Kapitalizm wkracza na Kubę

Nieco niepostrzeżenie dla świata, w tle innych ważnych wydarzeń globalnych, Kuba kontynuuje swoje wolnorynkowe reformy.

Przez ostatnie miesiące światowe media zdominowały głównie wydarzenia w państwach arabskich oraz kryzys wspólnej europejskiej waluty. Pozostałe epizody w sferze polityczno-ekonomicznej zostały potraktowane szczątkowo i w wielu serwisach zupełnie pominięte. Poniekąd jest to zrozumiałe. Napływająca zewsząd ilość informacji sprawia, że ich selekcja staje się zwykłą koniecznością. Często jednak owa wybiórczość bywa niekorzystna dla odbiorcy. Tymczasem zdarzenia z pozostałych części globu również zasługują na chwilę uwagi. Z punktu widzenia mieszkańców terenów, których dotyczą są ważniejsze od zamieszek na ulicach Damaszku, czy kłopotów z zadłużeniem Grecji. Przykładem może być Kuba, gdzie w wymiarze ekonomiczno-prawnym zaszły zmiany warte odnotowania. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zasady wolnorynkowe objęły kolejne dziedziny życia Kubańczyków.

Okazyjnie kupię samochód…

Pierwszą z nich jest legalizacja handlu używanymi samochodami, która weszła w życie 1 października. Jest to jedna z pakietu przeszło 300 reform uchwalonych podczas kwietniowego zjazdu Komunistycznej Partii Kuby. Ich celem jest pobudzenie gospodarki poprzez wprowadzenie niewielkich modyfikacji skostniałego systemu. Przyjęto założenie ograniczające rolę państwa w gospodarce i rozwijanie sektora prywatnego. Modernizacja odbywa się przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowego status quo w sprawowaniu władzy. Po raz pierwszy od ponad 50 lat zwykli Kubańczycy mogą sprzedawać i kupować pojazdy mechaniczne. Ostatnia taka możliwość istniała dla nich przed zwycięską rewolucją w 1959 r. Od tego czasu kraj braci Castro stał się muzeum z pokaźną kolekcją zabytkowych amerykańskich samochodów. Jedynie dzięki sprytowi i kreatywności miejscowych mechaników utrzymują się one na chodzie do dnia dzisiejszego.

W myśl wprowadzonych przepisów, każdy z obywateli może sprzedać i kupić używany samochód bez uzyskiwania jakiegokolwiek zezwolenia. Jedynym obowiązkiem jest uiszczenie 4% podatku od wartości transakcji, jaki zobligowane są zapłacić obydwie strony. Ponadto kupujący deklaruje na piśmie, że pieniądze przeznaczone na zakup pochodzą z legalnego źródła . Nowe prawo legalizuje poza tym posiadanie więcej, niż jednego samochodu, chociaż w tym przypadku stawki podatku wzrastają. Dotychczas większą swobodę w nabywaniu pojazdów miały niektóre uprzywilejowane grupy zawodowe, m. in. lekarze, sportowcy, artyści i wszyscy obywatele legalnie pracujący za granicą. Oprócz sprowadzania stamtąd aut mogli także nabywać nowsze modele od władz państwowych. Odbywało się to w ramach odgórnych przydziałów, czyli całkiem dobrze u nas znanych z czasów PRL-u talonów na pojazdy. Kubańczycy otrzymywali w ten sposób samochody wyprodukowane w dawnym bloku wschodnim, a więc na przykład moskwicze, łady i fiaty. Spora ich ilość trafiła na Kubę w ramach współpracy z krajami RWPG w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Cieszą się one sporą popularnością z racji prostej budowy i dużych możliwości improwizacyjnych w trakcie napraw, co jest dość istotne przy ograniczonym dostępie do części zamiennych.

To nie koniec zmian. Kolejną nowością jest również zapis zezwalający na przekazywanie swojego samochodu rodzinie bądź jego sprzedaż w przypadku wyjazdu na stałe za granicę. Jest to o tyle ważne, gdyż każdego niemal roku blisko 40 tys. Kubańczyków opuszcza swoją ojczyznę . Dotychczas w takich przypadkach pojazd przechodził po prostu na własność państwa, zaś najbliżsi emigrantów tracili do niego jakiekolwiek prawo.

