Szczyt Parnerstwa Wschodniego – inne spojrzenie

Polska, Unia Europejska, UE (Źródło: mojregion.eu)Szczyt Partnerstwa Wschodniego w Polsce zakończony umiarkowanym sukcesem. Tak w kilku słowach można by ocenić efekty tego spotkania. Większości problemów nie rozwiązano, ale nie taki był cel tego wydarzenia. Ocenianie szczytu bez wzięcia pod uwagi kontekstu międzynarodowego (wydarzenia w Afryce Północnej, kryzys w strefie euro) byłoby niesprawiedliwe.

Niepodpisana deklaracja
Nikogo nie powinno zaskoczyć, że państwa spoza UE uczestniczące w PW nie podpisały deklaracji potępiającej Białoruś – tak mniej więcej zaraz po szczycie komentował rzecznik polskiego MSZ, Marcin Bosacki. Sensacją – i to niebywałą – byłoby, gdyby te państwa taki dokument podpisały.

PW jest wszakże projektem mającym na celu przybliżenie jego uczestników do wartości europejskich takich jak demokracja i wolny rynek. Problemem programu jest niski budżet (600 milionów euro na lata 2010-2013), ale wiadomo, że nikt pieniędzmi od Unii nie pogardzi.

Po co jednak Janukowyczowi, Allijewowi oraz Saakazwilemu potępianie Białorusi?

Ilham Allijew
:

„Wybory prezydenckie w Azerbejdżanie, w których zwyciężył dotychczasowy prezydent Ilham Alijew, nie spełniły wymogów wyborów „pluralistycznych i demokratycznych” – stwierdzili obserwatorzy OBWE.

Jednocześnie odnotowali „znaczący postęp” – według nich władze starały się stworzyć kandydatom sprawiedliwsze warunki. Jednak „w dniu wyborów zauważono pewne braki, szczególnie w trakcie kluczowej fazy liczenia głosów i robienia zestawień”.”
PAP

Warto dodać, że do bojkotu wyborów wzywała opozycja. Azerski prezydent ma jednak coś, czego nie mają Europejczycy – surowce. Powoduje to, że – pomimo ewidentnych braków – może liczyć na współpracę z Unią Europejską oraz Stanami Zjednoczonymi.

Wiktor Janukowycz co prawda z OBWE nie ma problemów – wszelkie międzynarodowe organizacje monitorujące ukraińskie wybory prezydenckie uznały je za uczciwe, aczkolwiek Unia Europejska bardzo mocno stawia się za Julią Tymoszenką. Stąd m.in. wizyta Aleksandra Kwaśniewskiego w tym kraju. Ciekawie zarzut sformułował na konferencji prasowej Herman von Rompuy – chodzi o relatywne wykorzystanie prawa – tzn. Unia ma żal do Janukowycza, że w jego kraju raz stosuje się prawo (gdy chodzi o liderkę opozycji), a raz nie (gdy chodzi o swoich urzędników). Prezydent Ukrainy, popierając taką deklarację, sam kręciłby na siebie bicz, dodatkowo zrażając do siebie sąsiada.

Saakaszwili też nie mógł podpisać. Białoruś nie uznała Abchazji i Osetii Południowej, pomimo nacisków ze strony Moskwy. Kontakty na linii Mińsk-Tbilisi są całkiem niezłe. Ponadto Saakaszwili ma podobny problem jak Janukowycz – opozycja stawia mu bardzo mocne zarzuty niedemokratycznego sposobu rządzenia.

Kwestie braku poparcia Armenii i Mołdawii można różnie uzasadnić – na pewno jednak nie było w ich interesie wyłamywanie się na szczycie.

Biorąc pod uwagę powyższe – trudno uznać niepodpisanie takiej deklaracji za porażkę Unii Europejskiej.

Unia Europejska wobec Białorusi
Przy organizacji szczytu wystąpiła pewna niedogodność organizacyjna. Pomimo krytyki jaka spadła na Mińsk po ubiegłorocznych „wyborach” prezydenckich, nikt tego kraju z PW nie usunął, ale za to prezydent Łukaszenka otrzymał zakaz wjazdu. Jako iż na szczyt zaproszeni byli głownie szefowie państw lub rządów – należy uznać to za dość istotny problem. Rozwiązano go w ten sposób, iż pojawić miał się minister spraw zagranicznych, a ostatecznie – ambasador Białorusi w Warszawie. Nie odpaliło to jednak na szczycie, gdyż białoruski ambasador nie uczestniczył w obradach drugiego dnia uznając, iż takie traktowanie dyskryminuje jego państwo. Co ciekawe, Białorusini w samym przygotowaniu do szczytu uczestniczyli.

