Retrospekcja: sierpniowe zamieszki w Londynie

Zamieszki w Londynie (źródło: Daily Telegraph)
Zamieszki w Londynie (źródło: Daily Telegraph)

Choć sierpień w stolicy Anglii i Wielkiej Brytanii uważany jest za jeden z najcieplejszych miesięcy, w tym roku pogoda nie dopisała. Wielu twierdzi, że tegoroczny sierpień w Londynie był najchłodniejszym i najbardziej deszczowym od wielu lat. Na przekór wyjątkowo chłodnej aurze mieszkańcy miasta zadbali o to, aby choć przez kilka dni było tu naprawdę gorąco, a sierpniowe wydarzenia na długo pozostaną w pamięci wielu Londyńczyków. Przez kilka dni cały świat patrzył z niedowierzaniem na rozszalałe tłumy młodych ludzi, dewastujące ulice, rabujące sklepy, podpalające budynki, w ten sposób, często świadomie, niszcząc dorobek życia swoich sąsiadów.

Gdzie się to wszystko zaczęło?

Historia tragicznych wydarzeń ma swój początek 4 sierpnia 2011, w Tottenham, jednej z najbardziej kryminogennych dzielnic Londynu. Podczas próby aresztowania ginie 27 letni Mark Duggan, podejrzany o handel narkotykami i przewodzenie jednemu z gangów działających w północnej części miasta. Dwa dni później krewni wraz z członkami lokalnej społeczności zorganizowali protest przed posterunkiem policji, żądając wyjaśnień okoliczności śmierci. Niestety, początkowo pokojowa manifestacja wraz z wzrostem niezadowolenia protestujących zaowocowała podpaleniami policyjnych samochodów, pobliskiego urzędu pocztowego oraz kilku okolicznych sklepów. Choć już w tym momencie sytuacja wyglądała groźnie, nikt nie przypuszczał, iż w ciągu kilku następnych dni zamieszki rozprzestrzenią się na terenie kolejnych dzielnic, obejmując swym obszarem niemalże połowę tego ogromnego miasta.

„Londyńska Wiosna Ludów”

Czas mijał, a wśród kolejnych komentarzy do bieżących wydarzeń zaczęły pojawiać się analogie do rewolucji jaka miała miejsce w Egipcie, podczas której dziesiątki tysięcy młodych Egipcjan protestowało na placu Tahrir przeciwko wyniszczającemu reżimowi Hosniego Mubaraka. Słuszność tego porównania, pomimo kilku podobieństw, wydaje się jednak wątpliwa.

Motywy protestujących Egipcjan były czytelne: chęć zrzucenia z siebie jarzma dyktatury, stworzenia zdrowego systemu społecznego, określenia demokratycznych ram współżycia, poprawy warunków bytowych w szczególności młodej części egipskiej społeczności. Trudno jest jednak pojąć czym kierowali się uczestnicy londyńskich zamieszek. Niełatwo jest zdrowym rozsądkiem ogarnąć ilość dokonanych kradzieży, podpaleń i zniszczeń wywołanych przez ludzi najwyraźniej zdrowego rozsądku pozbawionych. Trudno jest także zdefiniować jednorodną grupę osób, biorących udział w demolowaniu miasta: możliwość bezkarnych kradzieży skusiła zarówno okolicznych nastoletnich łobuzów, 17-letnia córkę milionera, nauczyciela w wieku średnim, jak i 11-letniego chłopca. Widać wyraźnie, że ani wiek, ani status majątkowy nie był czynnikiem spajającym awanturników.

Zarówno podczas rewolucji w Egipcie, jak i podczas sierpniowych wydarzeń w Londynie, nie bez znaczenia pozostało wykorzystanie szeroko dostępnej technologii oraz portali społecznościowych. Niemniej jednak, znów razi przeciwstawność celów przyświecających uczestnikom obydwu wydarzeń. Podczas gdy w Egipcie portale społecznościowe, czy tak zwane smartfony pozwoliły na nieocenzurowane wypowiadanie myśli i zjednoczenie społeczeństwa we wspólnej walce z reżimem, w Londynie posłużyły za środek ułatwiający nawoływanie do uczestnictwa w rozruchach i demolowaniu własności praworządnych obywateli.

Być, znaczy mieć

Po kilku dniach, kiedy sytuacja została opanowana, a co bardziej poruszeni mieszkańcy Londynu organizowali się do wspólnego sprzątania miasta, przeróżni eksperci prześcigali się w definiowaniu przyczyn wybuchu powszechnej agresji na niespotykana dotąd skale. Wśród wielu możliwych wytłumaczeń znalazły się m. in.: problemy rasowe w wielokulturowym społeczeństwie, niedawne cięcia budżetowe, czy też bieda dotykająca protestującą warstwę ludności. O ile problemy na tle rasowym, mogły stać się pośrednia przyczyna wybuchu zamieszek, o tyle cięcia budżetowe oraz bieda nie wydają się dziś być trafionymi uzasadnieniami. Trudno przyjąć, iż chuligani biorący udział w zamieszkach to osoby z wyjątkowo biednych rodzin, gdzie pieniędzy brakuje nawet na podstawowe produkty spożywcze, biorąc pod uwagę najpopularniejsze obiekty kradzieży, którymi okazał się być sprzęt elektroniczny oraz odzież markowa. Według zapisu z kamer sklepowych, niektórzy rabusie okazali się na tyle bezczelni, iż przymierzali interesującą ich odzież przed dokonaniem kradzieży. Brak głębszych pobudek potwierdza również brak postulatów, pojawiających się niemalże natychmiastowo przy każdym zorganizowanym proteście..

Dla tak szerokiego rozprzestrzenienie się zamieszek bez wątpienia pozwolił początkowy brak stanowczej reakcji policji. Gdyby nie opieszałość służb porządkowych oraz brak poczucia respektu przed jej przedstawicielami, być może udałoby się ograniczyć choć część negatywnych skutków rozruchów. W tym wypadku jednak problem leży głębiej – zarówno premier David Cameron, jak i burmistrz Londynu Boris Johnson, w czasie wybuchu zamieszek przebywali na urlopach i trzeba przyznać, ze obydwu nie spieszyło się specjalnie do powrotu. W tak kryzysowej sytuacji, niesprawiedliwością byłoby wymagać od służb porządkowych reakcji przy użyciu radykalnych środków bezpieczeństwa, bez akceptacji tych decyzji przez nieobecnych zwierzchników.

Jednym z najciekawszych, a zarazem najbardziej zatrważających wniosków, jaki wypłynął podczas debaty w mediach, jest szczególnie adekwatna odnośnie ogromnej liczby zaistniałych w tym czasie kradzieży tendencja postępującego konsumeryzmu, przejawiającego się w różnych formach na tle większości europejskich społeczeństw. Dotychczas wyznawane wartości odchodzą do lamusa. Miejsce cenionych niegdyś ciężkiej pracy i satysfakcji, zastępują spryt i niepohamowana chęć posiadania. Na piedestał dawnych autorytetów, takich jak pisarze, artyści, naukowcy, obecnie wystawia się piłkarzy i modelki, zarabiających horrendalne sumy na reklamach propagujących konsumpcyjny tryb życia. Wydawać by się mogło, iż doszliśmy dziś do zasmucającego momentu w dziejach ludzkości, w którym wybór „być czy mieć?” przestał istnieć, zaś teza „aby być, trzeba mieć” dla wielu stała się oczywistością.