Felieton Gąsiora: światy równoległe

Mieszkam w Polsce, ale w której? Katastrofa smoleńska stała się barierą dzielącą naród. Po jednej stronie stoją zwolennicy teorii spiskowych, po drugiej zaś realiści zmęczeni niekończącymi się insynuacjami o zamachu, sztucznej mgle i spisku żydo-komuny wspieranej przez Moskwę. Żyjemy obok siebie, ale w dwóch różnych światach.

Zbliżają się obchody upamiętniające katastrofę, a po krótkim odpoczynku na islamskie rewolucje Smoleńsk ponownie wraca do społecznej debaty. Przy tej okazji chciałbym podziękować rewolucjonistom z Egiptu oraz Libii za chwilowe odwórcenie uwagi od ciężko chorego dialogu publicznego w Polsce. Wypowiedziano już miliard słów na temat katastrofy, zmarłego prezydenta oraz jego brata, a w nastawieniu większości osób po obydwu stronach barykady nie zmieniło się nic i rok później dalej skaczą sobie do gardeł. Najlepiej byłoby pozwolić im się opluwać, bo jakiekolwiek rozmowy niczego nie dają, ale jak długo można tolerować tę patologię? Mam ochotę pooddychać trochę świeżym powietrzem politycznym, a nie zjełczałym od jadu i nienawiści. Mam dość sztucznych podziałów na „my” i „oni”. Mam również dość zakłamania i hipokryzji polityków, którzy w katastrofie widzą albo windę do swojej kariery albo worek, który można bezkarnie okładać, byle odwrócić uwagę mediów i obywateli od rzeczy bardziej istotnych.

Ale politycy już wybrali. Nie wszyscy oczywiście, ale wielu z nich nosi werbalne karabiny naładowane amunicją z napisem „Smoleńsk” i wiecznie gotowe do strzału. No i strzelają. I stoją tak po obywdwu stronach barykady, którą sami wybudowali i produkują w swoich wielkich manufakturach prawdy historyczne. Prawica znudzona wyraźnie Narutowiczem wynosi teraz na ołtarze i na polityczny Olimp Lecha Kaczyńskiego, pisząc przy okazji na nowo całą jego biografię, wybielając, dodając mu i odejmując. Gdyby tak bezkrytycznie pozwolić środowisku związanemu z Jarosławem Kaczyńskim na autoryzację najnowszych książek do historii Polski, przeczytalibyśmy pewnie, że Lech miał ponad dwa metry wzrostu, był nieskazitelnie czysty, samodzielny politycznie, nie ulegał wpływom i ostatecznie oddał ten księżyc co go ponoć ukradł za młodu. Ale ta produkcja „faktów” sięga głębiej i tyczy historii Polski w ogóle! Nie istnieje chyba żaden fakt historyczny uznany przez wszystkich jednomyślnie i bez zastrzeżeń, więc się kłócą. Zmarłego prezydenta Kaczyńskiego nie obchodzi to gdzie został pochowany ani czy zasłużył na heroizm, który mu się przypisuje. Wszystkie te spory dotykają tylko i wyłącznie nas – obywateli, a temat katastrofy jest na tyle nośny, że obejmuje niemal wszystkich w państwie.

Bariera smoleńska ma jeszcze drugą stronę. Ci drudzy, znaczy rząd, także wykorzystują katastrofę i panującą w związku z tym atmosferę do machinacji. Gdzie są debaty publiczne na tematy ważne jak podatki, aborcja, małżeństwa homoseksualne, idiotyczny system szkolnictwa, Unia Europejska, przyszłość NATO, czy rozwój infrastruktury w Polsce? Nie ma na nie miejsca oczywiście, co jest rządowi na ręke, bo dzięki temu może nie robić nic, a już na pewno nie to czego oczekuje większość społeczeństwa. Platforma od dawna już nie ma żadnego programu, jest populistyczna. Żeby oddać sprawiedliwość opozycji należy dodać, że ona także nie ma żadnego programu, poza wynajdywaniem Polsce kolejnych wrogów i dorwaniem się do władzy. Taka sztuczna mgła (medialna, nie nad Smoleńskiem) to marzenie Platformy. Tak samo było z aferą wokół krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Bzdura, która powinna potrwać kwadrans, ciągnęła się kilka miesięcy. A dziś w kuluarach rewolucji islamskich i obchodów Smoleńska, za plecami mediów i obywateli, zapadają decyzje, które dotkną nas wszystkich: ogromny wzrost cen za bilety na komunikację miejską w Warszawie. Złudnie oczekiwać wobec tego wydarzenia rzeczowych argumentów w debacie społecznej. Jedyne co się wokół tej sprawy dzieje to ciąg dalszy wojny domowej. Nikt z tej strony barykady, która obrzuca błotem panią prezydent Walc nie zada sobie trudu i nie pomyśli nad pewnymi faktami: Warszawa ma wciąż najtańsze bilety w Polsce, od lat nie widziała podwyżki cen przejazdów i ma najlepiej rozwiniętą sieć infrastrukturalną w kraju. A do tego kolejna linia metra jest w budowie. Skąd brać na to pieniądze? Wszyscy chcą żeby państwo było socjalne i za wszystko płaciło, ale nikt nie chce socjalizmu. Wszyscy chcą inwestycji pod warunkiem, że państwo będzie trzymało się z dala od ich portfeli.

