Syryjskie piekło – Liga Państw Arabskich nakłada sankcje

Prezydent Syrii, Bashar Al-Asad

Bashar Assad, prezydent Syrii, otrzymał właśnie poważne ostrzeżenie. Liga Państw Arabskich nałożyła na ten krajsankcje gospodarcze, a wcześniej, zawiesiła to państwo w prawach członkowskich. Nikt nie glosował „przeciwko” sankcjom, a dwa głosy wstrzymujące się należały do Iraku i Libanu.

Assad, podobnie jak Kaddafi, wyciągnął już lekcję z Arabskiej Wiosny (w zasadzie już Arabskiej Jesieni, a niebawem i Arabskiej Zimy). Albo on pokona demonstrantów albo oni wywiozą jego. Kaddafi z pewnością był na tyle okrutny, że – kosztem rzezi opozycji – poradziłby sobie z buntem, ale sytuację uratowały państwa NATO, dzięki którym Muammar Kaddafi wącha – w zasadzie to nie wiadomo gdzie – kwiatki od spodu.

Dylemat Zachodu
„Zachód łamie prawa człowieka i prawo międzynarodowe”, „Śmierć cywilów w wyniku bombardowań Zachodu”, a z drugiej strony „A gdzie był Zachód?” lub „Czemu społeczność międzynarodowa siedziała cicho, gdy okrutny tyran tłumił powstanie?”. Mniej więcej na takie zarzuty – niezależnie od tego, co się dzieje w kraju ogarniętym Arabską Wiosną – można wysunąć wobec państw zachodnich, w zależności od sytuacji. Zachód staje więc przed niezwykle ciężkim wyborem – która z tych dróg będzie mniej kosztowna?

Syria to nie Libia, a Libia to nie Egipt, Egipt to nie Jemen, a Jemen to nie Tunezja. Nie ma jednej udanej strategii postępowania na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.

Prezydent Assad znajduje się nie tylko w innym środowisku międzynarodowym aniżeli Kaddafi, ale również dysponuje poparciem stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ – Rosji. Kreml boi się ewentualnej utraty portu oraz sojusznika, płacącego chętnie i często za broń. Wątpliwe również, aby Moskwa chciała ryzykowany manewr, jakim było poparcie rezolucji RB ONZ numer 1970 (m.in. zamrożenie kont Kaddafiego) i wstrzymanie się od głosu przy rezolucji RB ONZ 1973 (m.in. strefa zakazu lotów), co pozwoliło na jej uchwalenie. Rosjanie przestali rozgrywać karty w tamtym regionie, a przypomnijmy,że wcześniej mieli podpisane kontrakty na miliardy dolarów z Trypolisem. Czas pokaże, czy się opłacało, aczkolwiek Rosjanie nie mają żadnej gwarancji, iż sposób ich głosowania w Radzie im się zwróci. Za to taką pewność mają Amerykanie, Francuzi i Brytyjczycy.

W Syrii również Rosjanie maja dużo do stracenia. Na razie Rada Bezpieczeństwa nie jest w stanie uchwalić żadnej twardej rezolucji, a Sekretarz Generalny NATO, Anders Fogh Rasmussen, zapewnia o tym, iż Sojusz nie zamierza interweniować w Syrii. Z jednej strony oznacza to, iż Zachód nie będzie łamał prawa międzynarodowego, ale z drugiej, iż Assad pozostanie bezkarny dopóki, dopóty posiada poparcie wojska i służb specjalnych, opanowanych przez Allawitów.

Dlatego na razie syryjski reżim, odpowiedzialny za śmierć kilku tysięcy ludzi (3,5 tysiąca osób – według ONZ), poddawany jest presji z dwóch stron – wewnętrznej opozycji, w tym armii dezerterów, żądającej ustąpienia prezydenta, oraz państw regionu, które robią wszystko, aby pokazać, że nie popierają Assada. Syryjski prezydent pozostał z poparciem Teheranu, ale utracił Ankarę. Premier Erdogan troskliwie pytał się nawet, czy Assad pamięta, jak skończyli Muammar Kaddafi i Adolf Hitler?

Kto z Assadem?
Prezydent Assad zapowiadał nawet wolne wybory, jednak układ etniczny Syrii świadczy o tym, że takie wydarzenie nie byłyby w jego interesie. Większość mieszkańców Syrii to sunnici i to niechybnie oni przejęliby panowanie nad krajem.

