Bin Laden trafiony, Obama zadowolony

Osama bin Laden. źródło: september11news.com

Bin Laden is dead. „Jak to zdechł?” – odpowiedziałby legendarny Stefan „Siara” Siarzewski. Według informacji podawanych przez Amerykanów, namierzyli jego kryjówkę około 100 kilometrów od Islamabadu, zaatakowali i zabili. Niewątpliwe ciekawsze byłoby jego schwytanie i przeprowadzenie najbardziej widowiskowego procesu w historii, ale Osama Bin Laden prędzej popełniłby samobójstwa niż dał się schwytać. Jego ochroniarz podobno usłyszał rozkaz, który nakazywał zabicie legendarnego terrorysty w razie zagrożenia pojmaniem. Na samym procesie Osama bin Laden mógłby też powiedzieć o kilku „niepotrzebnych” rzeczach, takich jak jego współpraca z CIA w latach 80-tych. Interesująca jest też inna kwestia – kto otrzyma(ł) pieniądze za pomoc w odnalezieniu bin Ladena. Oficjalna wersja, głoszona przez Amerykanów, będzie mówiła o samodzielnym działaniu, ewentualnie w spółce z Pakistańczykami, ale nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś mimo wszystko połakomił się na 25 milionów dolarów albo przynajmniej kilka procent z tej sumy.

 

W Stanach Zjednoczonych nie mają teraz długiego weekendu, więc prezydent Obama udanie wszedł w tydzień. Zapewnił sobie chwytliwe hasło na przyszłoroczne wybory prezydenckie i na jakiś czas problemy gospodarcze zejdą na drugi plan. Zabicie Osamy bin Ladena to jednak sukces przede wszystkim propagandowy. San schorowany terrorysta nie walczył już na froncie, ani nie dowodził oddziałami terrorystów po 2001 roku. Rację ma profesor Danecki, który na spotkaniu Interdyscyplinarnego Koła Naukowego Dyplomacji i Prawa tłumaczył, iż nie istnieje taka organizacja jak al-Kaida, a jedynie sieć porozrzucanych siatek, bez centralnego zarządzania. Naturalnie, Osama kierował częścią podległych mu terrorystów oraz odgrywał ważną rolę jako symbol i autorytet. Nie jest on jednak bezpośrednio odpowiedzialny za amerykańskie problemy w Iraku czy teraz Jemenie. Sami Amerykanie przywykli do nazywania wszystkich swoich wrogów w świecie islamskim „al-Kaidą”, często na wyrost. Sparodiował to wręcz Kaddafi mówiąc, że on też w Libii walczy z „Bazą”.

Obama dostał oratorskiego wiatru w żagle. Prezydent dysponuje darem przemawiania. Teraz będzie mógł opowiadać o nieuchronnej sprawiedliwości, o sukcesach w walce z terroryzmem, a także podniesieniu bezpieczeństwa obywateli amerykańskich. Nie do końca jest to prawda, gdyż sytuacja strategiczna Amerykanów niewiele się zmieniła np. w Afganistanie. O ile w przypadku Iraku, pomimo niestabilności wszystko zdaje się iść w dobrą stronę, o tyle Afganistan wymaga olbrzymich nakładów. Specjalną troską otoczony jest również Pakistan. Zabicie bin Ladena jest korzystne dla Amerykanów, ale geopolityki regionu nie zmieni.

Przy okazji przykryje to sprawę śmierci Saifa al-Araba Kaddafiego, 29-letniego syna Muammara, zabitego w czasie bombardowania NATO. NATO przyjęło założenie, że libijski konflikt skończy się wraz ze śmiercią pułkownika i nie pierwszy raz uderza w budynek, licząc na to, że odpowiedni człowiek będzie w środku. Prysła jednocześnie poprzednia „myśl strategiczna”, że Kaddafi, na wieść o rezolucji RB ONZ numeri 1973, jak również po rozpoczęciu bombardowania, sam przeprosi, położy się i poprosi o najniższy wymiar kary. Postępowanie NATO jest kolejnym dowodem na to, iż prawo międzynarodowe stosuje się niezwykle wybiórczo, niezależnie od tego, czy mowa o Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych, Rosji czy Chinach, bo czy rezolucja zezwala na bombardowanie rządowych budynków? „Prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

Jeszcze ciekawsze są – wracając do głównego wątku – są informacje opublikowane przez niezmordowane WikiLeaks. Według nich, więźniowie z Guantanamo zeznali, iż Osama bin Laden pozostawił coś w rodzaju testamentu, którym jest ukryta w Europie broń atomowa. Na pierwszy rzut oka są to jedynie spekulacje, ale jeżeli jest inaczej, to prawdziwa praca się nie skończyła, a dopiero zaczęła. Zwłaszcza że koledzy Osamy z pewnością będą szukać rewanżu.