Miałem kilkumiesięczną przerwę od rodzimej polityki. Potrzebowałem odsapnąć od wszechobecnego Smoleńska. Wracam i co zastaję? To samo. W polskiej polityce czas stanął w miejscu. I co by się nie działo zasada pozostanie ta sama. Polska musi mieć wroga choćby wyimaginowanego. Odejdzie jeden paranoik, przyjdzie kolejny. Rosja przestanie być wrogiem numer jeden, zastąpi ją ktoś inny. Polacy niczego nie mogą zepsuć sami, wisi bowiem nad naszym narodem złowrogie widmo globalnego spisku. Byli już Żydzi, komuniści, Niemcy, Rosjanie, Zachód, wolnomularze, liberałowie, kapitaliści i każdy na kogo można zrzucić winę. Co się stało z naszym dostępem do Morza Czarnego? Zabrali nam, zwyczajnie nas okradli. Dlaczego kiedy świat rozwijał się w najlepsze podczas ery przemysłowej my biedowaliśmy? Bo cały majątek był w rękach Żydów! Przykłady można mnożyć, tylko po co. Żyjemy w chorym kraju o paranoicznym społeczeńtwie. Polska ma najzwyczajniej przerośnięte ego, które o dziwo niezmienione przytaszczyliśmy na barkach naszych przodków prosto ze średniowiecza i renesansu.

WPROST patronował niedawno konkurs na wydarzenie z historii Polski, które powinno zostać zekranizowane. Wyobrażacie sobie żeby mogło obyć się bez wzajemnych ataków? Wystarczyło rzucić jakiekolwiek hasło żeby posypał się grad nienawiści i nieco innych „faktów” na temat danego wydarzenia. Napisałem, że Janusz Korczak za swoją niezłomność i oddanie dzieciom, z którymi został ostatecznie zagazowany, winien doczekać się ekranizacji swojej biografii. No to dowiedziałem się, że kocham Żydów i pewnie jestem też komuchem. Brakowało tylko żeby ktoś czepił się Korczaka za te dzieci, w końcu bezpodstawne oskarżenia o pedofilię są trendy. Czy to jest pozostałość po latach zaborów, czy może wada wrodzona polskiego narodu? Nie potrafimy ze sobą rozmawiać na tematy polityczne i historyczne. Jedni bez końca powtarzają utarte stereotypy posiłkując się wypaczoną martyrologią, a drudzy w zaparte i bez zastanowienia piszą elegie na cześć bohaterów, których sami tworzą. Wszyscy jesteśmy przy tym ignorantami, bo nie dopuszczamy odmiennych poglądów. Tak wygląda wolny kraj? Nie jesteśmy wcale wolni, walczymy z wytworami własnej wyobraźni i przede wszystkim ze sobą nawzajem.

A może czas najwyższy zburzyć sztuczne podziały i skupić się na tym, że jednak żyjemy w tym samym kraju i bądź co bądź mamy wspólne interesy jako społeczeństwo? Tylko jak tu cokolwiek zbudować w tej atmosferze wojny domowej? Gdzie tu miejsce na porozumienie ponad podziałami, kiedy autorytety przeciwnych obozów skaczą sobie do gardeł? Chyba jedynym wyjściem jest potraktować polityków jak dzieci i pozwolić im się tłuc w piaskownicy, a samemu zawalczyć o społeczny pokój. Możemy być przecież mądrzejsi od polityków i pokierować się słowami Mahatmy Gandhiego:

„Bądź zmianą, którą chciałbyś ujrzeć w Świecie”.

Do tego czasu będziemy jednak żyć w równoległych światach, gdzie każdy jest wrogiem i każdy ma swoją prawdę, swoje fakty i swoją rację – bardziej mojszą niż twojszą. Ja już wybrałem. Chcę żyć w państwie zdrowym, w którym można rozmawiać bez obijania ryjów także tych wirtualnych. Chcę żyć w państwie, w którym będzie się szanowało i tolerowało odmienne zdanie. A czy Ty, Obywatelu, wybrałeś już kraj, w którym chcesz żyć?