Na rządy sunnitów w Syrii nie chcą się zgodzić także szyiccy Irańczycy, chociażby ze względu na bliskie kontakty Iranu z urzędującym (i współrządzącym) w Libanie Hezbollahem. „Utrata” Syrii to dla ajataollahów krok do tyłu i porażka z Turcją i Arabią Saudyjską w regionie. O sympatii Saudów do Iranu niech świadczą opublikowane materiały przez WikiLeaks według których to Arabia Saudyjska, ustami króla Abdullaha, mocno nakłaniała Amerykanów do ataku na Iran – aby „odciąć głowę wężowi”. Z kolei Teheran jest oskarżony o próbę zorganizowania zamachu na ambasadora Królestwa Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie.

Również Rosjanie – z powodów wskazanych w poprzedniej części tekstu – na razie wspierają Assada.

Promienie nadziei
Trzeba jednocześnie pamiętać, że Assad, w porównaniu z Kaddafim, jest mniej popularny, a w pamięci utkwić może hasło demonstrantów, które przywołuję z pamięci, mogąc nieco zniekształcić – „Assad – jeżeli jesteś taki odważny, aby zabijać bezbronnych protestujących, to zaatakuj Izrael i odbij Wzgórza Golan”. Protesty w Syrii trwają już od 8 miesięcy i ich krwawe tłumienie wymusiło reakcję Ligi Państw Arabskich i Turcji. Plan pokojowy przewidywał np. wysłanie setek obserwatorów, którzy kontrolowaliby przebieg protestów i ich pokojowy charakter. Jak łatwo się można domyśleć – Damaszek taki pomysł odrzucił, proponując poprawkę do projektu, która zakładała wysłanie ich zaledwie kilkudziesięciu.

Tymczasem powoli wobec Assada powstaje opór zbrojny, którego głównym źródłem są syryjscy żołnierze, którzy nie chcą zabijać swoich współbraci. Na razie nie są to duże siły, ale niewątpliwie mają potencjał i – jeżeli nie zostaną brutalnie stłumione – mogą się poważnie rozrastać

Zależy to od kilku czynników, mogących występować oddzielnie lub łącznie. Formowanie się takiego źródła oporu będzie zależeć od upływu czasu (czyli de facto dalszych dezercji), okrucieństwa rozkazów, jakie będą otrzymywali żołnierze, słabnięcia Assada oraz zewnętrznej pomocy (państwa LPA, Turcja, może jednak NATO?) dla nich. Ważne będzie również zorganizowanie i zdyscyplinowanie całej opozycji (podjęto już dawno pierwsze starania), co zazwyczaj w warunkach bliskowschodnich jest arcytrudne, gdyż poglądy bywają skrajnie różne, a jedynym łącznikiem jest nienawiść wobec autorytarnego prezydenta.

Kluczowe pytanie brzmi, jak długo wojsko i służby specjalne będą wierne Assadowi? Na nich opiera się władza prezydent i jeżeli uda się wbić między nich klin, rozpocznie się proces dezintegracji reżimu. Zależeć to znowu będzie od interesów, w tym Allawitów, którzy mogą sobie uświadomić, że w dłuższej perspektywie Assad może się nie utrzymać, a wtedy oni zostaną osądzeni. Wierność żołnierzy zależeć będzie też od tego, czy Assad nie rozkaże im dokonać kilku rzezi, a także od finansowania wojska, czyli sytuacji gospodarczej kraju.

Liga Państw Arabskich zatwierdziła bardzo mocne sankcje:

– zamrożenie kont bankowych;
– zakaz podróżowania dla ludzi rezimu;
– wstrzymanie inwestycji;
– zakaz transakcji z syryjskim bankiem centralnym.

Swoje poparcie dla sankcji – oraz ich wykonanie – zapowiedziała Turcja. Liga Państw Arabskich wchodzi zatem ostro do gry i w olbrzymim stopniu doprowadza do izolacji Assada. Jeżeli członkowie LPA będą solidarni w wykonywaniu sankcji, Assad wpadnie w poważne tarapaty. Demonstranci nie ustąpią, urzędujący prezydent ma na to niemalże ostatnią szansę. Później możliwe są tylko dwa rozwiązania – albo brutalne rozpędzenie tych tysięcy ludzi przy pomocy czołgów i broni ciężkiej w nadziei, iż nikt z zewnątrz nie zainterweniuje, a wojsko pozostanie wierne albo podzielenie losu Muammara Kaddafiego, jeżeli wcześniej nie uda się uciec.