„Pakiet Tuska” na około 10 miliardów dolarów pokazuje, iż Unia Europejska nie chce problemów w swoim najbliższym sąsiedztwie. Plusem polskiej dyplomacji jest to, iż jakkolwiek by nie oceniać Partnerstwa, Unia w tym przypadku myśli „po polsku” i widać porozumienie na linii Warszawa-Berlin. Donald Tusk, proponując pakiet w obecności przewodniczącego Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, mówił przecież bardziej jako przedstawiciel unijnej prezydencji niż premier Polski.

W praktyce Unia ma dwie możliwości wpływania na Mińsk – może próbować wykończyć gospodarczo Białoruś i wyizolować politycznie, co jednak ma małe szanse powodzenia albo przekupić dyktatora według modelu afrykańskiego. Wyjdą opozycjoniści, rozpoczniecie rozmowy i przeprowadzicie wybory – będą pieniądze od międzynarodowych instytucji. Łukaszenka pójdzie na taki układ, jeżeli będzie wiedział, że nie ma innego wyjścia, a mówiąc konkretnie – Chińczycy, a jeśli nie oni to Rosjanie, nie będą mieli dla niego lepszej oferty, gdy będzie stał po ścianą. Pekin i Moskwa nie będą przecież się go pytać o prawa człowieka i zasady demokratycznego państwa prawa. Już raz Moskwa przelicytowała ofertę europejską – przy okazji wyborów prezydenckich.

Taki model jest dużo lepszy dla mieszkańców Białorusi niż alternatywa o której pisałem – liczenie na upadek gospodarczy Białorusi i przejęcie władzy przez opozycję według zasady – im gorzej (na Białorusi) tym lepiej (dla interesów europejskich). Słuszne pytanie stawia w tym temacie Piotr Maciążek – Łukaszenka odejdzie, ale co dalej? Wracając do samej oferty – nietrudno domyśleć się jaka będzie riposta prezydenta Łukaszenki – mamy wolne wybory, w więzieniach siedzą tylko kryminaliści, a rozmawiać z opozycją nie ma o czym…

W każdym razie – niebawem się okaże czy próba UE ma szanse powodzenia – będzie to zależeć od sytuacji gospodarczej Białorusi i możliwości, jakimi będzie dysponował prezydent Łukaszenka.

Umowy stowarzyszeniowe
Tymczasem na horyzoncie pojawia się dobra wiadomość – „niebiescy”, a także wspierający ich oligarchowie, są bardziej proeuropejscy niż proukraińska jest Unia Europejska. Rozmowy o umowie stowarzyszeniowej – a jest to krok w kierunku integracji i akcesji – powinny się zakończyć do końca roku. Byłby to sukces polskiej prezydencji, która w swoich celach bała się zadeklarować takiego celu. Oczywiście – pozostaje kwestia ratyfikacji tego dokumentu w parlamencie ukraińskim (Rosja nie będzie zadowolona, zwłaszcza w perspektywie propozycji wstąpienia dla Kijowa do unii celnej), a także ze „strony europejskiej” (mocne naciski w/s Tymoszenko).

Jak zauważył premier Węgier, Wiktor Orban – Polska odczuwa potrzebę realizacji misji rozszerzenia Unii na wschód. Wynika ona jednak z czystego pragmatyzmu – im bliżej Polska centrum Europy tym lepszą pozycję zajmujemy – przesuwając unijne granice na wschód przesuwamy również centrum w naszą stronę. Również „po naszej myśli” jest walka o ułatwienia wizowe, a nawet ich zniesienie wobec państw PW, jak również rozpoczęcie rozmów stowarzyszeniowych z Mołdawią i Gruzją. Szczyt zakończył się bez fajerwerków, ale jego postanowienia to nasz umiarkowany sukces.

Trzeba pamiętać o tym, że dla Unii Europejskiej, pogrążonej w wielkim kryzysie strefy euro, są teraz ważniejsze kwestie niż integracja europejska, jednakże nie oznacza to, iż Warszawa nie może prowadzić swojej polityki Zamiast milowych kroków, będą one stawiane powoli, ale w dobrym kierunku – aż do końca kryzysu.