Grecja: między młotem, a kowadłem

Ostrzeżenie o nadchodzących ciężkich dla Grecji czasach, które Georios Papandreu, jako nowy premier skierował do narodu po wygranych wyborach w 2009, dziś stało się samospełniającą obietnicą. Sytuacja, w której znajduje się grecki rząd, zmuszony z jednej strony do podejmowania stanowczych cięć, z drugiej do studzenia nastrojów wśród własnych obywateli, jest nie do pozazdroszczenia.

Jaka przyszłość czeka Grecję? (Źródło: qern.org)
Jaka przyszłość czeka Grecję? (Źródło: qern.org)

Podczas gdy premier i grono doradców negocjują z tzw. trojką warunki otrzymania kolejnych transzy pakietów pomocowych, coraz to nowe grupy społeczne protestują przeciwko niezbędnym oszczędnościom. Skala reprezentowanej przez Greków buntowniczej postawy nie przestaje dziwić – wydawać by się mogło, iż realna groźba bankructwa państwa istotnie przemawia za koniecznością zaciskania pasa, czego jednak żyjący od wielu lat ponad stan mieszkańcy Półwyspu Bałkańskiego nie chcą przyjąć do wiadomości.

Pytanie, co powoduje taki stan rzeczy pozostaje otwarte. Informacje o kolejnych demonstracjach w czasach, podczas gdy ważą się losy już nie tylko Grecji, ale także całej unii walutowej, budzą nieodparte wrażenie, iż żadna z demonstrujących osób nie czuje się choćby pośrednio odpowiedzialna za sytuacje swojego kraju. Wprowadzane cięcia budżetowe nie są postrzegane jako posunięcia konieczne do utrzymania państwa na powierzchni, lecz jako krzywdzące działania celowo wymierzone w jego obywateli. Od początku roku 2010 w Grecji w protestach brał już udział niemalże każdy, poczynając na pracownikach sektora publicznego, przez sektor prywatny, po studentów i emerytów.Do kolejnego strajku pracowników sektora publicznego, zorganizowanego w zeszłym tygodniu, przyłączyli się kontrolerzy lotów, paraliżując prace wszystkich portów lotniczych w Grecji na 24 godziny.

Trudno postawić jednoznaczna diagnozę skąd w Grekach bierze się taka postawa. Niezadowolenie ludzi w sytuacji, gdy odbiera się im przywileje jest oczywiście zrozumiałe, lecz tylko do pewnego stopnia i nie wtedy, gdy stoją oni na krawędzi finansowej katastrofy. Niemniej, w niemalże każdej analizie poświęconej problemom Grecji znajdziemy przykłady codziennej praktyki krętactwa, wśród których nieodprowadzanie podatków za posiadany basen, czy pobieranie emerytur za zmarłych seniorów wydaje się być niewielkimi grzeszkami. Szybko można dojść do wniosku, iż kraj igrzysk olimpijskich cwaniactwo uczynił swym sportem narodowym. Panujące normy społeczne miast piętnować oszustów, stygmatyzują uczciwie płacących podatki. Praworządny obywatel, postrzegany jest tu jako człowiek życiowo niezaradny lub zwyczajnie głupi.

Istnieje teoria, iż wszechobecne cwaniactwo wynika z poczucia opresyjności. Według niej naród Grecki wykształcił takowe pod wpływem panowania Imperium Otomańskiego, systematycznie od tego czasu utrwalane poprzez burzliwe losy kraju. Hipoteza, choć sama w sobie jest ciekawa próbą wyjaśnienia rzeczywistości, jest również strzałem na oślep – biorąc pod uwagę fakt, iż czasy panowania Osmanów skończyły się prawie dwa stulecia temu.

Bez względu na przyczyny, dość oczywiste wydaje się, iż podobnych problemów być może udałoby się uniknąć, gdyby nie podjęta w 2002 roku decyzja o przystąpieniu do strefy Euro. Choć wprowadzenie wspólnej waluty wydawało się ważnym krokiem na przód, już wtedy pojawiły się niezgodności mogące świadczyć o niespełnieniu przez Grecję warunków konwergencji.  Niestety, nie przykuły one niczyjej uwagi w odpowiednim ku temu czasie, w związku z czym zapadła, jak miało się później okazać, brzemienna w skutki decyzja polityczna o przystąpieniu do unii walutowej. I tak niemożliwe okazało się możliwym – wielki krok na przód stał się wielkim krokiem wstecz, grecka gospodarka nie wytrzymała konkurencyjności wspólnego rynku, według niektórych źródeł kurcząc się o 30%, w dłuższej perspektywie doprowadzając do poważnego kryzysu finansowego.

Mimo, iż lwią część problemów Grecy zafundowali sobie na własne życzenie i to nie jest do końca prawdą. Praktyczne bankructwo Grecji, oraz kłopoty kolejnych państw zagrożonych greckim scenariuszem wykazały wielkie ułomności strefy Euro. Wielka dawka zaufania, jaką obdarzono kraje członkowskie, pozostawiając im kompetencje w ramach prowadzenia polityki fiskalnej, okazała się wielką pomyłką – póki co, jedynie w przypadku Grecji – choć pesymiści prognozują, iż w najbliższej przyszłości do grona bankrutów dołącza Włochy, a nie wykluczone że i inne kraje.

Nie ulega wątpliwości, iż Grecję czekają poważne reformy strukturalne i społeczne – choć w osiągnięcie wyjątkowych efektów prawie nikt już dziś nie wierzy. Wiara w słuszność utrzymywania bankruta staje się coraz trudniejsza po ostatniej deklaracji greckiego ministerstwa finansów, iż mimo poczynionych oszczędności wiadomo, że Grecja nie osiągnie założonej redukcji deficytu na lata 2011 – 2012, a gospodarka kraju kurczy się szybciej niż przewidywano. Wobec tego należy postawić pytanie o sens przyjętego w zeszłym tygodniu planu oszczędnościowego, od którego trojka uzależnia kolejne transze pakietu ratunkowego.

Choć dziś wystąpienie Grecji ze strefy Euro niezaprzeczalnie podważyło by sens jej istnienia, być może przyjdzie taki czas, kiedy koszty utrzymywania niefrasobliwych Greków przewyższą koszt utraty wiarygodności waluty. Jedno wydaje się być w tym wypadku pewne – jeżeli greckiemu rządowi o swej skłonności do zmian nie uda się przekonać prywatnych inwestorów, przyszłość tego państwa bez Euro, czy z, nie maluje się w różowych barwach.