Kryzys zachodniego uniwersalizmu

Przez ostatnie lata, wśród wielu intelektualistów dominował pogląd o tworzeniu się cywilizacji uniwersalnej w oparciu o zasady będące fundamentem cywilizacji zachodniej. Demokracja liberalna, pluralizm, indywidualizm czy prawa człowieka miały być wartościami powszechnie pożądanymi i uznawanymi za słuszne. Sama idea cywilizacji uniwersalnej miała służyć jako legitymizacja dla promowania zachodnich wartości na świecie, często sprzecznymi z tymi wartościami metodami.

Zakładano kulturowe i ekonomiczne jednoczenie się ludzkości, akceptację wspólnych wartości, zwyczajów. Aksjomatem było to,  że kapitał nie ma ojczyzny ani narodowości, że żyjemy w świecie bez granic, w świecie coraz bardziej zglobalizowanym. W XXI wieku obserwować mieliśmy proces, polegający na konwergencji kultur. Tak się jednak nie stało.

Druga, znacznie groźniejsza fala kryzysu ekonomicznego, mająca swe źródło w pozbawionym podstaw przekonaniu o słuszności rozwiązań proponowanych przez ekonomistów i polityków – zwolenników ekonomii Keynesa, pokazała hipokryzję i słabość Zachodu. Kryzysy: ekonomiczny, społeczny, demograficzny mimowolnie prowadzą do refleksji nad źródłem wyższości i pychy państw cywilizacji zachodniej.

Europa popadła w pułapkę, odcinając się od swojej tradycji, historii, a także od wartości, które warunkowały specyficzny jak na skalę świata i historii ustrój państwa, a także pozycję jednostki wobec państwa. Degrengoladę tych wartości pokazuje chociażby zmiana w definiowaniu człowieka. W XVI wieku, pod wpływem humanizmu oraz racjonalizmu, człowieka definiowano jako humanistę, silnie akcentowano „człowieczeństwo”. Humanista wcale nie był człowiekiem, który nie rozumiał matematyki, lecz był osobą, która znała języki obce, kulturę antyczną, posiadał szerokie spectrum zainteresowań, od prawa, sztuki, filozofii, po ekonomię czy astronomię. W XVI wieku byliśmy więc humanistami, racjonalistami. W XIX wieku starano się definiować człowieka jako jednostkę, akcentowano silny indywidualizm. Miało to sens w walce z absolutyzmem i despotyzmem monarchii. W XXI wieku jesteśmy po prostu podmiotami. Podmiotami praw, podmiotami gospodarczymi. Ustała dyskusja o wartościach czy godności.

Potęga uniwersalizmu

Cywilizacja zachodnia przeżywała dwa szczyty potęgi: najpierw jako Europa w XIX wieku, a później jako Stany Zjednoczone w XX wieku. Dlatego też, między innymi ustami Francisa Fukuyamy, Zachód doszedł wniosku, że jego forma społeczeństwa i państwa (czyli demokracja liberalna) są najwyższymi osiągnięciami rodzaju ludzkiego i najdoskonalszym modelem. Każde państwo, każda cywilizacja powinna dążyć do demokracji liberalnej. Samo założenie, że osiągnęliśmy apogeum, szczyt, znaleźliśmy optymalny model i formę państwa, świadczy o słabości, o końcu rozwoju, o braku innowacyjności. Zapewne Henri Bergson zdefiniowałby ten stan jako wygaśnięcie elan vital, siły życiowej, która popycha wszystkie istoty do rozwoju.

Podobny ogląd posiadał już w 1961 roku Carrol Quigley, który przesłanki rozwoju cywilizacji upatrywał w posiadaniu „ instrumentu ekspansji”, czyli organizacji, platformy militarnej, edukacyjnej, społecznej, czy też technologicznej, która jest w stanie akumulować wytwarzane nadwyżki i wykorzystywać je w celach innowacyjnych, po to aby uzyskać przewagę nad innymi. Stany Zjednoczone nadal posiadają, choć słabnące, instrumenty ekspansji, zarówno polityczne, jak i militarne czy edukacyjne. Natomiast Europa, poprzez wprowadzenie modelu państwa dobrobytu (welfare state) nie tylko krótkowzrocznie konsumowała wytwarzane nadwyżki, podnosząc przez to (krótkofalowo ) stopień zamożności obywateli, ale także zadłużała się u państw należących do innych cywilizacji, stwarzając przez to instrumenty nacisku dla tych państw, które posiadają, inne, często sprzeczne interesy. Warunkuje to radykalne zmniejszenie innowacyjności Europy.  Co gorsza, obecne pokolenie obarcza kosztami życia na kredyt pokolenia przyszłe.

Trywializacja kultury zachodniej

Z zachodnim konsumpcjonizmem i kulturą masową wiąże się argument, że wraz z nimi rozpowszechniają się na cały świat wartości kultury zachodniej, a biorąc pod uwagę skalę globalizmu i westernizację, można obwieścić tryumf kultury zachodniej i utworzenie cywilizacji uniwersalnej. Rację miał Samuel Huntington, który twierdził, że w ten sposób trywializujemy tylko kulturę Zachodu. Jej fundamentem bowiem jest Wielka Karta Swobód, a nie wielki złoty łuk, gdzie możemy kupić  hamburgery lub napić się coli. Azjaci mogą pić colę i zajadać się Big Macami, ale wraz z tym wcale nie przyswajają sobie zachodnich wartości.

