Prezydencja Polski w Radzie Unii Europejskiej – nie możemy tego zawalić!

Polska, Unia Europejska, UE (Źródło: mojregion.eu)Już za kilka dni Polska przejmie przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej od Węgrów i będzie je sprawować aż do końca roku. Tymczasem w samej Europie nastały ciekawe czasy – m.in. problemy w Libii, Partnerstwo Wschodnie, kryzys gospodarczy, negocjowanie mechanizmów mających powstrzymać imigrację, podpisanie traktatu akcesyjnego z Chorwacją. Jednocześnie trzeba pamiętać o tym, iż nie wolno przeceniać roli państwa sprawującego prezydencję. Może starać się nadawać impulsy, przekonywać, koordynować ale nie zmieni to układu sił w Radzie Unii Europejskiej, a także nie zdecyduje np. o zmianie traktatów, zamiast Rady Europejskiej. Ponadto powołanie na mocy Traktatu Lizbońskiego unijnego “ministra spraw zagranicznych” (w tej roli “bezcenna” Catherine Ashton) odebrało w zakresie polityki zewnętrznej kompetencje prezydencji.

Węgrzy mieli podwójnego pecha. Nie dość, że za ich czasów – chociaż nie z ich winy – pojawiło się kilka problemów, to poza tym niedobry PR- kwestia dyskusyjna czy słusznie – został stworzony przez zawirowania na węgierskiej scenie politycznej w związku ze zmianą konstytucji czy kontrowersyjną ustawą medialną. Czesi z kolei przeżywali kryzys polityczny. Takich sytuacji trzeba unikać. Dlatego Polacy powinni przeprowadzić przyspieszone wybory w maju albo czerwcu tak, aby nowy rząd dysponował niezbędnym poparciem, swobodą działania i nie był skrepowany słupkami poparcia. Wybory jednak mamy w październiku i prezydencja zapewne stanie się jednym z tematów kampanii wyborczej, co z kolei oznacza, prawdopodobnie naturalnie, sprowadzenie dyskusji na ten temat do poziomu dna.

Jaka powinna być nasza prezydencja?

Najważniejsze jest jednak co innego. Nikt od nas cudów wymagał nie będzie – losy Europy nie znajdują się w ręku Warszawy, a odpowiedzialni są za nią wszystkie państwa członkowskie. My powinniśmy się zaprezentować jako sprawni organizatorzy i poważne państwo na arenie międzynarodowej, który wykorzystuje swoją pozycję w Radzie UE, ale też doskonałe kontakty w Europie, do rozwiązywania problemów. Równocześnie wykorzystujemy prestiż i go budujemy (w tym miejscu przesyłam serdecznie pozdrowienia dla tych wszystkich, którzy uważają, że pozycję w Unii Europejskiej można budować w kontrze do wszystkich).

Każde państwo przejmujące prezydencję zgłasza swoje priorytety. Nie inaczej jest z Polską. Rada Ministrów 31 maja przyjęła „Program 6-miesieczny polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej w II połowie 2011 r.” (zob. też wywiad z Mikołajem Dowgielewiczem dotyczący priorytetów przeprowadzony przez portal Wirtualna Polska) Polska próbuje naciągać prezydencję w swoją stronę, stąd m.in. temat bezpieczeństwa energetycznego i próba skonsolidowania polityki UE na tym polu. Warszawa jest też naturalnym zwolennikiem budowania wspólnej polityki obronnej, we współpracy z NATO.  Nieprzypadkowo również na czas polskiej prezydencji zaplanowano szczyt Partnerstwa Wschodniego w Warszawie, które ma definiować unijną politykę na wschodnich granicach, w okolicach Federacji Rosyjskiej. Zgłaszamy również ambicję do podpisania lub osiągnięcia znaczącego postępu w negocjacjach w/s umowy stowarzyszeniowej z Mołdawią i Ukrainą. Nie ma co ukrywać, państwa te są obecnie daleko od Unii Europejskiej, ale polska dyplomacja będzie ciągnąć Kijów i Kiszyniów na zachód.

Wynika to z prostej kalkulacji. Polska jest obecnie państwem granicznym Unii Europejskiej i przesunięcie granic pozwoli nam umocnić swoją pozycję i też – o czym oczywiście oficjalnie cicho sza – osłabić wpływy rosyjskie, bo wiadomo, że nikt tak uzależnionej gospodarczo Ukrainy i tak nieintegralnej terytorialnie Mołdawii,  do UE nie przyjmie.  Polska zyska też jako państwo rozumiejące procesy zachodzące na wschodzie, a także mające za sobą udaną transformację. Na pewno – wspominając już o temacie rozszerzenia – warto byłoby monitorować, żeby traktat akcesyjny z Chorwacją został podpisany za naszej prezydencji. Nazwijmy to trwałą pamiątką, którą będziemy potem przypominać jak premier Miller, że to za jego rządu zakończono rozmowy akcesyjne oraz Polska weszła do Unii Europejskiej.

Zadaniem naszej prezydencji jest przekonać innych, że Unia Europejska powinna iść właśnie w kierunku zacieśniania współpracy i otworzenia się na świat.. Polska ma obecnie prasę państwa proeuropejskiego, które osiąga dobre – na tle innych – wyniki gospodarcze. Budujemy, a nie burzymy. Mamy też całkiem niezłą zdolność koalicyjną. W czasach problemów hiszpańskich, portugalskich, węgierskich i przede wszystkim, greckich to istotny atut, bo z punktu widzenia np. Berlina jesteśmy partnerem.

Podsumowując ten ogólny tekst, prezydencja nie wymaga cudów, a kreatywności, konsekwencji i pracowitości. W Unii Europejskiej jesteśmy już od ponad 7 lat i następne pół roku będzie doskonałym sprawdzianem tego, czego się nauczyliśmy w tym czasie. To też test dla naszych polityków, których czeka ostra kampania wyborcza. Mamy szansę pokazać, że stać nas na odgrywanie pierwszoligowej roli w Unii Europejskiej. Proszę, nie spieprzmy tego.