Jordania i Maroko w Radzie Współpracy Państw Zatokie Perskiej?

Bogate petromonarchie skupione w Radzie Współpracy Państw Zatokie Perskiej (GCC) zaprosiły do członkostwa Jordanię i Maroko. Biorąc pod uwagę sytuację w świecie arabskim – przemiany w kilku istotnych geopolitycznie państwach, napięcia społeczno-polityczne w innych – projekt budzi wiele pytań. Skąd ten pomysł w takim czasie? Kto na tym skorzysta? Jakie jest znaczenie poszerzenia GCC?

Takich i podobnych pytań jest wiele. Przedsięwzięcie na pierwszy rzut oka wydaje się mrzonką. Zarówno Jordania, jak i Maroko nie leżą nad Zatoką Perską i nie są istotnymi eksporterami ropy naftowej. Od 1981 roku organizacja funkcjonuje w tym samym składzie. Do ekskluzywnego klubu pretendował już Jemen, któremu najbliżej do GCC – zarówno geograficznie, jak i kulturowo czy społecznie. Niepewna sytuacja była jednak jednym z wielu czynników, który stawiał akcesję (planowaną na 2016 roku) pod znakiem zapytania, a obecna destabilizacja i chaos wewnętrzny w zasadzie ją przekreślają.

Umiesz liczyć, licz na siebie

Maroko, Jordania i kraje GCC wydają się podobne (pod względem religijnym i ustrojowym), ale są to tylko pozory. W istocie różnią się zasadniczo pod względem kultury i charakteru gospodarki. Chociaż są monarchami, to system monarchiczny jest inaczej zorganizowany. Co zatem może być motorem tak „egzotycznej” decyzji? Zdecydowanie wydarzenia ostatnich miesięcy w Bahrajnie i wzmożona aktywność Iranu w działaniach na rzecz destabilizacji w regionie Zatoki Perskiej.  Punktem zwrotnym mógło być odsunięcie od władzy Hosni Mubaraka i sytuacja, w której Stany Zjednoczone odwróciły się od jednego ze swoich najbliższych sojuszników. Decyzja o ekspansji, być może nieco odruchowa, może być manifestacją siły i jedności w bloku. Lepiej polegać na sobie niż szukać poparcia u niepewnych sojuszników. Maroko i Jordania są silnie uzaleznione od pomocy amerykańskiej – przyjęcie ich do GCC to próba ich „przejęcia”. Jordańska armia znacznie wzmocni potencjał militarny bloku. Nowi członkowie zasililiby organizację siłą roboczą, co mogłoby rozwiązać prpblemy na rynku pracy zarówno w Jordanii i Maroko (bezobocie), jak i w GCC, gdzie większość populacji (nawet kilkadziesiąt procent ludności!) stanowią migranci głownie z Azji Południowo-Wschodniej. Należy pamiętać, że nie podano mapy drogowej ani żadnych kokretnych dat związanych z rozszerzeniem. Nie określono również czy planuje się pełne członkostwo czy formę bliższej wspołpracy w określonych dziedzinach, tak jak ma to już miejsce w przypadku Jemenu czy Iraku. To wymaga, by póki co ocena dotyczyła bardziej wymiaru symbolicznego.

Niejasna przyszłość GCC

Na nowo odżyły dyskusje o tym, w którym kierunku ma podążać ugrupowanie, jakie są jego cele i przyszłość. GCC narodziło się jako przeciwwaga dla Iraku i wspólny sojusz przeciwko Iranowi. Stopniowo jednak organizacja ewoluowała od sojuszu na rzecz bezpieczeństwa do organizacji ekonomicznej. Ocena procesu integracji gospodarczej arabskiej „szóstki” jest jednak niejednoznaczna. Z jednej strony GCC (wzorując się do pewnego stopnia na modelu przyjętym w Unii Europejskiej) już w 2010 roku planowało przyjąć wspólną walutę. Przesięwzięcie zakończyło się jednak fiaskiem – Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie nie mogły dojść do porozumienia w prestiżowym sporze o siedzibę banku centralnego. W istocie żaden z wcześniejszych etapów  nie został doprowadzony do końca (np. do dziś państwa spierają się w sprawie unii celnej, ponieważ od wieków pobór ceł jest kompetencją monarchów i niejako symbolem ich suwerenności i władzy), więc na unię walutową jest stanowczo za wcześnie. Po 30 latach funkcjonowania organizacji trudno określić ją jednoznacznie jako sojusz bezpieczeństwa, organizację ekonomiczną czy polityczną. Świadczy to nie tyle o trudności w percepcji obserwatora zewnętrznego, ale o braku wspólnej tożsamości członków.

Rozszerzenie o Maroko i Jordanię pozwala przewidywać, że GCC zmierza w kierunku organizacji o charakterze politycznym. To nie jest negatywny trend, ale np. ważny dla Arabii Saudyjskiej Bahrajn nie będzie w centrum zainteresowania Maroko. W zróżnicowanym bloku trudno będzie wypracować wspólną politykę wobec nowych wyzwań regionalnych i niepewnej przyszłości.