Gra o Arktykę

13 maja przywódcy ośmiu państw tworzących Radę Arktyczną podpisali pierwsze porozumienie współpracy w regionie.  Gra toczy się o wielką stawkę. Arktyka to prawdziwy skarbiec surowcowy. Szacuje się, ze skrywa 25% nieeksploatowanych jeszcze złóż ropy (ok. 90 mld baryłek), gazu, złota, metali ziem rzadkich, kamieni szlachetnych i wielu innych bogactw naturalnych. Trudno dziwić się, że budzi zainteresowanie państw regionu.

Arktyka – Bliski Wschód XXI wieku?

Lądolód arktyczny topnieje w niebywale szybkim tempie. Latem lodowa powierzchnia lodowa jest o 40% mniejsza niż przed 30 laty, kiedy rozpoczęto badania satelitarne. Eksperci twierdzą, że za około 20-30 lat obszar ten będzie w miesiącach letnich całkowicie wolny od lodu. Kiedy zniknie lód, eksploatacja surowców stanie się możliwa. Kto będzie miał do tego prawo i jak zostanie podzielony ten smakowity kąsek? To poważny problem, który może rodzić spore konflikty podgrzewane przez wielkie złoża surowców i wielkie pieniądze. „Tym, czym był Bliski Wschód w drugiej połowie XX w., w pierwszej połowie XXI stulecia może stać się Arktyka”, napisał amerykański dziennik „Christian Science Monitor”.

Amerykanie wchodzą do gry

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że w zakończonym polarnym szczycie w Nuuk wzięła udział amerykańska sekretarz stanu, Hillary Clinton. Pierwszy raz na obrady Rady Arktycznej Amerykanie wysłali delegację tak wysokiego szczebla. Od 1996 roku, kiedy Rada zebrała się po raz pierwszy, Stany Zjednoczone sprzeciwiały się temu, by przekształciła się w instytucję międzynarodową dysponującą silnymi instrumentami działania. Dlatego przez 15 lat Rada była raczej klubem dyskusyjnym, a o jej rozwój i umacnianie dbała przede wszystkim osamotniona Kanada.

Małe porozumienie o wielkiej wadze

Umowa podpisana przez polarną Ósemkę z punktu widzenia gry o Arktykę wydaje się mieć z pozoru niewielkie znaczenie. Porozumienie dotyczy jedynie zasad współpracy podczas akcji ratowania załóg samolotów i statków w Arktyce oraz zachowania w przypadku wycieków ropy naftowej na tym obszarze. Waga tej umowy jest jednak ogromna. Po pierwsze, arktyczni gracze dali znak, że o przyszłości Arktyki będą decydować we własnym gronie. Nie wyklucza to oczywiście współpracy z międzynarodowymi organizacjami i ciałami, ale będą mogły one uzyskać status jedynie obserwatora (UE stara się o to od kilku lat). Arktyka stała się podmiotem podobnie jak inne regiony reprezentowane przez inne gremia międzynarodowe. Rządzić w tym regionie będzie tylko wspomniana Ósemka – chodzi nie tylko o odpowiedzialność za przyszłość Arktyki, ale i o to, że państwa te będą rozwijać współpracę na swoich warunkach.

To, że Rada Arktyczna weszła w nowy etap swojej historii nie ulega wątpliwości. Zacieśnienie współpracy nie oznacza rzecz jasna, że jej członkowie są bardzo zgodni. Wręcz przeciwnie – z arktycznego ciastka każdy chce dostać jak największy kawałek. Przykładem może być nieformalny sojusz Rosji i Kanady, które chcą wykluczenia wpływów państw spoza Rady, głownie członków NATO. O swoją interesy dbają też Amerykanie. Świadczą o tym depesze ujawnione przez WikiLeaks, w których amerykańscy dyplomaci pisali, że Grenlandia, która jest terytorium zależnym Danii, znalazła się na prostej drodze do uzyskania niepodległości. Dla USA to okazja do eksploatacji grenlandzkich bogactw przez amerykańskie spółki surowcowe. Natomiast rosyjski ambasador Dmitrij Rogozin stwierdził: „XXI wiek będzie czasem ostrej walki o zasoby i uważam, że Rosja nie może w niej przegrać”.

Należy mieć nadzieję, że zainteresowanym stronom uda się dojść do porozumienia. Bezpieczna i ekologiczna eksploatacja bogactw Arktyki jest  możliwa tylko w atmosferze spokoju i przy współpracy międzynarodowej. Jest jeszcze czas na osiągnięcie kompromisu. Lód jeszcze nie stopniał.