Jose Ortega y Gasset fenomenu Europy i Zachodu upatrywał w wytworzeniu dwóch narzędzi – demokracji liberalnej i techniki – zapewniających niesamowitą wręcz ekspansję, czy to kulturową, demograficzną czy polityczną. Liczba Europejczyków od X do XV wieku utrzymywała się na poziomie 50-60mln. Natomiast po rewolucji industrialnej i rozwoju demokracji liberalnej, liczba ta, z 60mln w XVI wieku wzrosła do 500mln pod koniec XIX wieku. Pozwoliło to na niespotykaną w historii ekspansję Europy i zdobycie władzy nad prawie całym światem. Obecnie Europa posiada wielki deficyt młodych ludzi z wykształceniem technicznym, czym sama, na własne życzenie, nie tylko obniża innowacyjność gospodarki i konkurencyjność w stosunku do innych rynków, ale także niszczy jeden z czynników umożliwiających jej wielowiekową dominację i ekspansję.

Chińczycy od połowy lat 80-tych XX wieku dostrzegli tę zależność i od tego momentu możemy obserwować olbrzymie inwestycje w edukację techniczną, techniczne stypendia zagraniczne czy rozwój uczelni technicznych. Przykładem może być raport ONZ z 2005, który wskazuje że Amerykanie mogą stracić pozycję światowego lidera w dziedzinie nauki: na 600tys i 350 tys chińskich i hinduskich absolwentów szkół technicznych przypada 70tys absolwentów amerykańskich.

Ponadto, Chiny podejmują wiele działań mających na celu osłabienia roli języka angielskiego jako języka międzynarodowego, a wraz ze wzrostem znaczenia i potęgi Chin, język mandaryński jest i będzie coraz częściej preferowany przy kontaktach z tym państwem.

Kultura: fundament potęgi

Największym jednak problemem cywilizacji zachodniej jest odcięcie się od  tradycji i od własnej kultury. Thomas Jefferson jednoznacznie zdefiniował wartości zachodu: wolność, indywidualizm, demokracja liberalna, własność, konstytucjonalizm. Europa, poprzez politykę multi-kulti promowała różnorodność i odcinała się od zachodnich wartości (ciekawe jak zamierzano połączyć chociażby silny kolektywizm czy hierarchizm wypływający z Koranu, czyli wartości będące fundamentem cywilizacji islamskiej, z wartościami przeciwstawnymi, czyli fundamentami cywilizacji zachodniej, takimi jak indywidualizm czy równość). Młodzi, zdolni, dynamiczni imigranci mogliby wprowadzić sporo innowacyjności, jednak Europa, poprzez rozbudowany system socjalny przyciągała najbiedniejszych i leniwych, a nie zdolnych. Co więcej, polityka multi-kulti, połączona z post-modernizmem doprowadziła do negacji fundamentów cywilizacji zachodniej wśród Europejczyków. Klęska tej polityki jest ostatnio bardzo dobrze widoczna, co przyznali i potwierdzili przywódcy europejscy.

Bardzo wielu zapomina, że historia jest najlepszą nauczycielką życia. Wiara w to, że zachodni model państwa i społeczeństwa jest najlepszy i najatrakcyjniejszy dla państw z innych kręgów cywilizacyjnych, jest naiwnością. Nasze wartości były atrakcyjne dopóty, dopóki  zapewniały dominację, potęgę i bogactwo. Dominacja Europy z końca XIX wieku już dawno przeminęła, a hegemonia Stanów Zjednoczonych datowana od zakończenia II wojny światowej jest coraz częściej negowana. Tak długa dominacja Europy czy też Stanów Zjednoczonych musiała oczywiście rozpowszechnić elementy zachodniej cywilizacji. Niemniej kultura zawsze podąża za władzą. Jeśli nadal chcemy wierzyć, że cywilizacja zachodnia może być cywilizacją uniwersalną, a nie-zachodnie państwa mają znowu ulegać wpływom zachodniej kultury, to musi nastąpić to w wyniku ekspansji ekonomicznej i demograficznej, co wydaje się być mało prawdopodobne.

Słabnące wpływy Europy na świecie, a także coraz częstsze negowanie hegemonii Stanów Zjednoczonych przez coraz potężniejsze i pewne siebie państwa azjatyckie, czy napędzane boomem demograficznym państwa islamskie, skłaniają raczej do odrzucenia uniwersalistycznych zapędów Zachodu. Nieobce naszej kulturze Realpolitik nakazuje raczej zabezpieczenie przewagi Zachodu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, wiodących pozycji w MFW czy Banku Światowym. Po dekadzie zaniedbań, konsumowania dobrobytu i życia na kredyt, Zachód powinien zabezpieczyć swoje interesy dostępnymi (jeszcze) narzędziami, chociażby z obawy o zbyt surową oceną historyczną naszej epoki przez europejskich potomków.