Libia, a prawo międzynarodowe w praktyce

Prawo międzynarodowe, a interwencja w Libii
Źródło: globalblawg.blogspot.com

Wydarzenia w Libii są doskonałą okazją do ukazania, jak (nie) działa prawo międzynarodowe w praktyce, gdy chodzi o żywotne interesy państw. Skupmy się na dwóch kwestiach, strefie zakazu lotu oraz wspieraniu opozycji.

Strefa zakazu lotu

Rezolucja RB ONZ numer 1973 nakłada na Libię strefę zakazu lotu. Nie dotyczy on oczywiście samolotów wykonujących misje humanitarną, ewakuujących np. przedstawicielstwa dyplomatyczne i naturalnie, tych odpowiedzialnych za funkcjonowanie strefy. O wszystkich podjętych krokach mają być informowani Sekretarze – Organizacji Narodów Zjednoczonych i Ligi Państw Arabskich. Formuła działania strefy jest dziecinnie prosta – nikt nie może latać, za wyjątkiem i tutaj następuje wyliczanka.

Wygląda na to, że koalicja zadbała o to – przy chińskim i rosyjskim wstrzymaniu się od głosu – aby wszystko było zgodne z prawem międzynarodowym, a ściślej w tej sytuacji mówiąc, rezolucją.

Do tego zagadnienia odniósł się Piotr Wołejko w tekście “Świt Odysei – dyplomatyczny plan gry”

“(…)Amr Moussa i jego arabscy towarzysze udają, że nie zdawali sobie sprawy z tego, jak w rzeczywistości wygląda strefa zakazu lotów. Nie dajmy się jednak oszukać, że naprawdę o tym nie wiedzieli. Życie to nie gra komputerowa. Zakazu lotów nie wprowadza się za pośrednictwem zrzucenia ulotek o odpowiedniej treści na lotniska Kaddafiego, a poprzez zniszczenie tychże lotnisk, stanowisk obrony przeciwlotniczej oraz stacji radarowych. To zupełnie oczywiste.(…)”

Piotr ma rację i jej nie ma, w zależności czy mówimy o praktyce, czy jednak skupiamy się na prawie i treści rezolucji. Patrząc z punktu widzenia praktyki było oczywiste, że rezolucja będzie “wprowadzana w życie” przy pomocy niszczenia lotnisk, stosownej infrastruktury i sprzętu tak, by Kaddafiemu do latania pozostały tylko paralotnie. Tak to musiało się skończyć. Nikt nie będzie zostawiał dyktatorowi lotnictwa, skoro może je bezkarnie zniszczyć. Operacja przebiegła sprawnie i zamiast do wojny, można by ją lepiej porównać do ćwiczeń lub nawet gry komputerowej.

Zaraz, zaraz, ale czy rezolucja mówiła o wprowadzeniu strefy zakazu lotu czy o niszczeniu infrastruktury? Prawo-prawem, praktyka-praktyką. Rezolucja w żadnym miejscu nie zezwala bezpośrednio na niszczenie lotnisk libijskiego dyktatora. Co innego, gdyby pułkownik poderwał te samoloty i zaatakował wojska koalicji monitorujące przestrzeń powietrzną lub chciał zbombardować Benghazi. Wtedy te byłyby zobowiązane do reakcji, a tak to libijskie siły powietrzne zostały zniszczone niezależnie od tego, czy przestrzegały strefy zakazu lotu. To trochę tak, jakby wprowadzić prawo według którego nie można kraść i na wszelkie wypadek odciąć wszystkim ręce.

Najważniejsze jest jednak to, że żadnemu z zainteresowanych państw nic nie grozi za przekroczenie swojego mandatu. W razie czego powtórzy się pół-prawdę, iż było to działanie niezbędne do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strefy. W praktyce – najkorzystniej było oczywiście raz na zawsze rozstrzygnąć kwestie panowania w powietrzu i miało to dużo wspólnego z taktyką, ale z prawem już niekoniecznie.

A teraz dozbroimy powstańców?

W swoim ostatnim tekście na temat Libii pisałem:

“(…)Na pewno w części to byli koledzy pułkownika, tylko skłóceni z nim, ale czy są oni w stanie pokonać uzbrojone i zdyscyplinowane wojsko Kaddafiego, a także nieźle opłacanych najemników? Na krótką metę – należy w to wątpić. Opozycyjne wojska należałoby przeszkolić i uzbroić, co jest zadaniem na co najmniej kilka miesięcy. Kaddafiego szybciej może pokonać międzynarodowa koalicja, o ile podejmie się interwencji lądowej albo zabije dyktatora, jednocześnie dogadując z jego zapleczem.(…)”

Jak widać wydarzenia postępują błyskawicznie. Al-Jazeera poinformowała o szkoleniu przez Stany Zjednoczone i Egipt libijskich rebeliantów. Nawet jeżeli te informacje nie są w 100% prawdziwe, to nie należy wątpić w to, że stosowne służby z różnych państw są już w Libii i będą wspomagać powstańców radą i bronią – jedni ze względu na prowadzoną przez swoje rządy politykę, a inni, będą chcieli po prostu zarobić.

Tylko znowu pojawia się pytanie – czy rezolucja cokolwiek mówiła o dozbrajaniu którejkolwiek strony? Nie, ale za to o embargu na reżim Kaddafiego – owszem. Oczywiście, zawsze można tłumaczyć, że są to wszelkie niezbędne kroki mające na celu ochronę cywilów, ale to naciągane wyjaśnienia. Tu w grę nie wchodzi międzynarodowe prawo humanitarne, a polityka

Najważniejszy w całym prawie międzynarodowym publicznym jest fakt, iż najpotężniejsze państwa (+część mniejszych, wspieranych przez te duże) może w sposób swobodny do niego podchodzić (a wręcz czasami łamać), gdyż nie grożą im za to żadne konsekwencje. Dotyczy to w równym stopniu Stanów Zjednoczonych, jak i Rosji czy Chin. Czasami warto rozejrzeć się lepiej, czy pod pięknymi hasłami nie kryją się po prostu partykularne interesy. Czy dla zabitego cywila istnieje jakakolwiek różnica między śmiercią poniesioną w wyniku ataku artyleryjskiego ze strony Kaddafiego, a pomyłką przy bombardowaniu NATO?