Obama do Polaków: “Yes You Can”. Wrażenia z wizyty

W 23 godziny Amerykanie pokazali, jak w maksymalny sposób wykorzystać w polityce czas, którego zawsze – a zwłaszcza w przypadku prezydenta USA – jest bardzo mało. Ale dla Polski ten czas również nie był stracony.

Sobota 28 maja, pochmurny poranek w Warszawie, kilka chwil po uroczystym powitaniu prezydenta Obamy przez prezydenta Komorowskiego. Amerykańska dziennikarka dopytuje się, jak wymawiać nazwisko “Tusk”. “Tysk”? – pyta reporterka. Tusk – odpowiadają polscy dziennikarze, zgromadzeni na tzw. zwyżce. To właśnie tam przez ostatnią godzinę dziennikarze z wszystkich możliwych stacji i redakcji oczekiwali na przybycie limuzyny z prezydentem Obamą. Nużące oczekiwanie na foto op było urozmaicone pojawieniem się kompanii honorowej Wojska Polskiego. Na dziedzińcu Pałacu pojawiły się też konie z kampanii reprezentacyjnej, ze wszystkimi, naturalnymi tego konsekwencjami.

Oficjalne powitanie wypadało jednak bezbłędnie. Prezydent Obama, po zwyczajowym przeglądzie wojsk przez kilkanaście sekund pozował do zdjęć razem z uśmiechniętym od ucha do ucha prezydentem Komorowskim.Trudno zresztą zepsuć tak prosty fragment całej wizyty, która bez wątpienia była najbardziej skomplikowanym logistycznie przedsięwzięciem państwowo-oficjalnym w tym roku. Na każdym kroku, w ciągu dwudziestu kilku godzin widać było dbałość o szczegóły przygotowujących ją urzędników i doradców. Czerwony dywan rozwinięty w sobotę na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego jeszcze na kilkanaście minut przed wjazdem “Bestii” – prezydenckiej limuzyny był zamiatany i czyszczony, a pomnik księcia Józefa Poniatowskiego był myty już we czwartek. Przed jednym z  ostatnich pojawień się prezydenta Obamy jedna z urzędniczek nerwowo poprawiała BORowcowi kołnierzyk koszuli – taka dbałość o wizerunek była symbolicznym świadectwem, że dla Obamy wszystko musiało być perfekcyjne. Nawet pióro, które zepsuło się w czasie wpisywania się prezydenta Obamę w księdze pamiątkowej Kancelarii Prezydenta zostało błyskawicznie wymienione na inne przez pracownika kancelarii. Pióro zresztą zostało później sprezentowane prezydentowi przez premiera Tuska. Perfekcja oznaczała też aż do przesady drobiazgowy nacisk na sprawy bezpieczeństwa. Sprawdzano wszystko i wszystkich. Nie było żadnych wątpliwości, że Secret Service ( i współpracujące polskie służby) nie idzie na żadne kompromisy. Przez to każda studzienka kanalizacyjna w okolicy Kancelarii Premiera nosiła pieczęć BOR, a na kilkadziesiąt minut przed pojawieniem się w Pałacu Prezydenckim prezydenta na dziedziniec nie wjechał nawet szef kancelarii prezydenta Jacek Michałowski. Kontrola sprawowana nad każdym elementem wizyty była niemal totalna. Tylko Lech Wałęsa napisał swój własny scenariusz, w którym najwyraźniej grupowy foto op nie miał miejsca.

Oczywiście, drobiazgowe przygotowanie miało też przełożenie na ścisły scenariusz wizyty, w którym nie tylko nie było miejsca na przypadek, ale też na interakcję z mieszkańcami Warszawy. Nie było przemówień, nie było rozmów i uścisków dłoni przy tzw. ropeline. W efekcie, prezydenta w Polsce inaczej niż na ekranie telewizora zobaczyło w zasadzie kilkudziesięciu dziennikarzy i polityków, i wybranych gości. “Obama miał tylko jedno przemówienie w Dublinie. Ma teraz masę spraw w USA do zrobienia” – powiedział mi jeden z najważniejszych amerykańskich dziennikarzy zajmujących się Białym Domem. Niemal cały press corps Białego Domu towarzyszył prezydentowi – jak zwykle.

Jednak mimo tego, że Obama nie spotkał się z mieszkańcami Warszawy, jego wizyta to podręcznikowy wręcz przykład realizacji konkretnej, wielopłaszczyznowej strategii politycznej. Wszystko, co Obama powiedział i zrobił było obliczone i skalibrowane pod kątem dwóch rodzajów odbiorców – amerykańskich i polskich. Przykłady?  Kilkuminutowe spotkanie z żołnierzami AK, w czasie którego prezydent wypadł niezwykle naturalnie, co oczywiście jest efektem kilkuletniego treningu w czasie absolutnie morderczej kampanii wyborczej. Deklaracja, że Obama powróci do Polski – z rodziną – w 2013 roku przy okazji otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich. Stwierdzenia prezydenta, że jest z Chicago i przez to czuje się częściowo Polakiem. Kwiaty pod tablicą ofiar Smoleńska – to przede wszystkim dla bardziej konserwatywnego elektoratu w Polsce znaczący sygnał. Spotkanie z liderami opozycji demokratycznej w PRL. Zespół doradców prezydenta doskonale wie, jakie guziki należy nacisnąć, żeby wywołać pożądany efekt.

