Pojednanie palestyńsko-palestyńskie

Fatah i Hamas zawarły wstępne porozumienie, kończące wojnę palestyńsko-palestyńską. Zakłada ono dymisje rządów na Zachodnim Brzegu Jordanu (Fatahu) oraz Strefie Gazy (Hamas), a następnie powołanie wspólnego gabinetu „bezpartyjnych” „fachowców” (cudzysłów celowy, gdyż zapewne nie będą oni ani bezpartyjni, an nie będą fachowcami). Stanowisko prezydenta zachować ma Mahmud Abbas, a wybory odbędą się w przeciągu roku.. Oczywiście, są to jedynie przecieki. Ostateczny kształt porozumienia poznamy prawdopodobnie w przyszłym tygodniu Oficjalnie zostanie podpisane w środę. Wielką niewiadomą pozostaje jego trwałość.

Egipt wchodzi do gry?
Porozumienie osiągnięto w Egipcie, gdzie doszło do tajnych spotkań, których organizację i przebieg ułatwiały władze tego państwa. Po odejściu Mubaraka nastąpiła modyfikacja polityki zagranicznej Kairu względem Izraela. Nie musi to wcale wynikać ze zmiany priorytetów, co zresztą jest dość wątpliwe, ale z konieczności utrzymania popularności. Oznacza to niekoniecznie otwartą współpracę z Izraelem i wojnę z Hamasem, prowadzoną przecież przez byłego prezydenta w sojuszu ze swoim żydowskim sąsiadem. W kwietniu tego roku Egipcjanie zatrzymali budowę podziemnego muru na granicy ze Strefą Gazy, który miał uniemożliwić przemyt, z którego żyło terytorium kontrolowane przez Hamas. O tym projekcie pisałem szczegółowo w artykule „Kolejny ‚mur’ na Bliskim Wschodzie”.

Mówiąc wprost, nowy egipski rząd nie będzie próbował zatrzymać przemytu i tym samym sprawia Hamasowi uroczy prezent. Nie ostatni jednak, gdyż Egipcjanie zapowiadają, iż na dniach, na stałe, otworzą przejście graniczne w Rafah. W tym momencie żółta lampka ostrzegawcza zapaliła się w Jerozolimie, a swój kolor zmieniła na czerwony po przeciekach w/s porozumienia palestyńsko-palestyńskiego.

Egipt w tym konflikcie popierał umiarkowanego Abbasa. Stąd koncepcja „podziemnego muru” czy zamknięcie granicy. Kair uważał Hamas za zagrożenie z dwóch powodów. Pierwszym z nich są niepodważalne powiązania pomiędzy Hamasem, a nieżyczliwym zarówno wobec Egiptu, jak i Izraela, Iranem. Drugim związki Hamasu z Bractwem Muzułmańskim, uważanym przez ekipę Mubaraka za śmiertelne zagrożenie.

Tymczasowy rząd dokonał modyfikacji polityki, wspierając pojednanie wśród Palestyńczyków oraz przestając postrzegać Hamas jako śmiertelne zagrożenie również dla Egiptu. Decyzje wydają się sensowne, szczególnie ze względów PR-owych. Egipska ulica nie przepada za Izraelem, a jej siła nie będzie teraz lekceważona, nawet przez faktycznie rządzące dalej w Państwie Faraonów wojsko. Kair odzyskuje jednocześnie inicjatywę jako gracz w tamtym regionie.

Jak porozumienie może wpłynąć na bliskowschodni proces pokojowy?
Oczywiście, niebawem może okazać się, iż pojednanie jest kruche, a Fatah i Hamas ponownie mogą pogrążyć się w wojnie, kontynuując tym samym podział Palestyńczyków na Zachodni Brzeg Jordanu i Strefę Gazy nie tylko pod względem geograficznym, ale również politycznym. Trzeba pamiętać, że w tej wojnie domowej ginęli ludzie, zaś wzajemnym oskarżeniom nie było końca. Porównując, można by uznać stosunki Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim za wzorowe. Przyjmijmy jednak, że porozumienie utrzyma się. Cóż to będzie oznaczać?

