Przesuwanie pionków w Libii

Libia: rebelianci przejęli Trypolis (newsobserver.com)
Libia: rebelianci przejęli Trypolis (newsobserver.com)

Premiera Wielkiej Brytanii, Dawida Camerona, a także prezydenta Francji, Nicolasa Sarkozy’ego przywitano w Trypolisie entuzjastycznie. Sarkozy mógł wyczytać „merci”, a Cameron „thank you”. Jednocześnie obaj otrzymali zapewnienie o wdzięczności narodu libijskiego od przewodniczącego Narodowej Rady Libijskiej (używam sformułowania zaczerpniętego z polskich mediów – angielska wersja to National Transition Council) Mustafy Abdula Jalila. Siły Kaddafiego się jeszcze bronią, ale straciły kontrolę nad państwem po ponad półrocznej wojnie domowej.

Bohaterscy opozycjoniści?
Sama osoba Mustafy Abdula Jalila pokazuje, że moralność w polityce jest jedynie narzędziem. Przypomnijmy, że uzasadnieniem dla interwencji w Libii było zabijanie cywilów przez reżim pułkownka Kaddafiego. Kontekstem zaś: Arabska Wiosna (chociaż właściwie to mamy już prawie jesień, a całość zaczęła się w zimę) Ludów. Około lutego Kaddafi wyczuł, że znajduje się w poważnych opałach. Próbował nawet wspierać – jako jeden z ostatnich – sądzonego obecnie w Kairze Hosniego Mubaraka. Sam – po obaleniu Ben Alego w Tunezji i wydarzeniach na kairskim Placu Tahrir – stał się celem. Zdecydował się na krwawe stłumienie swoich przeciwników, niewątpliwie łamiąc prawa człowieka i zabijając niewinnych ludzi. Równocześnie część jego najbliższych współpracowników zaczęła się od niego odwracać – w tym Mustafa Abdul Jalil, minister sprawiedliwości w latach 2007-2011. Obecny przyjaciel Sarkozego i Camerona, który stanął na czele opozycji w Benghazi.

Pytane brzmi, czy przyjmując optykę zaproponowaną przez Francuzów i Brytyjczyków, Jalil jest kryształowym opozycjonistą? Trudno wszakże przypuszczać, aby pełniący swoją funkcję przez 4 lata Jalil przez 4 lata był libijskim Konradem Wallenrodem, walczącym z reżimem od środka na stanowisku, na którym odpowiada się m.in. za prowadzenie procesów … opozycji. Naturalnie, teraz pojawiają się już informacje o heroizmie Jalila z lat 2007-2011, jednak trzeba dużo dobrej woli, aby uznać ich pojawienie się za przypadkowe. Identycznie jak nikt przesadnie nie nagłaśnia raportu Amnesty International, w którym owszem, podkreśla się zbrodnie reżimu Kaddafiego, ale zauważa, iż opozycjoniści również częstokroć nie byli zainteresowani przestrzeganiem praw człowieka.

Tu właśnie obserwujemy przestawianie pionków. Libia, ze względu na swoje położenie oraz zasoby surowców naturalnych, była, jest i będzie łakomym kąskiem dla państw. Nowe libijskie władze – podobnie jak w Iraku – będą dzielić swoje zasoby i tym, którzy zasłużyli (a niektórzy twierdzą, że w tym gronie znajduje się też Polska) otrzymają swój kawałek tortu. Jalilowi i jego ludziom w rządzeniu bardzo pomogą miliardy dolarów zgromadzone przez Kaddafiego i spółkę na zagranicznych kontach, zamrożonych na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Czy to gra o zasady? Nie, to gra o pieniądze i interesy. Nadarzyła się okazja, aby Kaddafiego pozbawić władzy, to ją wykorzystano.

Jak przesunąć pionki przy aprobacie społeczeństwa?
Do przesunięcia opozycji do władzy potrzebnych było spełnienie kilku warunków. Trzeba pamiętać o tym, że europejscy i amerykańscy politycy – w przeciwieństwie do np. rosyjskich czy chińskich – są ograniczeni opinią własnego społeczeństwa. Dlatego nikomu nie spieszyło się do inwazji lądowej, niepopularnej „formy” od czasów Iraku i Afganistanu. Obecne społeczeństwa potrzebują nie tyle wiary w to, że interwencja jest w interesie ich państwa, ale także tego, aby była ona w „słusznej sprawie”. Politycy za „słuszną sprawę” mogą uznać ropę czy gaz, ale dla przeciętnego mieszkańca „Zachodu” będzie to opowiedzenie się za słabszym, gnębionym przez totalitarnego potwora, który nie przestrzega żadnych zasad i w przeciwieństwie do nas – naturalnie – nie dysponuje kręgosłupem moralnym. Dlatego w miesiąc zmienił się cały PR Muammara Kaddafiego i jego syna, Saifa, przedstawiając ich jako bezwzględnych zabójców (którymi w sumie są), a gloryfikując opozycję z Benghazi (zapominając o tym, że w części to byli pomocnicy Kaddafiego).

Później wiadomo – należało się postawić w obronie słabszego i pokrzywdzonego, zanim przegra. Warte podkreślenia jest, iż „Świt Odysei” ruszył niemal w ostatniej chwili, gdy ten „niepopierany i niepopularny” Kaddafi już prawie zgładził rebeliantów. NATO, a głównie Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi uratowali opozycję, a potem wyposażyli ich w broń, przeszkoli wywiadowczo i wojskowo, a także wysyłali swoje służby specjalne do wspomagania operacji opozycjonistów. Inaczej nie mieliby żadnych szans na zwycięstwo. Najlepsze (a może typowe?) jest w tym, jak notorycznie ignorowano prawo międzynarodowe – według doniesień prasowych broń dla reżimu – przez pośrednictwo Algierczyków – sprzedawali m.in. Chińczycy.

A to oznacza, że embargo na broń do Libii, uchwalone przecież przez Radę Bezpieczeństwa, łamały – i to w dwie strony – państwa głosujące za jego przyjęciem.

Międzynarodowe szachy zawsze wymagają strategii, a bardzo często również ignorowania lub łamania obowiązujących norm prawnych. Każdy przecież chce wygrać swoją partię i nie liczy się styl, lecz wynik.

Patryk Gorgol