Ograniczenia w obrocie motoryzacyjnym mają dotyczyć tylko nowych pojazdów sprowadzanych przez władze. Pozwolenie na ich zakup będzie wydawane raz w ciągu pięciu lat. Obejmie jedynie obywateli zatrudnionych w firmach działających na zasadach joint venture z kapitałem zagranicznym i pobierających wynagrodzenie w dolarach lub tzw. peso convertible. Nowe samochody importować będą mogli także obcokrajowcy mieszkający na Kubie. W ich wypadku barierą zaporową stanie się ilość przywiezionych pojazdów – maksymalnie dwa w ciągu całego pobytu na wyspie .

… i sprzedam mieszkanie

Następną z reform zaaplikowanych gospodarce przez rząd Raula Castro stało się zezwolenie na obrót nieruchomościami. Podobnie, jak w przypadku handlu samochodami, prawo takie pojawiło się  pierwszy raz od pół wieku. Nowe przepisy weszły w życie 10 listopada, co Kubańczykom ogłosiła rządowa gazeta „Granma”. Dalsze szczegóły mają zostać opublikowane na jej łamach w ciągu najbliższych dni. Jednakże już teraz organ prasowy komunistycznych władz ujawnił podstawowe założenia wprowadzonych regulacji prawnych.

Przede wszystkim, każdy Kubańczyk i każda osoba stale mieszkająca na wyspie, będą mogli wystawić na sprzedaż lub wyrazić chęć zakupu dowolnej nieruchomości. W ramach sprzedaży pod uwagę brany jest zarówno tytuł własności, jak i współwłasność. Zgoda władz na tego typu transakcje nie będzie konieczna. Również w przypadku zbywania bądź nabywania majątku osób emigrujących z Kuby, wprowadzono zasadę nieingerencji. Limity dotyczyć mają natomiast liczby posiadanych budynków – maksymalnie dwóch. Jeden z nich, jako miejsce stałego zamieszkiwania, zaś drugi w charakterze domku wypoczynkowego. Oprócz tego, wszystkie operacje finansowe związane z kupnem i sprzedażą,  mają odbywać się poprzez Centralny Bank Kuby. Pobierze on przy okazji pewne opłaty manipulacyjne, których wysokości na razie nie podano. Podatek od sprzedaży zostanie rozłożony po równo na obie strony umowy. Jego stawkę ustalono na pułapie 8% od wartości dokonanych transakcji. Dodatkowym obostrzeniem stało się wyłączenie spod nowego prawa własności skonfiskowanej przez władze w pierwszych latach rewolucji. Odnosi się to głównie do mienia pozostawionego na Kubie przez obcokrajowców i emigrantów politycznych z lat 60. ubiegłego wieku.

Efektywne reformowanie?

W tej chwili trudno ocenić ilu Kubańczyków skorzysta z wprowadzonych regulacji. Z pewnością  zniesienie restrykcji ułatwi codzienne życie. Pozwoli na uzyskanie dodatkowych środków pieniężnych. Wprawdzie czarny rynek kwitł na Kubie już od dawna, jednak nadal dla przeciętnego mieszkańca przeszkodą w zakupie samochodu, czy mieszkania pozostanie cena. Przy średniej pensji wynoszącej równowartość około 20 dolarów, nabycie pojazdu wartego kilka tysięcy jest czystą abstrakcją.  Z pewnością o wiele większe szanse mają rodziny, które otrzymują regularnie przekazy pieniężne od krewnych z zagranicy. Dzięki nim spora część Kubańczyków posiada środki wystarczające do przeżycia. Powoduje to jednocześnie pogłębianie się rozwarstwienia społeczeństwa i podziały na tle ekonomicznym. Wiele wskazuje na to, że po reformach ulegną one dalszemu zaostrzeniu. Zasady wolnorynkowe doprowadzą prawdopodobnie już niedługo do wytworzenia się na Kubie klasy średniej.

