie decyzji o polityce zagranicznej, czy część tej suwerenności oddajemy na poziom europejski. O ile teraz dominuje pogląd, iż każdy sobie rzepkę skrobie, o tyle w perspektywie około 10 lat, w zmieniających się okolicznościach, może to ulegnąć modyfikacji.

Inaczej nieco jest ze wspólną walutą i budżetem, ale działa podobny mechanizm. Jeżeli chcemy, żeby to skutecznie funkcjonowało, musimy zapewnić gwarancję wypełnienia kryteriów konwergencji (odpowiednia inflacja, wysokość stóp procentowych, deficytu budżetowego, długu w stosunku do PKB itd) nie tylko wobec kandydatów do strefy, ale także jej członków czy też – jak proponuje kanclerz Merkel – państwa spoza strefy. Dotychczas kara spotkać mogła tylko kandydata, który nie spełniał kryteriów – można było mu nie pozwolić na przyjęcie euro. Same największe państwa strefy nie miały jednocześnie problemów z łamaniem zasady 3% deficytu budżetowego czy relacji 60% długu publicznego do wysokości PKB. Jeżeli policjanci łamią prawo, to kto będzie stał na straży jego porządku?

To, co – według mediów – proponują Sarkozy z Merkel to akceptacja maksymalnie 3% deficytu budżetowego, którego przekroczenie łączyło by się z automatycznym nałożeniem kary na takie państwo. Propozycja może być dużo szersza, ale kart nie ma jeszcze na stole. Brzmi to o tyle sensownie, że de facto, państwa strefy euro już do tego się zobowiązały – zmienia się tylko kwestia nieuchronności kary.

Samej propozycji nie rozważałbym autonomiczne, bo rozumiem, iż jest to pakiet. Niemcy i Francuzi wyłożą pieniądze na stół, jeżeli reszta państw zgodzi się na bezwzględną dyscyplinę budżetową. Czy zapisane 3% deficytu budżetowego będzie zagrożeniem dla państw? Nie, jedynie dla rozrzutnych rządów, które będą musiały się liczyć z brakiem możliwości prowadzenia polityki zadłużania i życia ponad miarę. W Polsce nie żyjemy ponad miarę, więc niewiele ryzykujemy, przystępując do paktu. Kluczem jest jednak, aby rozliczać państwa z realnych efektów, a nie narzucać im sposób ich osiągania. Tu z kolei pojawią się kontrola – co zrobić, aby uniknąć sztuczek z liczbami podobnych do tych, które prezentowali nam Węgrzy czy Grecy? A co, jeśli – chociaż to czysta fantazja -państwo przekroczy deficyt nie ze swojej winy (np. padnie ofiarą napaści zbrojnej)? Po raz kolejny jednak zastrzegam, że nie znam całej oferty i treści tego dokumentu, więc są to wolne rozważania, oparte na ledwie kilku zmiennych.

Trudno też uznać za przypadek, że Niemcy tak szybko odpowiadają na wygłoszone w … Berlinie wezwanie polskiego ministra Radosława Sikorskiego, a Sikorski z Tuskiem tak szybko wypowiadają się – pozytywnie – w kwestii propozycji duetu prezydent Francji-kanclerz Niemiec. My swoje 60% długu wobec PKB i tak mamy zapisane w Konstytucji RP i teraz proponujemy tę zasadę wszystkim – zdają się mówić polscy politycy. Oznacza to, że Sarkozy, Merkel i Tusk grają w jednej drużynie, chociaż każdy z innego powodu. Sarkozy i Merkel chcą ratować Unię, aby nie stracić tak długo wypracowanej pozycji głównych rozgrywających w Europie, a Polacy – nie chcą się znaleźć w Europie dwóch prędkości, a jeżeli już, to wybierają „pierwszą prędkość”.

Z powodu braku szczegółów swoje rozważania zamknę w tym miejscu, czekając na rezultaty szczytu Rady Europejskiej.

Interes Polski w tym całym bałaganie
Polska, jako jeden z największych beneficjentów funduszy unijnych, ma interes w tym, aby Unia trwała, przynajmniej do 2020 roku, czyli do zakończenia negocjowanej następnej perspektywy budżetowej. Ciekawa jest sytuacja Niemiec, które – co słusznie zauważył minister Sikorski w swoim wystąpieniu – zwielokrotniły swój eksport do „nowej Europy” po rozszerzeniu z 2004 roku i są jego największym beneficjentem. Polski sukces jest jednocześnie sprzężony z niemieckim. Historycznie zabawnie, ale w tej grze jesteśmy po tej samej stronie. Podobne są też nasze poglądy na budżet – Polacy, bo mają całkiem przyzwoite wskaźniki makroekonomiczne, Niemcy, bo nie chcą sponsorować bankrutów po to, aby ci za kilka lat znowu byli bankrutami.

Nie wolno nam jednak zapominać, że przetrwanie strefy i całej UE jest w naszym żywotnym interesie, ale sami do zmiany waluty się wcale nie musimy spieszyć. Nie presja polityczna, a przyczyny ekonomiczne powinny spowodować przyjęcie wspólnej waluty – jeżeli już, to po rozwiązaniu problemów euro. W tym miejscu warto zaznaczyć, że do zmiany waluty w Polsce potrzebna jest poprawa Konstytucji, co w obecnych realiach politycznych byłoby polityczną bombą, której rząd nie będzie chciał zdetonować w najbliższym czasie.

Którą drogą wyjdzie Europe i czy wyjdzie z lasu? To się okaże, ale jedno jest pewne – należy obrać jedną drogą i nią konsekwentnie iść, a nie zawracać w połowie drogi i wysyłać część wyprawy jeszcze inną ścieżką Bądźmy też realistami – jeżeli nie dajemy odpowiednich narzędzi – nie wymagajmy.