Gruzja grała o Republiki, nie o niepodległość

Mój serdeczny kolega z IKN Dyplomacji i Prawa, Piotr Sosnowski, napisał polemikę wobec mojego ostatniego tekstu dotyczącego rewelacji Nino Burdżanadze na temat wojny rosyjsko-gruzińskiej. Uważam, że warto kontynuować tę dyskusję.

Na wstępie chciałem podkreślić, że mój tekst dotyczył samego nierozsądku Saakaszwilego, a mniej rozstrzygania o winie. Tym zajmowałem się w innym artykule – „Gruzja – winna czy niewinna?”. Pozwolę sobie zacytować jeden z fragmentów.

„Kto wywołał wojnę?
Ustaleniem przyczyn i przebiegu wojny zajmowała się specjalna komisja Unii Europejskiej pod przewodnictwem szwajcarskiej dyplomatki, Heidi Taglavini. Raport komisji został opublikowany 30 września 2009 roku. “Bombardowanie Cchinwali przez gruzińskie siły zbrojne w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 oznaczało początek zbrojnego konfliktu o dużej skali w Gruzji. Jednak chodziło tylko o kulminację długotrwałego wzrostu napięcia, prowokacji i incydentów” – napisano w dokumencie. Komisja stwierdziła, że Gruzja jest odpowiedzialna za wybuch wojny, czyli jest ona wynikiem decyzji Saakaszwilego. Autorzy podkreślili jednak, że Rosjanie świadomie destabilizowali sytuację w regionie m.in. wydając rosyjskie paszporty mieszkańcom Abchazji i Osetii Południowej oraz wspierając osetyjskich separatystów. Nie ulega wątpliwości, że wszelkie incydenty przygraniczne nie służą zachowaniu pokoju. Moskwa nie była zainteresowana rozwiązaniem konfliktu, a jego eskalacją.”

Przede wszystkim chciałbym przyjąć pewną zasadę – zarówno Rosjanie, jak i Gruzini mają interes w tym, aby przedstawiać siebie jako bohaterów i ofiary, a przeciwników jako nikczemników oraz agresorów. Dlatego proponuję opierać się na ustaleniach zachodnich, międzynarodowych organizacji, w szczególności NATO, UE i OBWE. Raport UE rozkłada winę i wydaje się obiektywny. Opowiada o prowokacjach Moskwy, ale podkreśla, że to Gruzja przerwała status quo i rozpoczęła działania wojenne. Gruzińska wersja mówi o tunelu Roki którym przybywali rosyjscy żołnierze jeszcze przed wydaniem rozkazu przez Saakaszwilego o ataku, szykując się na inwazję. Jest tylko jeden problem – ani UE, ani NATO, ani agencje wywiadowcze (np. CIA), ani OBWE tego nie potwierdzają. Nikt nie neguje tego, że na terytorium Osetii Południowej byli rosyjscy żołnierze, ale śladów i dowodów na szykowanie inwazji nie ma żadnych. Są za to dowody na to, że przez tunel przeszli 8 sierpnia o godzinie 11. Gdyby Rosjanie zareagowali dzień później, tunel mógłby być zablokowany i Saakaszwili mógłby wygrać wojnę, a wielu publicystów – w tym zapewne ja – uważałoby go za geniusza. Co nie zmienia faktu, że – zgodnie z prawem międzynarodowym – Rosjanie nie mieli prawa do użycia swoich sił na obcym terytorium. Manewry, owszem, odbyły się w lipcu, zarówno w wykonaniu Gruzji, jak i Rosji. Służyły, jak od lat, pokazowi siły. Nie widzę więc powodu, dla którego miałbym uznać poczynania Saakaszwilego za samoobronę, jednocześnie podkreślając, że działania Rosjan również ciężko za takową uznać. Na granicy wzajemnie strzelano do siebie od 1 sierpnia, ale status quo przerwano dopiero 7 sierpnia, gdy gruzińskie czołgi wkroczyły do Osetii Południowej. To był ten błąd Saakaszwilego, o którym tyle pisałem. Przeliczył się i jednocześnie usunął Moskwie wszelkie hamulce.

Gra o republiki
Rosji, co też podkreślała komisja UE badająca przyczyny wybuchu konfliktu, zależało na destabilizacji Kaukazu. Gruzja z kolei musiała połączyć swoje prozachodnie aspiracje z problemem swojej integralności terytorialnej. Jak łatwo można skalkulować, są to odmienne interesy. W celu destabilizacji Rosjanie wykorzystywali aspirację Osetyjczyków i Abchazów a dumni Gruzini snuli plany reintegracji.