Oficjalnie władze w Hawanie uzasadniają zmiany w podejściu do własności prywatnej koniecznością obrony socjalizmu i zdobyczy rewolucji. Reformy mają uczynić system bardziej elastycznym i dostosowanym do potrzeb zmieniającej się rzeczywistości. Za przeobrażeniami w sferze ekonomicznej nie idą jednak w parze zmiany polityczne. Pobudzając gospodarkę, jednocześnie ma zostać zachowana dotychczasowa hegemonia w sprawowaniu rządów. Dodatkowo przepisy ułatwiające sprzedaż i nabywanie dóbr przez Kubańczyków wpłyną znacząco na co najmniej dwa zagadnienia. Po pierwsze, uderzą w kwitnący dotychczas czarny rynek. Nie wyeliminują go wprawdzie całkowicie, ale z pewnością ograniczą jego rozmiar. Pozwolą także kontrolować wewnętrzny obrót mieniem znacznej wartości. Po drugie, dzięki pobieranym opłatom państwo zyska dodatkowe źródło dochodu do swego budżetu.

Tymczasem zdaniem ekspertów, wprowadzane ostrożnie reformy będą miały prawdopodobnie dalekosiężne skutki. Liberalizacja rynku nieruchomości może spowodować uwolnienie miliardów dolarów, jakie przez lata zgromadziły się w budynkach. Szczególnie zyskały na wartości te położone blisko wybrzeża i kurortów wypoczynkowych. Nie jest tajemnicą, że przychylnym okiem spoglądają w tym kierunku zagraniczne firmy z branży turystycznej. Kapitał pochodzący ze sprzedaży może być poza tym impulsem, który nada przyspieszenia całej gospodarce. Ułatwi zakładanie własnej działalności, do czego zachęcają władze w Hawanie.  W ramach ograniczenia wydatków administracja państwowa zwolni bowiem docelowo blisko 500 tys. osób. Jednocześnie poszerzono listę zawodów, jakie można wykonywać na zasadach samo zatrudnienia. Obecnie liczy ona blisko 180 specjalności w różnych dziedzinach. Wedle szacunków, z tej formy zatrudnienia skorzystało dotychczas około 338 tys. Kubańczyków.

Spoglądając na rodzaj wprowadzanych od pewnego czasu reform, coraz bardziej prawdopodobne wydaje się podążanie Kuby drogą obraną przez inne państwa o socjalistycznym ustroju. Aby przetrwać w zmieniającej się rzeczywistości musiały one modernizować swój ustrój. Najbliższym wydaje się być model zastosowany przez rząd w Wietnamie. Wdrożona tam w 1986 r. tzw. „polityka odnowy” (doi moi), spowodowała przeobrażenia w sferze gospodarczej i politycznej. Stopniowe odejście od gospodarki centralnie sterowanej zaowocowało stworzeniem podstaw dla wolnego rynku, restrukturyzacją państwowych przedsiębiorstw, reformą rolnictwa i otwarciem na współpracę z kapitałem zagranicznym. Dzięki temu w krótki czasie nastąpił napływ inwestycji i przyspieszony rozwój całego kraju. Uchwalono także nową konstytucję, która wprawdzie zachowała dominującą pozycję dotychczasowej władzy, ale i sformalizowała uregulowania o charakterze kapitalistycznym. Jeśli w gronach decyzyjnych kubańskiego establishmentu utrzyma się podobna linia i nadal będą wprowadzane proreformatorskie rozwiązania zaczerpnięte z Południowo-Wschodniej Azji, to być może w perspektywie kilku-kilkunastu lat sytuacja na Kubie ulegnie podobnej przemianie. A może to zbyt optymistyczne założenie? Nie można bowiem zapomnieć o braku swobód obywatelskich, który dotyka Kubańczyków, a wielu zmusza ostatecznie do emigracji. W każdym bądź razie, na pewno warto śledzić bieg wydarzeń na karaibskiej wyspie i przyglądać się bacznie zachodzącym tam zmianom.

Mateusz Doliński