Jemen – będzie porozumienie, nie ma spokoju

Po wielu tygodniach niepokojów i protestów w Jemenie doszło do przełomu. Przełomu, który może otworzyć nowy rozdział w rzeczywistości politycznej w kraju – niestety, niekoniecznie pomyślny.

Protesty w Jemenie (źródło: stsnews.com)
Protesty w Jemenie (źródło: stsnews.com)

Mediacja sąsiadów

W niedzielę, 24 kwietnia, w Rijadzie zebrali się ministrowie spraw zagranicznych Rady Współpracy Państw Zatoki Perskiej (GCC). Sąsiadujące z Jemenem petromonarchie, w szczególności Arabia Saudyjska, są żywo zainteresowane zażegnaniem kryzysu w swoim miękkim podbrzuszu, tym bardziej, że z „arabską wiosną” zmagają się także Bahrajn czy Saudowie.  Zaproponowane porozumienie przewiduje utworzenie koalicyjnego rządu jedności narodowej. Ponadto prezydent Saleh w terminie 30 dni ma przekazać władzę wiceprezydentowi kraju. W ciagu 60 dni maja odbyć się wybory prezydenckie zgodnie z jemeńską konstytucją. W zamian prezydent i jego rodzina otrzymają immunitet – nie będą ścigani za przestępstwa popełnione zarówno w trakcie 32-letnich rządów, jak i w ostatnich tygodniach przeciwko protestującym. Saleh zażądał również zaprzestania protestów.

Jak można się domyślić, taki układ odpowiada reżimowi, dlatego Saleh zapowiedział podpisanie porozumienia. Co ciekawe, opozycja również je zaakceptowała, o ile władze nie będą przeszkadzać w demonstracjach aż do momentu odejścia Saleha z urzędu. Kontrowersje wokół kwestii zakończenia lub kontynuowania protestów już podkopują trwałość porozumienia. Ale nie jest to największy problem. W obliczu układu miedzy opozycją a skompromitowanym reżimem tysiące protestujących poczuło się zdradzonych – teraz żądają natychmiastowego odejścia prezydenta i postawienia go przed sądem. Nie wierzą, że dyktator dotrzyma zobowiązań  i odejdzie z urzędu – obiecywał to już wiele razy. Wydaje się jednak, że sprawa jest przesądzona. Układ ma być podpisany najwcześniej w poniedziałek, 2 maja, w Rijadzie lub Sanie w obecności przedstawicieli GCC, Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Podzielona jemeńska ulica

Wydaje się, że próba mediacji podjęta przez państwa GCC jest ostatnią szansą na przerwanie rozlewu krwi. Prawdopodobnie jest to szansa przegrana. Warunki porozumienia opozycji i reżimu nie odpowiadają oczekiwaniom społecznym. To prawda, że ludzie wyszli na ulice Sany, Adenu i wielu innych miast z hasłami wzywającymi do ustąpienia prezydenta i jego kliki. Zalążek tych mas protestujących stanowili młodzi, którzy podkreślali, że nie identyfikują się z żadną siłą polityczną w kraju. Teraz przeciwko reżimowi występują w zasadzie przedstawiciele wszystkich grup społecznych. Odejście bezkarnego prezydenta to nie to czego oczekują. Dlatego wielu natychmiast odrzuciło porozumienie, inni twierdzą, że to co robi opozycja to polityczna gra, w której protestujący nie uczestniczą, dlatego nadal będą walczyć o swoje. Pewne grupy uważają, że konieczne jest pragmatyczne podejście i jeśli taki układ jest jednym możliwym, to trzeba go przyjąć. Inni podkreślają, że Saleh kontynuuje swoją grę – przedstawia się jako jedyny polityk, który chce zapobiec pogrążeniu się państwa w chaosie.

Gra prezydenta

O nieczystych intencjach prezydenta może świadczyć jego wywiad udzielony telewizji BBC Arabic w minioną niedzielę. Saleh zapowiedział, że nie przekaże władzy w ręce rewolucjonistów, którzy jego zdaniem próbują doprowadzić do zamachu stanu. Prezydent podkreślił, że polityczna zmiana może odbyć się jedynie w drodze głosowania i referendum z udziałem międzynarodowych obserwatorów. Po wielu latach dyktator przypomniał sobie o konieczności respektowania porządku konstytucyjnego określonego w ustawie zasadniczej. Niepokój budzi również fakt, że prezydent stara się zdobyć międzynarodowe poparcie, grając obecnością Al-Kaidy w Jemenie, która w jego mniemaniu infiltruje środowiska protestujących. To metoda, którą stosuje od zamachów na World Trade Center i późniejszego powstania komórki terrorystów w Zatoce Perskiej. Trudno ocenić plany Saleha, który we wspomnianym wywiadzie wielokrotnie zaprzeczył warunkom wskazanym przez GCC, na które się zgodził. Nadzieja w tym, że nauczką jest dla niego egipska rewolucja, a układ z opozycją widzi jako ostatnią szansę na uniknięcie losu Hosni Mubaraka.