W czasie wojny, o której przecież pisałem czasem dwa razy dziennie, spotykałem się z wieloma przychylnymi dla Saakaszwilemu opiniami. Jedni twierdzili, że to genialny plan zastąpienia wojsk rosyjskich nierosyjskimi wojskami ONZ w Cchinwali lub na granicy (co za niedorzeczność), inni, że Saakaszwili specjalnie odpuszcza republiki, aby szybciej zintegrować się z NATO i UE (po 3 latach można się z takiej koncepcji tylko zaśmiać). Narracja, wbrew temu co twierdzisz Piotrze, była bardzo progruzińska. Polskie media – od Michnika do Ziemkiewicza – były złączone solidarnością z Gruzinami. O ofiarach bombardowań rosyjskich napisano wiele, o ofiarach w Osetii – dużo mniej. Jeszcze inną koncepcją, którą akurat prezentuje w polemice Piotr, a z którą się fundamentalnie nie zgadzam jest to, że była to „wojna prewencyjna” i gdyby nie ona Gruzja byłaby zależna od Rosji.

„Wojna prewencyjna”?
Jak już pisałem, nie ma żadnych dowodów na to, że Rosjanie szykowali inwazje na Gruzję, chcąc zając Tbilisi i zmienić rząd tego kraju. W tle toczyły się przygraniczne wymiany ognia w republice, w gruncie rzeczy nic sensacyjnego. Putin pojechał na otwarcie Olimpiady, a Miedwiediew wziął urlop. Czy Rosjanie chcieliby zmienić prozachodniego Saakaszwilego na kogoś prorosyjskiego i uzależnić Gruzję od siebie? Zapewne z miłą chęcią, ale nie przy pomocy militarnego zajmowania Gruzji, w której znajdowali się przecież amerykańscy wojskowi. Za duży koszt – w tym finansowy, olbrzymie ryzyko, nie ta siła, zbyt jednoznaczna wina – Zachód by tego nie zaakceptował. Na pewno Moskwie łatwo nie byłoby znaleźć sensownego gruzińskiego polityka chcącego rządzić i zdolnego utrzymać się z nadania Moskwy. To nie czasy „doktryny Breżniewa”.

Co najważniejsze jednak, Rosjanie, po przepędzeniu wojsk gruzińskich z Osetii Południowej, zajmowali się – poza republikami – głownie niszczeniem infrastruktury wojskowej i gruzińskiego sprzętu wojskowego. Owszem, Putin chciał wieszać Saakaszwilego „za jaja”, ale po wybuchu wojny, a nie przed i jest to raczej anegdota. Po osiągnięciu swoich celów wojennych, a mianowicie pozbawieniu Gruzinów jakichkolwiek wpływów w republikach, zniszczeniu wojska gruzińskiego oraz odsunięciu o kolejne lata integracji Tbilisi z NATO i UE, Rosjanie byli gotowi zawrzeć porozumienie. Piotrze, czy posiadający jakiekolwiek karty przetargowe prezydent ogłaszałby, tak jak Saakaszwili, jednostronne zawieszenie broni, gdy obce wojska znajdują się w jego granicach? To są osiągnięcia męża stanu? Mamy go chwalić?

Tak, Rosjanie mogli spokojnie podjąć próbę zmienienia Saakaszwilego. Nie zrobili tego z powodów, jakie napisałem wyżej. Nie chcieli zajmować Tbilisi, bo osiągnęli swoje cele (o tym też pisałem w czasie konfliktu, a nie po jego zakończeniu). Ich reakcja już teraz jest powszechnie uznawana za nieproporcjonalną. Na temat intencji Rosjan nie byłoby żadnej dyskusji, gdyby rozpoczęli szturm na gruzińską stolicę. Jeśli celem Rosjan było obalenie rządu Saakaszwilego i zainstalowanie marionetek to dlaczego tego nie zrobili po pokonaniu wojska gruzińskiego? Sarkozy ich powstrzymał? Po prostu wiedzieli, że to się nie uda – Gruzja jest progruzińska i takiego działania nie zaakceptowałaby UE, ale też NATO ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Nie był to więc cel operacji, bo gdyby tak było, to lepszej sposobności ku temu niż w sierpniu 2008 nie będą już mieć nigdy.