Jak Saakaszwili wojnę przegrał…


Mijają już prawie 3 lata od wybuchu i zakończenia wojny rosyjsko-gruzińskiej. Był to nietypowy konflikt, bo zazwyczaj to słabszy unika starcia z silniejszym, a tymczasem prezydent Saakaszwili – także pod wpływem swoich doradców – stwierdził, że Gruzini sobie poradzą, rozkazem „przywrócenia konstytucyjnego porządku” przerwał status quo i rozpętała się wojna. Rosjanie błyskawicznie, choć w mało efektownym stylu, pokonali Gruzinów. Pamiętam, że te prawie 3 lata temu, kiedy zaczynałem swoją przygodę z pisaniem, oceniałem, że kulawy pokonał ślepego.

Interesujące światło na ten konflikt rzuca wywiad jednej z liderek opozycji, Niny Burdżanadze dla „Echa Moskwy”. Wcześniej związana z prezydentem Szewardnadze, potem jedna z bohaterek „Rewolucji Róż” (2003r), najbliższa współpracowniczka prezydenta Micheila Saakaszwilego, wieloletnia przewodnicząca parlamentu. Trzeba jednakże podkreślić, że Burdżanadze jest obecnie przeciwnikiem politycznym Saakaszwilego, dlatego jej krytyka, w dodatku w rosyjskich mediach, nie powinna być przyjmowana jako prawda objawiona. Sama Burdżanadze uważana jest za polityka prorosyjskiego.

W świecie racjonalnych polityków prezydent Saakaszwili robiłby wszystko, aby uniknąć konfliktu. Nie staje się do ringu z bokserem dwie kategorie wagowe cięższym, o podobnej szybkości. Gruzini nie mieli też żadnego genialnego planu taktycznego. A jednak Saakaszwili wydał rozkaz zbombardowania i zajęcia Cchinwali, gdzie przecież – poza rosyjskimi żołnierzami działającymi formalnie jako siły międzynarodowe – znajdowali się również cywile. Rosjanie momentalnie wyczuli swoją szansę na ostatecznie oderwanie Abchazji i Osetii Południowej od Gruzji i jednoczesne pokazanie, że stary niedźwiedź wcale nie śpi i panuje nad okolicą. Reakcja nieproporcjonalna, ale kto cokolwiek zrobi Moskwie? W tydzień okazało się, że Gruzini nie mają już lotnictwa, wojsko przegrało nie tylko w Abchazji i Osetii ale także na terytorium Gruzji „właściwej”. Na pomoc NATO nie ma co liczyć, a w imieniu UE z Rosjanami negocjował Nicolas Sarkozy tak, że Gruzini zakończyli ten konflikt na dużym minusie.

Zapraszam do moich starszych tekstów nt. konfliktu gruzińsko-rosyjskiego gdzie bardziej szczegółowo analizowałem przebieg konfliktu. Wracając do rewelacji Burdżanadze, wskazuje ona na postawę środowiska stojącego za Saakaszwilim, które było zwolennikiem szybkiego, zwycięskiego konfliktu (aż przypomina się wojna rosyjsko-japońska z początku XX wieku). Oczywiście, podkreślić trzeba, że otoczenie polityczne prezydenta Saakaszwilego ma bardzo podobne poglądy polityczne do niego – prozachodnie aspiracje związane z NATO i UE (żeby było śmieszniej – w dużej mierze przekreślone przez ten konflikt), nutka antyrosyjska w tle, a także przekonanie, podzielane przez społeczeństwo gruzińskie, że Abchazja i Osetia Południowa (a wcześniej Adżaria) to nieodłączne terytorium gruzińskie.

Do czego jednak zmierzam? Pamiętacie może Polskę z początku lat 90-tych? Czy ZSRR nie stosował wobec swoich satelitów taktyki „ufaj, ale bardzo dokładnie kontroluj”? Tak, Polska była bardzo dokładnie infiltrowana przez Rosjan po transformacji. To teraz wyobraźmy sobie Gruzję, byłą republikę radziecką, której prezydentem przez wiele lat był, były minister spraw zagranicznych ZSRR, Eduard Szewardnadze. Dla przykładu, ostatnio okazało się, że z rosyjskim wywiadem prawdopodobnie współpracował jeden z fotografów prezydenta. Rosyjski wywiad zawsze funkcjonował sprawnie i trudno się dziwić, że gruziński – a w latach 90-tych polski – kontrwywiad za nim nie nadąża.

Rosjanie zatem mieli doskonałe rozeznanie w nastrojach wśród ludzi Saakaszwilego, a być może – czego nie jestem w stanie udowodnić – sami nakłaniali go do ataku jednocześnie szykując kontratak. Nie zmienia to jednak jednego, podstawowego faktu:

Prezydent Micheil Saakaszwili w czasie napięcia na granicy, pod wpływem własnych ambicji, a także doradców, podjął fatalną dla swojego kraju decyzję. Polityka ocenia się wszakże po wyniku. W tym starciu to Rosjanie byli górą, przejmując ostatecznie „opiekę” nad republikami i odpychając Gruzję od NATO i UE. Zastanówmy się, czy ktoś z Sojuszu będzie chciał w najbliższym czasie ryzykować wojnę z Rosją z powodu ambicji Saakaszwilego oraz niepoprawnych ocen jego doradców?