Ujmując wizytę bardziej ogólnie, jej głównym tematem było “potwierdzanie”.Administracja Obamy skonstruowała całą podróż po Europie jako świadectwo, że USA cały czas traktują ten kontynent poważnie. Oczywiście, w typowym dla doradców prezydenta stylu, odbyło się to częściowo na płaszczyźnie rodzinno-osobistej historii prezydenta. W Irlandii Obama mówił o swoich korzeniach, a w Polsce przyznał że pracował w Chicago jako “community organizer” co oczywiście wystawiło go na kontakty z Polakami. Co więcej, administracja postanowiła synergistycznie wykorzystać poszczególne elementy podróży w bieżących tematach politycznych. W Irlandii eksponowano możliwość pojednania po trwającym dekady konflikcie, na użytek procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie. W Polsce doświadczenie Solidarności zostało wykorzystane jako przykład dla krajów arabskich, co też stało się okazją dla Obamy do podkreślenia, że USA mogą tylko służyć pomocą, a nie obalać własnoręcznie niedemokratyczne reżimy. Motyw “potwierdzenia” znalazł też wyraz w warstwie relacji bilateralnych – kwestia obecności wojsk USA w Polsce, wiz, gazu łupkowego, współpracy technologicznej i naukowej, nacisków na Łukaszenkę itd – to wszystko zostało pokazane w nowym świetle, jako przykład na to że Polska nie jest na bocznym torze.  Również stwierdzenie Obamy o tym, że Polska “wyrasta na lidera regionu” ma potwierdzić, że w oczach USA nie tylko jesteśmy ważnym partnerem, ale też awansujemy nieco wyżej w całej hierarchii sojuszników USA. Obama powiedział również, że ceni pragmatyczne podejście Polski do relacji z Rosją. W obliczu reorientacji długofalowej strategii USA, które uznają za głównego rywala Chiny (Republikanie nawet za takiego jak ZSRR), to stwierdzenie nie może w żaden sposób zaskakiwać, a dla rządu stanowi istotne potwierdzenie słuszności mniej emocjonalnej polityki prowadzonej wobec wschodniej sąsiada.

Z polskiej strony doradcy prezydenta Komorowskiego eksponowali- na facebooku, twitterze i poprzez media tradycyjne – nieplanowane spotkanie Obama-Komorowski-Janukowycz. To spotkanie wpisuje się bowiem w wizję Polski jako “rozgrywającego” w regionie, co oczywiście było ułatwione przez kontekst szczytu przywódców Europy Środkowej i Wschodniej. W kwestii wiz, deklaracja Obamy o poparciu projektu legislacyjnego w Kongresie który umożliwi Polsce przejście na system bezwizowy jest niewątpliwie bardzo ważna, biorąc pod uwagę, że ścieżka legislacyjna to jedyny pewny sposób na likwidację obowiązku wizowego. Obama tłumaczył też w czasie konferencji prasowej, w typowym dla niego profesorskim tonie,  dlaczego jako prezydent ma ograniczone możliwości w tym zakresie. Wiele komentarzy po wizycie wskazuje jednak, że – mówiąc eufemistycznie – to tłumaczenie nie okazało się wystarczające. Może Biały Dom powinien przygotować infografikę?

W sferze symbolicznej warto też odnotować niebanalny pomysł Kancelarii Premiera na prezent dla prezydenta. Tusk wręczył Obamie grę Wiedźmin 2,  iPada z filmami CGI takimi jak “Animowana historia Polski”, “Miasto Ruin” czy “Katedra” oraz książki Sapkowskiego w wersji angielskiej, z autografem autora. W ten sposób, Polska wysyła sygnał, że jest zwrócona w przyszłość, pamięta o przeszłości ale technologicznie i kreatywnie należy do XXI wieku. Oczywiście pod względem całego obrazu relacji bilateralnych, prezenty mają niewielkie znaczenie. Znacznie lepiej jeśli będziemy posiadać zestaw benchmarków w konkretnych sprawach – wiz, gazu łupkowego, współpracy wojskowej, które pozwolę Polsce mierzenie realnej “siły” relacji.

Obama przyjechał do Polski z precyzyjnie skalibrowanym przekazem. Jednym z jego aspektów, było zapewnienie Polaków o możliwościach i znaczeniu ich kraju na arenie międzynarodowej. “Polska może być liderem, ale wymaga to przede wszystkim odpowiedniego nastawienia. Yes You Can”. Krótkie spojrzenie na to co dzieje się w polskiej debacie publicznej sprawia, że trudno uciec od wrażenia że Amerykanie wierzą w Polskę bardziej niż sami Polacy.