Bliskowschodni proces pokojowy jest obecnie trupem, a nieżywego przecież nie można zabić, dlatego porozumienie nie wpłynie negatywnie na rozmowy izraelsko-palestyńskie. Ich przecież oficjalnie obecnie nie ma. W sprawie podziału wśród Palestyńczyków zawsze możliwe były tylko trzy możliwości. Albo Fatah pokona ostatecznie Hamas albo Hamas pokona Fatah albo, co wydawało się najbardziej prawdopodobne, dojdzie do porozumienia i podziału władzy. Innego rozstrzygnięcia problemu braku jednolitej reprezentacji wśród Palestyńczyków po prostu nie ma.

Koalicyjne władze nie zostaną jednak uznane przez … Izrael, który uważa – skądinąd słusznie – że ciężko rozmawiać z kimś, kto nawołuje do całkowitego zniszczenia państwa żydowskiego. Premier Netanjahu wyraził już elastyczność izraelskiego stanowiska w tej kwestii stwierdzając, że Fatah będzie miał pokój z Izraelem albo z Hamasem. Radykałowie również nie przebierają nogami do oficjalnych rozmów z ‚reżimem syjonistycznym”. Hamas uznawany jest przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone za organizację terrorystyczną. Dopóki nie uzna Izraela oraz nie wyrzeknie się terroryzmu (jak swego czasu, chociaż nie do końca szczerze, Jaser Arafat), nie będzie negocjacji pokojowych. Małym światełkiem w bardzo długim tunelu są deklaracje o możliwym uznaniu granic z 1967 roku.

Na społeczność międzynarodową Palestyńczycy nie mogą liczyć. Rezolucję o osadnictwie izraelskim zawetowali w Radzie Bezpieczeństwa, co nikogo nie dziwi, Amerykanie. Przez Zgromadzenie Ogólne można by przeprowadzić inną rezolucję, nawołującą do uznania Palestyny za niepodległe państwo, ale to będzie tylko zalecenie lub opinia, niewiążące państwa. Na przegłosowanie mocnej rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa nie ma żadnych szans – Waszyngton nie pozwoli skrzywdzić Izraela, zwłaszcza w okolicach wyborów prezydenckich za oceanem. Trzeba tez pamiętać o realiach. Izrael panuje militarnie w regionie. Wniosek z tego jest taki, że jeżeli Abbas poważnie myśli o pokoju, może go osiągnąć tylko poprzez porozumienie z Izraelczykami. Ci z kolei na zainteresowanych rozmowami nie wyglądają.

Palestyńczycy z Zachodniego Brzegu Jordanu są też uzależnieni od zagranicznych pieniędzy, w tym z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, spływających na konto Autonomii Palestyńskiej. Mowa o kilkuset milionach dolarów rocznie. Obama, o czym pisał „Newsweek”, groził odcięciem tej pomocy. Podobne głosy pojawiły się po pojawieniu się informacji o porozumieniu z Hamasem. Pomoc dla Palestyńczyków przyznaje wszakże Kongres. W tym miejscu należy jednak zadać pytanie – skoro nie Fatah, to kogo w Palestynie mają wspierać państwa zachodnie? Z drugiej strony, będzie to wyglądać przekomicznie, jeśli dostęp do pieniędzy unijnych i amerykańskich uzyska uznawany za nie przez organizację terrorystyczną Hamas.

Niewiadomą jest również wynik wyborów. Ciekawe, czy obejmą one również urząd prezydenta. Mahmud Abbas, lider Fatahu, piastuje to stanowisko już ponad przewidywany przez prawo czas trwania swojej kadencji. Przypomnijmy też, iż ostatnie, demokratyczne wybory parlamentarne wygrał Hamas. Trudno przewidzieć, czy pompowany zachodnimi pieniędzmi Fatah zdoła tym razem pokonać swoich radykalnych przeciwników. Jeżeli wyniki będą podobne do tych z 2006 roku, oznaczać to będzie, że pokój niekoniecznie jest dla Palestyńczyków najważniejszy.