Zambia: ostatnia prosta przez wyborami

Jutro, 20 września 2011, Zambię czeka trudny test: jednocześnie przeprowadzone zostaną wybory prezydenckie, parlamentarne i samorządowe. Wybory będą sprawdzianem również dla rządzącego prezydenta Rupiah Bandy i kierowanego przez niego Ruchu na rzecz Wielopartyjnej Demokracji (Movement for Multiparty Democracy, MMD), który stoi u steru władzy od 20 lat.

Źródło: eueom.eu
Źródło: eueom.eu

W 1964 r. u progu niepodległości Zambia, ówcześnie brytyjska kolonia – Rodezja Północna, należała do najbogatszych państw Czarnego Kontynentu. Źródłem bogactwa było przede wszystkim wydobycie miedzi, którego wielkość plasowała Zambię w ścisłej światowej czołówce.Jednak nieudolna polityka gospodarcza pierwszego prezydenta kraju, Kennetha Kaundy, a zwłaszcza nieprzemyślana nacjonalizacja i złe zarządzanie doprowadziły kraj do zapaści gospodarczej, czemu sprzyjały również wahania cen miedzi na światowych rynkach, z którymi rząd nie potrafił sobie poradzić. Poza tym Lusaka nie potrafiła ułożyć sobie przyjaznych stosunków z sąsiadami – zarówno z RPA, jak i sąsiednimi (wtedy jeszcze) koloniami – Mozambikiem, Rodezją i Angolą. Sympatii na pewno nie mógł budzić fakt, że Zambia wspierała ruchy wyzwoleńcze w tych krajach. Napięte relacje odbijały się w negatywny sposób na gospodarce, ponieważ wzajemne sankcje oraz blokady granic w znaczący sposób pogarszały sytuacje ekonomiczną, transportową i energetyczną państwa. Narastający kryzys gospodarczy spowodował, że w 1991 r. Kaundę odsunięto od władzy, a rządy przejęła opozycja. Wybory wygrał Ruch na rzecz Wielopartyjnej Demokracji, a prezydentem został Frederick Chiluba. Pomoc międzynarodowa, inwestycje zagraniczne (zwłaszcza chińskie) i refomy doprowadziły do ożywienia gospodarczego, zwłaszcza po 2000 r.

Afrykański kolos na glinianych nogach

W ciągu ostanich 5 lat Zambia notowała wzrost na poziomie 6% rocznie, a w tym roku przewiduje się, że wskaźnik ten sięgnie nawet 7% (dla porównania wzrost PKB w RPA ma wynieść 3,8%). Niestety, chociaż w 2010 Bank Światowy zaliczył Zambię do najszybciej reformujących się gospodarek świata, to zarówno to określenie, jak imponujące wskaźniki pozostają tylko na papierze. Około 2/3 ludności Zambii, zwłaszcza drobni rolnicy, żyje za mniej niż 2 USD dziennie.Średnia długość życia wynosi 47,3 roku (dla porównania w RPA to 52 lata). Śmiertelność wśród dzieci poniżej 5 roku życia wynosi 148 na 1000 żywych urodzin (w RPA ten wskaźnik kształtuje się na poziomie 67 zgonów na 1000 żywych urodzeń). W rankingu Human Development Index Zambia sklasyfikowana jest na 150. miejscu na 169 państw ujętych w badaniu. Przeciętny Zambijczyk nie odczuwa zatem, że jego sytuacja materialna uległa polepszeniu, a niezadowolenie wyrażają szczególnie młodzi zamieszkujący miasta i pozostający bez pracy. Co mają im do zaproponowania kandydaci na urząd prezydenta?

Król Kobra

Jak dotąd wyniki sondaży są bardzo niejednoznaczne i nie dają wyraźnej przewagi żadnemu z dwóch kandydatów (startuje ich dziesięciu), którzy liczą się w wyborczym wyścigu. Pierwszym z nich jest urzędujący prezydent Rupiah Banda, a drugim – Michael Sata, lider opozycyjnego Frontu Patriotycznego (Patriotic Front, FP). Sata obiecuje Zambijczykom to, co chcą usłyszeć – „więcej miejsc pracy, mniej podatków iwięcej pieniędzy w kieszeniach ” („more jobs, less taxes and more money in your pockets”).W porównaniu do rywala Sata, nazywany „Królem Kobrą”, wyróżnia się charyzmą i zdolnościami oratorskimi. Nie mówi, jednak nic o tym, jak chce zrealizować swoje obietnice wyborcze, a polityczny życiorys sprawia, że Sata postrzegany jest, również przez biznesmenów i zagranicznych inwestorów, jako polityk nieprzewidywalny. Był członkiem Zjednoczonej Narodowej Partii Niepodległości (United National Independence Party, UNIP) za czasów prezydenta Kuandy. Ukoronowaniem jego partyjnej kariery było objecie w 1985 r. funkcji gubernatora Lusaki. Dał się poznać jako sprawny zarządca, co pozwoliło mu uzyskac mandat w parlamencie. Początkowo był bardzo bliskim współpracownikiem prezydenta Kuandy, ale szybko rozczarował się jego dyktatorskim stylem rządzenia. W 1991 r. dołączył do Ruchu na rzecz Wielopartyjnej Demokracji. Za czasów prezydenta Chiluby stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zambijskich polityków, kierując różnymi ministerstwami. Kiedy w 2001 prezydent Chiluba mianował Leviego Mwanawasę kandydatem Ruchu w wyborach prezydenckich, Sata opuścił partię i utworzył własną formację polityczną – Front Patriotyczny. Odnosił porażki w wyborach kolejno w 2001, 2006 i 2008 r. Niepokój mogą budzić poglądy, który głosił w kolejnych kampaniach. Oskarżał rządzących rywali o „sprzedanie” państwa zagranicznym inwestorom, negatywnie odnosząc się zwłaszcza do Chińczyków, którzy jego zdaniem „eksploatują” gospodarczo Zambię. Na brak sympatii ze strony Pekinu zasłużył sobie również określaniem Tajwanu i Hongkongu niepodległymi państwami, na co Chińczycy są wręcz uczuleni, dlatego zagrozili w 2006 r. zerwaniem stosunków dyplomatycznych, gdyby Sata wygrał wybory. Należy zaznaczyć, że ostatnio jego antychińska retoryka złagodniała, bo być może sam zrozumiał, że odpływ chińskiej gotówki byłby dla Zambii tragiczny w skutkach.

Pomimo niejasnego programu wyborczego Michaela Saty trudna sytuacja ekonomiczna przeciętnego Zambijczyka może przyczynić się do porażki urzedującego prezydenta Bandy. Elektorat Bandy stanowi wiejska biedota, która korzysta z dużych subsydiów państwa na zakup nawozów i nasion, oraz coraz prężniej wykształcająca się klasa średnia, która obawia się populistycznego Saty w fotelu prezydenta. Czy jednak którykolwiek z dwóch pretendentów do najwyższego urzędu w państwie przyniesie zasadniczą zmianę w Zambii? Wątpliwe, ponieważ różnice między nimi ograniczają się jedynie do sfery retoryki, a obaj są raczej politykami status quo niż zmiany.