Guevaryzacja Osamy

Osama bin Laden i Che Guevara.

Osama bin Laden został zabity wraz z towarzyszącymi mu kobietą i trzema mężczyznami przez amerykańskich komandosów. Amerykanom w starannie zaplanowanej operacji udało się zlokalizować i zlikwidować w wartej milion dolarów rezydencji w Abbotabad najbardziej poszukiwanego terrorystę świata. Nasuwa się pytanie „kto na tym zabójstwie zyska?”.

Oczywiście jest to duży sukces prezydenta Obamy i zdecydowanie poprawi jego sytuację w przyszłych wyborach. Społeczeństwo amerykańskie od 10 lat czekało na ujęcie bin Ladena, który kreowany był na wroga publicznego numer jeden, więc słupki poparcia wzrosną z pewnością o kilka lub nawet kilkanaście punktów procentowych. Tuż po ukazaniu się informacji o powodzeniu akcji w Abbotabad, w wielu miastach USA Amerykanie wychodzili na ulice z flagami, wznosząc okrzyki radości.

Czy jednak śmierć autora ataków terrorystycznych na WTC 11 września 2001 roku wpłynie rzeczywiście pozytywnie na światowe bezpieczeństwo? Nie sądzę. Wielu ekspertów podkreśla, że w ostatnich latach Osama bin Laden nie miał już wielkiego wpływu na siatkę Al-Kaidy, która przestała istnieć jako organizacja terrorystyczna sensu stricto. Po 2001 roku i stopniowym rozbijaniu tej organizacji przez Amerykanów, jej struktury zostały prawie całkowicie zniszczone. Wbrew pozorom nie zażegnało to niebezpieczeństwa, a wręcz je powiększyło, gdyż setki innych ugrupowań lub nawet pojedynczych osób i kilkuosobowych grup dokonujących zamachów zaczęło podawać się za Al-Kaidę. W ten sposób słowo Al-Kaida przestało oznaczać konkretną organizację, a stało się symbolem. Każdy islamski fundamentalista o antyzachodnich poglądach zaczął czuć się częścią Al-Kaidy. W takiej sytuacji śmierć przywódcy organizacji, która przestała być organizacją, nie może przynieść nic dobrego, a pewnie przyniesie wiele złego. Bez wielkiego wpływu na realne działania terrorystyczne, Osama najwięcej problemów Zachodowi mógł sprawić stając się męczennikiem.

 

Męczennicy kojarzą się z religią, jednak najbardziej potrzebni są ideologii. Komunizm, który przez prof. Marcina Kulę często porównywany był do religii, wytworzył kilku męczenników z Ernesto „Che” Guevarą na czele. Ten znany chyba wszystkim argentyński rewolucjonista odegrał znaczącą rolę w rewolucji kubańskiej u boku Fidela Castro, później był ministrem w kubańskim rządzie, jednak największe konsekwencje przyniosła jego śmierć w w 1966 roku w boliwijskiej dżungli. Stał się ikoną rewolucji i idolem radykalnej lewicy na całym świecie. Wizerunki z „Che” pojawiły się wszędzie, od kubków i koszulek począwszy, na sztandarach paryskiego buntu studenckiego 1968 kończąc. Swoją śmiercią dał komunizmowi zdecydowanie więcej niż wszystkimi wystąpieniami na zgromadzeniach ONZ i próbami wszczynania kolejnych rewolucji w Ameryce Południowej i Afryce. Drogą „kultu Che” pójdzie, moim zdaniem, fundamentalizm islamski i wytworzy „kult Osamy”. Jesteśmy więc świadkami guevaryzacji najważniejszego terrorysty ostatnich lat. Przez to śmierć ta może wpłynąć  na światowe bezpieczeństwo negatywnie lub, w wersji optymistycznej, nie wpłynąć wcale.