Co z polsko-rosyjską odwilżą?

Bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej stosunki polsko-rosyjskie osiągnęły swoje apogeum. Kwestie związane z śledztwem smoleńskim, raportem MAK, którego symbolem stała się sławetna „Anodina”, wyrównały poziom relacji bilateralnych. Choć stosunki z Moskwą wciąż są lepsze niż przed 2007 rokiem (przynajmniej na poziomie rewizyt obu rządów) to jednak trudno w obrębie polskiej rzeczywistości politycznej wyobrazić sobie dziś spoty pokroju „do przyjaciół Rosjan”.

Kontestowanie polityki wschodniej w jej obecnym kształcie stało się jednym z fundamentów kampanii wyborczej (bo czy ma ona swój konkretnie wyznaczony początek?). Na taką postawę wpływa wiele rzeczywistych czynników, ale przybiera ona niestety nieadekwatne do sytuacji, histeryczne formy skupiające się na sferze sakralno-symbolicznej czy spiskowej. Przesadna reakcja wynika z nieuwzględnienia właściwej optyki relacji polsko-rosyjskich.

To nie tradycyjna, bilateralna sinusoida jest najbardziej interesująca w stosunkach polsko-rosyjskich (raz w górę, raz w dół). Najważniejsze pytanie, które ich dotyczy powinno brzmieć: dlaczego emisję propolskiego filmu w kanale NTV uzupełnia embargo na nasze produkty rolne? Dlaczego ujawnianie rosyjskiej opinii publicznej prawdy katyńskiej i destalinizację uzupełnia niekończący się proces rodzin katyńskich w Strasburgu? Czy klasa polityczna zadaje sobie takie pytanie. Nie, ona kontestuje Rosję w całości, nie szuka genezy rosyjskich zachowań.

Pierwszym polem, na którym powinniśmy się skupić jest „szeroki kontekst” działań Kremla. Bardzo często odnosimy wydarzenia polityczne polonocentrycznie, doskonałym przykładem morze być jarzynowe embargo nałożone przez FR na UE. To nie Polska była celem działań Moskwy, ale Bruksela. Embargo miało wzmacniać podziały wewnątrz Wspólnoty, podkreślić niedoskonałość jej systemu sanitarnego, wzmocnić pozycję przetargową FR etc. Polska to jedynie element szerszej układanki a nie celowe działanie obliczone na upokorzenie dawnego satelity.

Drugim polem jest „korzyść Federacji Rosyjskiej”. Jak każdy kraj, Rosja realizuje własny interes narodowy (ze względu na potencjał- interes mocarstwowy). Jeśli destalinizacja przekłada się na poprawę wizerunku zewnętrznego, wzrost obrotów handlowych to jest ona odgórnie realizowana. Jeśli korzystny wyrok dla rodzin katyńskich wiąże się z wypłatą odszkodowań to prawne usankcjonowanie „prawdy historycznej” nie leży w interesie FR. Kreml jest pragmatyczny, nie ma tam miejsca dla romantyzmu, idei i mrzonki. Polacy, Katyń to wierzchołek potencjalnych roszczeń, które mogłyby spaść na prawną sukcesorkę ZSRR a nie matematycznie obliczona nienawiść do narodu polskiego. Kwestię śledztwa smoleńskiego należy rozpatrywać podobnie, odpowiedzialność strony rosyjskiej mogłaby wpłynąć na kryzys wizerunkowy tego państwa i ewentualne roszczenia finansowe (proszę porównać jakie koszty poniosła Polska w związku z wypłatą odszkodowań dla rodzin ofiar z TU-154).

Kończąc ten krótki wywód warto przytoczyć mój ulubiony wstęp do paryskiej „Kultury” z 1949 roku, niech stanowi on podsumowanie i memento dla wszystkich czytelników. ‎”Historyczna tragedia nie jest oznaką predestynacji, cierpienie nie jest poręką rezurekcji, narody nie są ciałami mistycznymi (…) trzeba odrzucić mistyczne równanie narodu i jednostki.”

Wiemy, że Rosja jest groźna, że nachalnie realizuje swoje interesy w różnych częściach świata (bo jest mocarstwem). Wiemy też, że sakralizacja i mityzacja relacji z tym krajem nie wyprowadzi nas ze ślepego zaułku.

Wiemy?

Piotr A. Maciążek – tekst pochodzi ze strony politykawschodnia.pl